Ten kraj zakręca z piskiem opon. Jeśli mu się uda, może wkrótce jechać szybciej niż Polska
Węgrzy ekspresowo odzyskują zaufanie światowego kapitału po tym jak w Budapeszcie zmieniły się władze i odszedł skompromitowany rząd Viktora Orbana. Światowy kapitał wierzy w zapowiedzi uporządkowania spraw po poprzedniej ekipie, naprawy relacji z Brukselą oraz w wolę przystąpienia Węgier do strefy euro i pompuje nad Balaton grube pieniądze.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak Węgry - bo o nich mowa - gwałtownie odzyskują zaufanie światowego kapitału?
- Czy za kilka lat za langosza w Budapeszcie będziemy płacić w euro?
- Jaki spadek była ekipa Viktora Orbana zostawia Węgrom?
Węgierski rząd pożycza pieniądze taniej niż Polska, gospodarczy prymus regionu. A koszt kredytu to ocena zaufania dla każdego państwa i jednocześnie ocena jego potencjału. W ciągu kilku tygodni koszt węgierskich pożyczek spadł o blisko 2 punkty procentowe, tylko w ciągu jednej powyborczej nocy o ponad jeden punkt. Inwestorzy wierzą dotychczasowej węgierskiej opozycji, zwycięzcom kwietniowych wyborów parlamentarnych, gdy rządząca od 16 lat partia Viktora Orbana została zmiażdżona przez głosujących Węgrów rozczarowanych spadkiem swojego statusu ekonomicznego.
Na początek o przemeblowaniu fiskalnym. To fragment gospodarki, w którym dzieją się rzeczy mało efektowne, ale fundamentalne, jak na przykład spadek kosztów węgierskiego kredytu rządowego. Jeszcze w marcu musiał płacić mniej więcej 7,5 procent. Na początku maja tylko 5,6 procent, czyli mniej niż Polska i niewiele więcej niż sąsiednie Czechy, stawiane w regionie za kredytowy wzór. To pierwsza taka sytuacja od lat, a zdecydowali o tym międzynarodowi inwestorzy, którzy uwierzyli w zapowiedzi nowego węgierskiego rządu. Po pierwsze: w uporządkowanie spraw po poprzedniej ekipie, która traktowała państwo jak swoją własność, bogacąc się na tym nieprzyzwoicie (o czym powiemy później). Po drugie: w sprawie relacji z Unią Europejską, z którą rząd Wiktora Orbana miał stale na pieńku, tracąc w ten sposób miliardy euro unijnego wsparcia gospodarczego. I po trzecie: w wolę przystąpienia Węgier do... strefy euro.
Remanent w finansach
Takie deklaracje obecny premier Peter Magyar składał w kampanii wyborczej. Po wyborach i zainstalowaniu się rządu powtórzył je nowy węgierski minister finansów, na co inwestorzy zareagowali inwestując w Węgry miliardy dolarów. W pożyczkach mają tu dzisiaj o prawie połowę więcej niż jeszcze rok temu, bo Węgry stały się jednym z najgorętszych tematów inwestycyjnych na rynkach wschodzących. Kto zainwestował w węgierskie obligacje walutowe, zarobił z miejsca prawie 10 procent. A kurs forinta w stosunku do euro jest najwyższy od prawie czterech lat, co znaczy, że Węgry za swoje kredyty płacą w walucie mniej niż wcześniej, a statystycznych Węgrów za granicą stać dzisiaj na więcej niż kilka miesięcy temu.
Ale wola przyjęcia euro to jedno, a praktyka to drugie. Bułgaria - która wymieniła lewa na europejską walutę na początku roku - drogą do tej wymiany szła 20 lat. Węgry obiecują pokonać ją pięć razy szybciej. I lekko nie będzie, bo gospodarka węgierska rośnie za wolno, żeby poradziła sobie ze sprawnym spłacaniem długów zaciągniętych przez poprzednią ekipę polityczną i zasypaniem części dziury w finansach publicznych. Pomóc mają miliardy zaległego unijnego wsparcia, których Węgry nie dostały z powodu blokowania decyzji Brukseli, między innymi z powodu powszechnej korupcji. Budapeszt wierzy, że sprawę zamknie w cztery lata i do końca kadencji nowego parlamentu, czyli do 2030 roku, Węgrzy wymienią forinta na euro. Co może oznaczać, że ta sprawa w kolejnych wyborach będzie kluczowa w kampanii politycznej. Na razie węgierski rząd robi remanent w bieżących finansach i próbuje zdjąć z gospodarki warstwę korupcji, którą zarosła za rządów Wiktora Orbana. I wystartować z dowożeniem obietnicy złożonej wyborcom przy urnach, że przestaną biednieć.
