,
Obserwuj
Polska

Nieoczekiwany kłopot ze standardami ochrony dzieci. "Wychodzą z tego różne 'kwiatki'"

5 min. czytania
15.04.2026 13:50

Część szkół, przedszkoli czy organizacji pozarządowych stworzyła standardy ochrony małoletnich tylko po to, by je mieć, np. na wypadek kontroli. Powstały na bazie "gotowców" z internetu i niejednokrotnie nie przystają do realiów danej placówki - alarmują eksperci. Czym grozi takie działanie?

Uczniowie w szkole, zdj. ilustracyjne
Uczniowie w szkole, zdj. ilustracyjne
fot. Wojciech Olkusnik/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Czym są standardy ochrony małoletnich i po co zostały wprowadzone?
  • Co grozi placówce za brak standardów?
  • Jakie konsekwencje może nieść przeklejenie gotowych standardów z innej placówki?
  • Co wykazała kontrola kuratorium w jednym z techników w Lublinie?

Standardy ochrony małoletnich miały chronić dzieci przed przemocą, wykorzystywaniem czy niewłaściwym traktowaniem. Ich głównym celem było stworzenie bezpiecznych placówek i organizacji - chodzi m.in. o żłobki, przedszkola, szkoły, placówki opiekuńczo-wychowawcze, organizacje pozarządowe, kluby sportowe oraz inne podmioty, które kierują swoją działalność do dzieci.

W teorii placówka, która ma standardy, wie, jak postępować w sytuacjach trudnych - gdy trzeba podjąć interwencję. Ale dba też o to, by wśród kadry nie było osób, które mogłyby zagrażać bezpieczeństwu dziecka. Dzięki ustalonym zasadom bezpiecznych relacji personel ma jasność, jak powinna wyglądać profesjonalna relacja z dzieckiem, a jakie zachowania - zarówno ze strony dorosłych wobec dzieci, jak i między dziećmi - są niedopuszczalne.

Standardy są obowiązkowe. Wszystkie instytucje i organizacje, które mają kontakt z dziećmi, dostały czas do 15 sierpnia 2024 roku na ich stworzenie. To wynikało z ustawy. Teraz, po dwóch latach ich funkcjonowania, wszyscy muszą dokonać ich ewaluacji, by wiedzieć, co działa, a co trzeba poprawić. Brak standardów to wykroczenie, za które grozi grzywna w wysokości 250 zł lub nagana. Jeśli sytuacja się powtórzy, grzywna może być wyższa - do tysiąca zł. 

Standardy są, ale nikt o nich nie wie

Z perspektywy czasu widać, że część szkół, przedszkoli, organizacji pozarządowych stworzyła standardy tylko po to, by je mieć, np. na wypadek kontroli. Powstały na bazie "gotowców" z internetu i niejednokrotnie nie przystają do realiów danej placówki. Co więcej, często leżą zamknięte w szafie u dyrektora, a rodzice, a nawet uczniowie - nie mają o nich pojęcia.

- Jeśli chodzi o wprowadzenie standardów, to poziom formalny przedstawia się bardzo obiecująco. Z raportu, który zrobiliśmy, wiemy, że 97 procent podmiotów zobowiązanych ustawowo do wprowadzenia standardów, formalnie je wprowadziło. Jeżeli chodzi zaś o takie wprowadzenie pod kątem idei, która stała za standardami i tym, jak one w praktyce są realizowane, to nie przedstawia się już tak optymistycznie - mówi Katarzyna Poniatowska, ekspertka Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

- Zdarzało się, że szkoły czy przedszkola przeklejały gotowe rzeczy. Potem wynikały z tego różne "kwiatki". Bo np. w standardach żłobkowych zapisano: "zakaz kontaktu fizycznego z dzieckiem", a to jest przecież niemożliwe. Nie możemy opiekować się dziećmi w żłobku bez kontaktu fizycznego - czy nawet w przedszkolu, gdzie dzieci potrzebują tego kontaktu z dorosłym. Trudno odepchnąć dziecko, które przychodzi się przytulić w jakiejś trudnej dla niego sytuacji, powołując się na standardy - dodaje Poniatowska.

"Kopiuj - wklej"

W jednym z techników w Lublinie stworzono standardy liczące ok. 100 stron. Znalazły się w nich sformułowania odnoszące się m.in. do przedszkola czy szkoły podstawowej - choćby wskazówki dotyczące tego, by sprawdzać, czy rodzic, który odbiera dziecko ze świetlicy, jest trzeźwy. Mimo, że w szkole średniej żadnych świetlic nie ma.

W szkole była kontrola z Kuratorium Oświaty w Lublinie. Pani wizytator potwierdziła, że dokument w wielu miejscach powstał na zasadzie "kopiuj, wklej" - nie odniesiono go do tej konkretnej szkoły, do jej specyfiki i uwarunkowań.

