IPN nie chciał go docenić, ale doceniają inni. Książka byłego badacza Instytutu Pamięci Narodowej rozeszła się na pniu

Dr Adam Puławski przez 18 lat prowadził prace badawcze w lubelskim oddziale Instytutu Pamięci Narodowej. Zajmował się badaniami nad zagładą Żydów i relacjami polsko-żydowskimi. Gdy przyszła "dobra zmiana" odsunięto go od badań i zaproponowano stanowisko typowo biurowe. Zrezygnował i odszedł.
Zobacz wideo

Dr Adam Puławski jest autorem dobrze przyjętej, rozpoznawanej i często cytowanej w międzynarodowym środowisku książki "W obliczu Zagłady. Rząd RP na Uchodźstwie, Delegatura Rządu RP na Kraj, ZWZ-AK wobec deportacji Żydów do obozów zagłady (1941–1942)". Miał już praktycznie gotową drugą jej część, ale nie spodobała się nowemu szefostwu IPN, które zablokowało jej wydanie. Chodzi o monografię o reakcji polskiego podziemia na zagładę Żydów oraz czas od połowy 1942 roku do powstania w getcie warszawskim, które wybuchło 19 kwietnia 1943 roku.

Pojawiły się zarzuty, że dr Puławski szkaluje w niej rząd RP w Londynie i oczernia polskie podziemie. Jak mówił sam autor, publikacja ukazuje różne postawy wobec Żydów. - Prowadziłem badania w trzech archiwach w Londynie, w Bibliotece Polskiej w Paryżu, a także w polskich archiwach. Przygotowanie tej książki trwało kilka lat – powiedział nam historyk. Książkę ostatecznie sam wydał, m.in. dzięki wsparciu czytelników "Gazety Wyborczej". Po wywiadzie, którego udzielił, zebrano 24 tysiące złotych, z czego dwie osoby wpłaciły po 10 tysięcy złotych.

Nowa książka rozeszła się na pniu

Dr Adam Puławski od początku był przekonany, że wielu historyków będzie z jego nowej książki korzystać. I miał rację. Pozycja rozeszła się bardzo szybko, inni  się na nią powołują. Trafiła do wielu znanych bibliotek w Polsce, ale i na świecie. Jest dostępna m.in. w New York Uniwersity, Yale University Library czy w United States Holocaust Memorial Museum w Waszyngtonie. Jest cytowana przez historyków, którzy zajmują się historią Zagłady. - Najbardziej cieszy to, że książka rozeszła się, choć była sprzedawana tylko w dwóch punktach w Polsce. Wiem, że teraz uważana jest za publikację, w której zawodowi historycy znajdą najnowsze ustalenia dotyczące reakcji rządu w Londynie i polskiego podziemia na Zagładę. Znajomi badacze namawiają mnie także do napisania krótszej - 200 stronicowej popularnej syntezy. Mam taki zamiar - powiedział nam dr Adam Puławski.

"Trudno przecenić znaczenie książki dr. Puławskiego dla stanu debaty o postawach polskich władz podziemnych (i całego podziemia) wobec Zagłady Żydów. (...) Autor w przekonujący sposób pokazuje, że Zagłada była traktowana przez podziemie jako kwestia drugorzędna, a sami Żydzi nie byli postrzegani jako pełnowartościowi polscy obywatele, tylko „swoi-obcy”" – napisał w recenzji dr hab. Adam Leszczyński, profesor Uniwersytetu SWPS w Warszawie. Z kolei prof. dr hab. Andrzej Żbikowski z Żydowskiego Instytutu Historycznego stwierdził: "W dalszych badaniach nad przebiegiem zagłady ludności żydowskiej nie będzie można wyników jego badań pominąć milczeniem bądź zbagatelizować".

Niewygodna publikacja

IPN nie chciał książki wydać, bo ustalenia historyka nie są zbieżne z obecną narracją władzy. Historyk w swojej pracy nie wychwala zachowań polskich władz na uchodźstwie - przeciwnie, na podstawie źródeł pokazuje, jak było. A historia nie jest tu czarno – biała. - Zarzucono mi, że podkreślam w swojej książce same negatywy na temat polskiego podziemia, a pozytywy pomijam czy umniejszam ich wartość. Ja się oczywiście z tym nie zgadzam. Piszę o tym, jaka była wiedza na temat Zagłady, ale też jaka była reakcja polskich władz na posiadaną wiedzę – stwierdził dr  Puławski.

Chodzi o sytuacje, gdy polskie władze na uchodźstwie w ogóle nie zareagowały na informacje o mordowaniu Żydów czy gdy ich reakcja była enigmatyczna. – Podaję też przykłady, że można było zrobić więcej – powiedział historyk.

Najważniejszą częścią pracy są jednak nowe ustalenia dotyczące postaci Jana Karskiego, który miał zawieźć do Londynu najważniejszy raport o tym, co działo się w warszawskim getcie. – Przez wiele lat uważano, że dokument, który dotarł do Londynu w listopadzie, został przekazany aliantom i stał się podstawą protestu dyplomatycznego mocarstw, to był właśnie raport Karskiego, że on go dostarczył. Dzisiaj wiem, dzięki tym badaniom, że wcale tak nie było. Raport trafił do Londynu inną drogą – mówi dr Adam Puławski. – Dokument przemierzył drogę do Londynu przez Budapeszt, Berno, Francję i przez Lizbonę. Karski nie miał nic w tym względzie do zdziałania. Raport został przekazany przez zupełnie innych kurierów. To bardzo ważne ustalenie – tłumaczy historyk. 

Książkę jakiś czas temu skrytykował pracownik IPN, dr Wojciech Muszyński z Oddziałowego Biura Badań Historycznych w Warszawie, znany ze swoich mocno prawicowych poglądów. Książkę Adama Puławskiego nazwał "wypłodami chorego człowieka"

DOSTĘP PREMIUM