Pokój w Strefie Gazy jest możliwy? "To, co słyszymy, jest zaskakujące"
- Społeczeństwo Izraela, choć wojny z Hamasem doświadczyło, niekoniecznie jest świadome jej brutalności. Niekoniecznie też zdaje sobie sprawę ze skali zniszczeń Gazy. Już samo to tworzy niekorzystną sytuację dla tzw. procesu pokojowego - mówił w "Dłuższej rozmowie" Jakub Janiszewski, który o wojnie w Strefie Gazy rozmawiał z dziennikarką i ekspertką ds. Bliskiego Wschodu Agnieszką Zagner.
W sierpniu 2006 roku dzień po ostrzale południowego Bejrutu przez Izrael, Spencer Platt wykonał jedno z najmocniejszych zdjęć współczesności. Skądinąd przyniosło mu główną nagrodę na World Press Photo, ale to tzw. boki.
Istotą rzeczy tego zdjęcia jest jego przekaz, a właściwie niespójność tego przekazu. Oto na tle pryzmy ruin cztery młode, doskonale ubrane, umalowane i uczesane kobiety w czerwonym kabriolecie - jedna w charakterystycznych lustrzanych okularach przeciwsłonecznych, a druga zatykająca nos absurdalnie białą chusteczką - patrzą na skalę zniszczeń. Ich kierowcą jest mężczyzna. Ma on wzrok skupiony na drodze, wydaje się postacią trzeciorzędną. Ale te cztery bohaterki - zdumione, przejęte, ale i zaciekawione, co też tutaj wybuchło i co się rozleciało, one i ich doskonałe, czerwone auto na tle totalnego rozpadu - to robi wrażenie. Ich perfekcyjne makijaże, czyste ubrania mówią - oto obywatelki świata. Mogą sobie być Libankami, albo i nie, ale na pewno są bogate, dobrze odżywione, na pewno są bezpieczne i w pewnym sensie ta zrujnowana dzielnica, to dla nich coś na kształt ludzkiego zoo, które ogląda się z przerażeniem, może i współczuciem, ale też pewną odrazą. A przede wszystkim - tylko przez chwilę. Bo przywilej bezpiecznego i sytego życia na to pozwala.
Poniedziałkowa rozmowa o pokoju izraelsko-palestyńskim, zaledwie w tydzień po ogłoszeniu zawieszenia broni i starcie rozmów, trochę przypomina tamten obrazek. Czy da się rozmawiać o pokoju z kimś, kto w gruncie rzeczy wojny nie doświadczył, nie poczuł i jej nie rozumie? Kto w zasadzie nie widzi obrazów zniszczonej Gazy, bo musiałby najpierw ich poszukać, zadać sobie jakiś trud. Kto może i ma ogólny sprzeciw wobec krzywdzenia ludzi, ale zarazem jakoś mu przechodzi przez usta i przez myśl takie zdanie "żeby ci Gazańczycy gdzieś się wynieśli", bez precyzowania gdzie i jak?
Nie chodzi mi o tanie oburzenie wobec takich postaw, bo są straszliwie ludzkie. Chcę tylko powiedzieć, że to zaskakujące: spodziewalibyśmy się umęczenia wojną i poczucia jej bezsensowności, ale słyszymy stwierdzenia "to nie my, to oni, oni zaczęli".
Trump może sobie wpisać w porozumienia pokojowe dowolne stwierdzenia, papier wszystko zniesie. Można też wymusić ich podpisanie, można zaszantażować obie strony, można dużo różnych rzeczy. Ale bez zmiany społecznej nic się nie wydarzy. I tu zaczynają się nasze problemy.
Źródło: TOK FM