Czytaliśmy protokół kontroli, który udostępniono nam na drodze dostępu do informacji publicznej. Zapisano w nim m.in., że w standardach "wskazano obowiązki, które nie są dostosowane do wieku uczniów i typu szkoły, np. zwracają szczególną uwagę na stan trzeźwości, stopień pobudzenia osób odbierających dziecko z przedszkola/świetlicy czy sprawdzają aktualność upoważnienia do odbioru dziecka".

Ponadto w standardach nieprecyzyjnie określono obowiązki pracowników i przypisano odpowiedzialność za wykonanie danego zadania kilku osobom, co wprowadza niezrozumienie. "Potwierdzeniem są wyniki badania ankietowego rodziców, którzy stwierdzili, że nie znają ścieżki zgłoszeń oraz osób odpowiedzialnych, a raport cząstkowy z ewaluacji standardów wskazał na brak czytelnej i jednolitej komunikacji o zasadach bezpieczeństwa" - napisała w wynikach kontroli wizytatorka z Kuratorium Oświaty w Lublinie. 

W ankietach wyszło także, że uczniowie nie wiedzą, do kogo mogą się zwrócić z problemem np. dotyczącym przemocy rówieśniczej, a poczucie bezpieczeństwa w szkole jest umiarkowanie pozytywne, ale niejednolite. Zwrócono również uwagę na to, że "istotnym problemem jest niska skłonność do zgłaszania przemocy, toalety to miejsce o najwyższym ryzyku, a uczniowie chcą większego wsparcia, rozmów i obecności dorosłych".  

Wizytatorka podkreśliła coś jeszcze. "W treści dokumentu występują błędy językowe, literówki, znaki zapytania, niejednolity sposób numerowania stron i punktów, brak formatowania, niedokończone zdania, zagadnienia powtarzające się w kilku miejscach(...)" - czytamy w wynikach kontroli. Wizytatorka podkreśliła jednak, że mimo wielu błędów dokument nie wzbudził w szkole zastrzeżeń ani podejrzeń.

- Najgorzej, gdy tworzy się dokument dla dokumentu, żeby on leżał na półce, a nie działał. Bo przecież standardy są po to, żeby chronić dzieci i młodzież. Rzeczywiście w tym konkretnym technikum mamy swoje spostrzeżenia i na pewno pójdziemy tam na ponowną kontrolę. Mamy nadzieję, że to będzie poprawione - przyznaje w TOK FM kurator oświaty Tomasz Szabłowski.

- Oczywiście, przy przygotowywaniu różnych dokumentów często się posiłkujemy jakimiś wzorami, ale powinniśmy to robić dużo bardziej uważnie niż to robimy. Standardy muszą być dostosowane do charakteru danej szkoły. Nie można się odnosić do przedszkola w sytuacji, gdy chodzi o szkołę średnią - stwierdza jasno. - A druga kwestia to dostęp do standardów. One nie mogą być schowane do szafy, tylko ogólnodostępne, by każdy w dowolnym momencie mógł do nich zajrzeć i z nich skorzystać - dodaje kurator.

Nie wszędzie jest tak źle

- Standardy to dokument, który ma pomagać w codziennej pracy. Poza działaniami profilaktycznymi, które powinny być w nich opisane, dokument musi zawierać również bardzo jasne procedury interwencji. Chodziło o to, żeby osoba z danej instytucji nie zastanawiała się, jak konkretnie mogę pomóc dziecku albo czy na pewno ja powinienem to zrobić, tylko - mam jasno wyznaczone procedury, one znajdują się w dokumencie, który się nazywa standardami czy polityką ochrony dzieci. I dzięki temu konkretnie wiem, co robić - mówi Katarzyna Poniatowska z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. 

Nie wszędzie jest źle. - Są takie placówki, które te standardy robią naprawdę fantastycznie i widać, że rozumieją, po co to zostało wprowadzone. Wiedzą, że jest to dokument żywy, który powinien być aktualizowany, z którym powinny być zapoznane dzieci, rodzice, wszyscy nauczyciele. Co więcej, w tworzenie standardów włączono dzieci, młodzież - a o to też tutaj chodzi - podkreśla nasza rozmówczyni.

- Jeśli ktoś na przykład nie wie, w jaki sposób włączać dzieci w tworzenie standardów, tak żeby ta partycypacja była odpowiedzialna, a nie tylko jakaś fasadowa, to zawsze można się do nas zgłosić z takimi pytaniami. My też obsługujemy skrzynkę standardów, prowadzimy anonimowy telefon dla dorosłych 800-100-100 - mamy dyżury. Ta pomoc jest bezpłatna, w postaci na przykład podręczników, które są dostosowane do różnej specyfiki podmiotów. Warto zajrzeć na naszą stronę - dodaje Poniatowska. 

Do 17 kwietnia trwa Tydzień Standardów Ochrony Dzieci, zorganizowany przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę. Jest to bezpłatny cykl spotkań online dla pracowników instytucji pracujących z dziećmi. Udział jest bezpłatny. Rejestracja na platformie edukacyjnej FDDS:  edukacja.fdds.pl.

Źródło: TOK FM