"Mamo, ja jestem Bartek, nie Zosia. Pamiętaj o tym". Rozmowa z mamą 6-letniego transpłciowego chłopca

Dorota Świercz ma dwoje dzieci, które samotnie wychowuje. Starszą córkę i 6-letniego Bartka. Bartek jest dzieckiem transpłciowym, a mama stara się podążać za jego odczuciami i emocjami. Nie wszyscy to jednak akceptują.
Zobacz wideo

Kilka osób anonimowo zawiadomiło ośrodek pomocy społecznej, że pani Dorota źle zajmuje się dziećmi. Poszło m.in. o to, że pozwala Bartkowi chodzić w chłopięcych ubraniach. Co w tym złego? Zupełnie nic. Jednak przez kilka lat, zanim jeszcze Bartek powiedział mamie, że jest chłopcem, chodził w sukienkach i był nazywany Zosią. Okazało się, że wiele osób uznało spełnienie prostej prośby dziecka za znęcanie się nad nim.

Wszystko to działo się nie w jakiejś malutkiej mieścinie, ale w dużym, rzekomo tolerancyjnym mieście. W Warszawie. Sprawa trafiła do sądu, z wnioskiem o ograniczenie mamie praw rodzicielskich. Sąd się na to kategorycznie nie zgodził.

Anna Gmiterek-Zabłocka, TOK FM: Decyzja sądu jest jednoznaczna - jest pani wzorową mamą i opiekuje się dziećmi, w tym Bartkiem, tak jak powinna.

Dorota Świercz: Tak, byłam tym bardzo poruszona, słysząc słowa sądu. Rzeczywiście, sąd przyznał, że nie ma zastrzeżeń do mojej opieki nad dziećmi. Co więcej, pochwalił to, jak zajmuję się Bartkiem, że staram się go rozumieć i w pełni akceptować to, kim się czuje i kim się identyfikuje. Sąd przypomniał nawet, że były przypadki, gdy dzieci - z powodu niezrozumienia ze strony wielu osób, w tym najbliższych - popełniały samobójstwa. Ja swoje dziecko rozumiem i chcę, by było szczęśliwe. A jest szczęśliwe jako Bartek - nie jako Zosia.

Dziś (5 września) Bartek obchodzi urodziny.

Tak, pierwsze urodziny, gdy Bartek w zgodzie z literą prawa może być sobą (pani Dorocie chodzi tu o wspomniany wyżej wyrok sądu, który uszanował transpłciowość Bartka, a nie o formalne uzgodnienie płci - red.). Bardzo się z tego cieszę.

Przesyłam więc urodzinowe najlepszości dla Bartka. Powiedzmy, jak to się zaczęło? W którym momencie dostrzegła pani, że ma w domu synka, a nie córeczkę Zosię?

To nie stało się jednego dnia, to był proces. Widziałam, że moje dziecko nie chce być dziewczynką. Że boli je, gdy pani w przedszkolu niemal każdego dnia mówiła "Zosiu, jesteś taką ładną dziewczynką" - a ja w domu słyszałam "Mamo, ja jestem Bartek. Bartek, nie Zosia". Wiedziałam, że on nie chce chodzić do przedszkola, bo nie ma tam akceptacji. Bo nie pozwala się mu tam być kimś, kim się czuje.

Najtrudniejszy moment dla mamy?

Gdy widzisz, że twoje dziecko cierpi, że staje się nawet momentami agresywne, a ty nie wiesz, jak mu pomóc. Szukałam wsparcia w wielu miejscach, u wielu specjalistów. Przyznam, przeczuwałam, że mam dziecko transpłciowe, ale nie chciałam usłyszeć tej diagnozy. Dziś mogę powiedzieć wprost - ja się nawet chyba trochę przed nią broniłam. Ale lekarze, psycholodzy mi wytłumaczyli, że najważniejszy jest mój syn. Że jeśli ja go nie zaakceptuję, to mogę go wcześniej czy później stracić. Dlatego porozmawiałam sama ze sobą - i to też był proces - powiedziałam sobie, że to jest moje kochane dziecko, mój Bartuś, i nikomu nic do tego.

