,
Obserwuj
Polityka

Dlaczego KO przyspieszyła ws. małżeństw jednopłciowych? "Potrzebowała przykryć blamaż"

oprac. MZ
3 min. czytania
14.05.2026 15:15

Pierwsze małżeństwo jednopłciowe oficjalnie figuruje w polskim rejestrze. - Dzisiaj wszyscy zwracamy oczy na Warszawę, bo to jest bardzo ważny dzień i ważna chwila - mówiła w TOK FM Alina Szeptycka, pełnomocniczka prezydenta Wrocławia ds. równego traktowania.

Donald Tusk i Rafał Trzaskowski
Donald Tusk i Rafał Trzaskowski
fot. ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER
  • Dokonaliśmy pierwszej transkrypcji aktu małżeństwa pary jednopłciowej - poinformował prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski;
  • Rząd przygotowuje rozwiązanie systemowe. Wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski poinformował, że podpisał nowy projekt rozporządzenia zmieniającego wzory aktów małżeństwa. Zakłada on wprowadzenie trzech konfiguracji dokumentów: "kobieta-mężczyzna", "kobieta-kobieta" oraz "mężczyzna-mężczyzna";
  • Czy to przełom dla par jednopłciowych w Polsce i dlaczego tak późno?

- Dzisiaj rano dokonaliśmy pierwszej transkrypcji małżeństwa jednopłciowego, zgodnie z wyrokami sądów. Tak jak zapowiadałem, bez zwłoki, natychmiast - powiedział w czwartek prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Zaznaczył, że tak jak deklarował, tego typu wnioski będą w Warszawie bardzo szybko rozpatrywane i transkrypcje będą wydawane.

Trzaskowski podkreślił, że bardzo się cieszy z zapowiedzi premiera, iż rząd przyjmie rozporządzenie w tej sprawie. - Mam nadzieję, że stanie się to jak najszybciej - dodał.

- Dzisiaj wszyscy zwracamy oczy na Warszawę, bo to jest bardzo ważny dzień i ważna chwila - pierwsza transkrypcja, ale czekamy w wielu miastach. Dużo par albo już złożyło takie wnioski o transkrypcję, albo mają taki zamiar. Ale ponieważ dotychczas spotkałyby się z odmową i potem drogą sądową, wstrzymują się do momentu, kiedy rzeczywiście będziemy mieć rozporządzenie dla wszystkich urzędów stanu cywilnego i będzie można takie transkrypcje robić w każdym urzędzie w kraju - mówiła w "TOK 360" Alina Szeptycka, pełnomocniczka prezydenta Wrocławia ds. równego traktowania.

Przypomnijmy, że Naczelny Sąd Administracyjny orzekł w marcu w sprawie transkrypcji do polskiego rejestru stanu cywilnego aktu małżeństwa dwóch Polaków zawartego legalnie w 2018 roku w Berlinie. Sąd nakazał urzędowi stanu cywilnego dokonanie wpisu. Wcześniej w listopadzie 2025 roku – Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że państwo członkowskie ma obowiązek uznać małżeństwo pary tej samej płci, zawarte legalnie w innym kraju Unii, nawet jeśli prawo tego państwa nie uznaje tego typu związków.

"Ta sprawa zaczęła wybuchać im w dłoniach"

Dlaczego więc tak długo czekaliśmy i czemu sprawa przyspieszyła właśnie teraz? - Rząd przeczekując tak długo, doszedł do ściany i ta sprawa zaczęła wybuchać im w dłoniach - ocenił w "TOK 360" Anton Ambroziak.

Zdaniem rozmówcy Filipa Kekusza okazało się, "że strategia, w której chodziło o to, żeby przeczekać i potraktować problem jednostkowo, czyli wykonać wyrok TSUE ograniczając go do Jakuba i Mateusza, jest nie tylko nieopłacalna społecznie, bo wywołuje duże emocje i protesty". - Ale jest po prostu bardzo trudna, od strony prawnej - dodał dziennikarz OKO.press.

- Mamy nie jeden wyrok a lawinę wyroków sądów administracyjnych, które trzeba wykonać. System - bez rozporządzenia i zmian - nie jest na to gotowy i robienie tego na kolanie wywołałoby jakiś absolutny chaos w administracji publicznej. Nierobienie niczego oznaczałoby łamanie prawa. A część rządu przez ostatnie miesiące była chyba pewna, że uda im się ten temat zamieść pod dywan, zaczarować opinię publiczną np. obietnicami ustawy o statusie osoby najbliższej, która zresztą małżeństw w ogóle nie dotyczy. Ale tak się po prostu nie da - wskazał Ambroziak.

W ocenie dziennikarza "Donald Tusk nie jest idealistą, jest pragmatykiem, często kalkuluje". - I wiemy, że dramatycznie potrzebował jakiegoś tematu i sukcesu, którym przykryje blamaż związany z ucieczką Zbigniewa Ziobro do Stanów Zjednoczonych. I tutaj chichotem historii wydaje mi się, że tematy takie jak aborcja i prawa człowieka - w tym prawa społeczności LGBT - były przez centrum często nazywane pogardliwie zastępczymi, czyli nieistotnymi. A dzisiaj są takiej rangi, są tak ważne dla ludzi, że zostały w ramach politycznej strategii użyte do tego, żeby przykryć inna poważną wpadkę rządu - podsumował gość TOK FM. 

Redakcja poleca

Źródło: TOK FM