Minimalna płaca na Węgrzech wynosi 838 euro miesięcznie i jest jedną z najniższych w Unii Europejskiej. Siła nabywcza przeciętnego Węgra to zaledwie trzy czwarte unijnej średniej. Rok temu Węgry wyprzedziła Bułgaria, od kilku lat wyprzedza je Rumunia. Ta sama, która przez dekady była synonimem biedy w Europie Środkowej. Węgry są dzisiaj w kategorii "siła nabywcza" na ostatnim miejscu w Unii Europejskiej. Jak to się stało? Podwyżki wynagrodzeń w ostatnich latach wyhamowały, przeciwnie niż ceny, do niedawna rosnące najszybciej w całej Unii Europejskiej. W ten sposób Węgry stały się dla Węgrów frustrująco drogie.
Podwykonawca upadłych Niemiec
Nowy rząd obiecuje zmianę. Gospodarka ma być nowoczesna, a ludzie mają zarabiać więcej dzięki większej wydajności, postępowi technologicznemu i zagranicznym inwestycjom. Ale nie takim, jakie przez 15 lat promowała ekipa Viktora Orbana. Na Węgrzech co siódme miejsce pracy to miejsce w sektorze motoryzacyjnym. Węgry mają fabryki Audi w Győrze, Mercedesa w Kecskemét, BMW w Debreczynie, bateryjne gigafabryki Samsunga czy chińskiego CATL zaopatrującego największe koncerny motoryzacyjne na świecie. Miały być europejskim centrum auto postępu. Miały, bo skończyło się na odbieraniu zachodnich europejskich zleceń.
Węgry nie sprzedają samochodów światu, Węgry są podwykonawcą Niemiec. Gdy trzy lata temu niemiecki przemysł wpadł pod wodę - węgierski zaczął iść na dno razem z nim. W ubiegłym roku produkcja przemysłowa spadła o mniej więcej 2,5 procent rocznie. Cała gospodarka stała niemal w miejscu, wzrost wyniósł 0,3 procent, czyli tyle co nic. Kraj uzależniony od jednej branży, jednego zamawiającego i jednego pomysłu na rozwój - zalicza ekonomiczną flautę. Węgry są bowiem montownią Europy, której produkcja w 90 procentach trafiała na eksport. Problem w tym, że to jedyny węgierski silnik napędzający gospodarkę, który właśnie stracił moc.
Na koniec o innym obciążającym spadku, który nowemu rządowi pozostawiła po sobie odchodząca ekipa. To sieć korupcyjnych powiązań, które przyniosły zaufanym towarzyszom Viktora Orbana wielkie fortuny, także na ostatniej prostej przed wyborami. Stu najbogatszych Węgrów zwiększyło wtedy swoje łączne majątki o rekordowe pięć miliardów euro. W roku, w którym węgierska gospodarka praktycznie stała w miejscu. Najbogatszy z nich - Lőrinc Mészáros - były monter instalacji gazowych z wioski Felcsút, przyjaciel Orbána z dzieciństwa, dorobił się w czasie jego rządów prawie półtora biliona forintów. W jego majątku były też... zebry, których zdjęcia na wybiegu w majątku Mészárosa obiegły światowe media, a na Węgrzech stały się symbolem skorumpowanej władzy i przyczyniły się do przegranej partii Orbana w wyborach.
W podsumowaniu moto metafora, konkretnie o braniu ostrego wirażu przez państwo, które przez ponad dekadę jechało w Europie autostradą pod prąd. Węgry biorą ten wiraż z pełną prędkością i nieporęcznym bagażem: braków w publicznych finansach, przemysłowej zapaści i powszechnej korupcji. Jeśli nie wypadną na zakręcie, mogą wkrótce jechać szybciej niż Polska.
źródło: TOK FM