Najgorsze wspomnienie?

Gdy opowiedziałam o Bartku, publicznie, nagle pojawiła się u mnie telewizja publiczna, która chciała przygotować o nas reportaż. Byłam przeciwna, ale zaczaili się na nas - dziś nazwałabym to napaścią. Pod pretekstem pomocy napadł na nas jeden z dziennikarzy, przy moich dzieciach. Był agresywny i roszczeniowy. W domu, już po tym zajściu, dzieci pytały mnie "Mamo, a dlaczego ten pan cię napadł? A co będzie, gdy znów przyjdzie?". Bały się o mnie - tego dnia ze strachu nawet spały ze mną. Powstał materiał, w którym mnie oszkalowano; bez mojej zgody. Tak się nie robi, to krzywdzące. To bardzo bolało.

Bolały też pewnie anonimowe donosy, że jest pani złą matką. Donosy, które były podstawą skierowania do sądu przez ośrodek pomocy społecznej wniosku o ograniczenie pani praw do opieki nad dziećmi.

Tak, to bardzo bolało. Ja się domyślam, kto napisał te donosy, bo je widziałam i czytałam. Wiem, co w nich było. To mogły napisać tylko osoby, które w miarę dobrze mnie znały, znały moje dzieci. W mojej ocenie, chodzi o rodziców dzieci, które chodziły z Bartkiem do pierwszego przedszkola. Niektórzy od początku mieli jakieś "ale". Coś im się nie podobało, uznawali, że źle postępuję z moim dzieckiem.

Wiedzieli lepiej?

Chyba wychodzili z takiego założenia. Ja myślę, że to wynikało z niewiedzy. Z tego, że niewiele osób wie, czym jest transpłciowość - że można się urodzić w ciele dziewczynki, a czuć się i być chłopcem. Dla niektórych to niewyobrażalne, dziwne, zaskakujące. I stąd zapewne te opinie i te donosy. Ja jednak nikogo nie oceniam - staram się zrozumieć, że mogło to być motywowane niewiedzą. Nie wierzę, że ktoś robił to celowo, by celowo zaszkodzić mnie i mojej rodzinie.

Pani historia to niemal gotowy scenariusz na film

To prawda. Jest szansa, że kiedyś  powstanie. Ale na szczegóły jest jeszcze za wcześnie. Natomiast mogę na razie zdradzić, że pracuję nad książką, mam ją już w głowie, szukam wydawcy. To będzie sześć lub siedem kamieni milowych z naszego życia, w formie kilku opowiadań. Mam nadzieję, że książka pomoże innym rodzicom, być może mamom, które same borykają się z "problemem". Chciałabym im przekazać, że nasze dziecko nigdy nie może być dla nas - rodziców problemem tylko cudem jaki dostaliśmy od życia. Ta książka ma opowiedzieć o tym, jaką drogę już przeszliśmy jako rodzina. Wiem, że przed nami jeszcze wiele niewiadomych. Książka jest rodzajem autoterapii, ale i mam nadzieję wsparciem dla innych.

Czym się pani zajmuje zawodowo? Z czego pani żyje?

Jestem coachem, ale w czasie pandemii straciłam pracę. Teraz intensywnie szukam. Bardzo lubię pisać - wiele razy słyszałam, że mam "lekkie pióro", dlatego chciałabym pójść w tym kierunku. Kilka moich tekstów już się ukazało, jako listy do redakcji, w internecie.

Może uda mi się coś znaleźć w tej dziedzinie? Rachunki przecież jakoś trzeba zapłacić. Ale ja wierzę, że sobie poradzimy. Bo jesteśmy razem, jako rodzina. I mamy w sobie siłę.

Od redakcji: Jeśli ktoś z Państwa chciałby/mógłby pomóc Pani Dorocie w znalezieniu pracy, prosimy o kontakt z redakcją pod adresem problem@tok.fm.

DOSTĘP PREMIUM