B. poseł Janusz P. doprowadzony do prokuratury. "Wszyscy dopytują o Wojewódzkiego"
Z informacji PAP wynika, że zatrzymani przez CBA mężczyźni po godz. 19 zostali przywiezieni do Wrocławia i doprowadzeni do Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji we Wrocławiu.
Wcześniej rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński informował, że śledztwo prowadzone wspólnie z wydziałem zamiejscowym Prokuratury Krajowej we Wrocławiu dotyczy uzasadnionego podejrzenia oszustwa znacznej wartości. Chodzi o doprowadzenie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem kilku tysięcy osób na kwotę ok. 70 mln zł. Janusz P. pod lupą CBA. 'Wszyscy dopytują o Wojewódzkiego'
Jak mówiła w TOK FM Karolina Wysota z Money.pl., kwoty, o których jest mowa, mogą być niedoszacowane.
- Początkowo to miał być zwykły biznes, który polegał na produkcji alkoholu, w tym piwa i wódki. Bardzo duże inwestycje szły w marketing i tak pozyskiwano pieniądze przez crowdfunding, czyli coś na kształt pożyczek społecznościowych, z czego korzystał zwłaszcza wtedy, kiedy banki nie chciały już pożyczać pieniędzy na rozwój jego biznesu - wyjaśniła gościni 'TOK-360'.
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Jak przyznała rozmówczyni Adama Ozgi, takich "darczyńców", którzy pożyczali Januszowi P. pieniądze przez platformę crowdfundingową, było ok. 10 tys. I wówczas sam były poseł mówił, że w ten sposób udało mu się pozyskać ok. 200 mln zł.
Pamiętam, że w tym biznesie alkoholowym był jeszcze jeden człowiek. Celebryta Kuba Wojewódzki, a o nim jakoś nie słychać jako o Kubie W. Czy on się wymiksował wcześniej, zanim Janusz P. zaczął zbierać pieniądze od zwykłych ludzi? - dopytywał prowadzący audycję. Dziennikarka Money.pl wyjaśniła, że Wojewódzki wyszedł ze wspólnego biznesu znacznie później, bo nastąpiło to dopiero w ubiegłym roku.
- Wtedy Wojewódzki całkowicie odciął się od Janusza P., zresztą nie tylko on, bo to samo zrobili inni celebryci. Jakiś czas temu sam Wojewódzki chwalił się w mediach, że ten biznes pozwolił mu zarobić dość dużo pieniędzy. I choć odciął się od dawnego wspólnika, nigdy publicznie nie skomentował sprawy zbiórek, przynajmniej ja nie widziałam takiego komentarza. I faktycznie pokrzywdzeni w tej sprawie cały czas dopytują się o pana Wojewódzkiego - powiedziała gościni TOK FM. I jak dodała, poszkodowani oczekują sprawiedliwości, bo dla wielu z nich, to Wojewódzki był tym, który uwiarygadniał ten biznes bardziej od Janusza P.
Jak można nie odnieść sukcesu na biznesie alkoholowym? Dziennikarka Money.pl wyjaśniła, że były polityk w którymś momencie nie tylko atakował dziennikarzy opisujących jego biznesy, ale także odciął się od "darczyńców".
- Przestał odbierać od ludzi telefony, a jednocześnie robił nadal "karierę" chociażby w mediach społecznościowych, a nawet napisał książkę. I ci poszkodowani zaczęli się grupować na różnych forach, wymieniać informacjami aż w pewnym momencie zaczęli tracić nadzieję i chęć życia z powodu utraconych pieniędzy. Oni już chyba nawet nie liczą na ich odzyskanie, ale wciąż liczą na pociągnięcie do odpowiedzialności tych osób, przez które czują się oszukane - stwierdziła Wysota.
Zaznaczyła również, że ci, którzy uwierzyli w alkoholowy biznes Janusza P., wierzyli, że powtórzy sukces, który odniósł w Polmosie.
- No bo jak można w tym kraju stracić pieniądze na biznesie alkoholowym - takie właśnie zadawali pytania. Nie chce wchodzić w buty prokuratury, ale może to była rozrzutność, albo zabrakło dobrego księgowego, który by tym zarządził. Bo w pewnym momencie Janusz P. został z tym wszystkim sam, odcięli się od niego wszyscy celebryci i inwestorzy, banki przestały udzielać pożyczek. Więc jeśli celebryci odcięli się od jego biznesu to i ludzie przestali wpłacać pieniądze i były polityk został z tym wszystkim kompletnie sam - podsumowała dziennikarka.
Janusz P. w prokuraturze. Szczegóły po ogłoszeniu zarzutów
Rzecznik Prokuratury Krajowej prok. Przemysław Nowak doprecyzował, że śledztwo dotyczy doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem kilku tysięcy pokrzywdzonych na kwotę blisko 70 mln zł.
- Szczegóły po zakończeniu czynności, w tym po ogłoszeniu zarzutów - zaznaczył.
Do sprawy odniósł się w rozmowie z dziennikarzami w Senacie szef MSWiA Tomasz Siemoniak . - Centralne Biuro Antykorupcyjne i prokuratura nie mają żadnych ograniczeń, jeśli chodzi o to, jakie osoby są zatrzymywane, czy jakim osobom będą stawiane zarzuty. Trwają czynności, prokuratura będzie pewnie informowała o tym, co dalej - powiedział.
W sprawie szczegółowych pytań dotyczących zatrzymania minister odesłał do prokuratury. - Natomiast, jeżeli takie czynności zostały podjęte, to znaczy, że sprawa jest bardzo poważnie przez prokuraturę traktowana - podkreślił Siemoniak.