"Perfidia Macierewicza" i jego "fałszerstwa". Burza wokół "ukrytych dowodów" ws. katastrofy smoleńskiej

Według telewizji TVN24 podkomisja smoleńska Antoniego Macierewicza ukryła dowody, które nie pasowały do tezy o zamachu. - Prokuratura powinna wszcząć postępowanie z urzędu, bo doszło do sprzeniewierzenia środków publicznych. To "badanie" Macierewicza pochłonęło ok. 30 mln zł - komentował w TOK FM Maciej Lasek, były przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego.
Zobacz wideo

Podkomisja smoleńska Antoniego Macierewicza ukryła część zdjęć, nagrań i danych, którymi dysponowała - ustalił reporter "Czarno na białym" TVN24. Z materiału Piotra Świerczka wynika, że w raporcie podkomisji nie umieszczono tych informacji, które nie potwierdzały, a wręcz zaprzeczały tezie o możliwym zamachu.

- To powinno zakończyć się postawieniem aktu oskarżenia osobom, które dopuściły się poświadczenia nieprawdy w państwowym dokumencie, jakim jest raport podkomisji (smoleńskiej Antoniego Macierewicza – przyp. red.). Dodatkowo mamy do czynienia z czymś, co jeszcze nigdy nie miało miejsca. A chodzi o przeprowadzenie badania pod z góry założoną tezę. Przecież materiał TVN24 wyraźnie pokazuje, że wyniki badań, które nie pasowały pod tzw. tezę zamachową, zostały odrzucone i przemilczane – komentował w TOK FM Maciej Lasek, poseł Koalicji Obywatelskiej i były przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego.

Jego zdaniem prokuratura powinna wszcząć postępowanie z urzędu, bo – jak twierdził – doszło do sprzeniewierzenia środków publicznych. - To "badanie" pochłonęło ok. 30 mln zł i to nie licząc uszkodzonego drugiego tupolewa (użytego do badań przez podkomisję Macierewicza – przyp. red.). To są wymierne straty, a do tego dochodzą te niewymierne, czyli wprowadzanie w błąd rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej. To niegodne! – ocenił w rozmowie z Mikołajem Lizutem.

Zapytany o to, czy premier Mateusz Morawiecki powinien interweniować w tej sprawie, gość TOK FM  odparł, że już na niego nie liczy. - Uważam, że nie można wiązać z nim żadnych nadziei. Ale prędzej czy później działanie podkomisji zostanie rozliczone, na pewno dojdzie do tego w kolejnej kadencji Sejmu – podkreślił Maciej Lasek.

Jarosław Kaczyński wiedział o "fałszerstwach"?

Autor reportażu TVN24 Piotr Świerczek ustalił, że "od grudnia 2020 roku Antoni Macierewicz dysponuje amerykańskim raportem" w sprawie katastrofy. Dokument ma obalać tezę o zamachu. - Perfidia Macierewicza i jego podkomisji polega na tym, że oni powoływali się na ten raport, twierdząc, że dowodzi zamachu. Podczas gdy on dowodził czegoś odwrotnego. Nawet Macierewicza o coś takiego nie podejrzewałem, mimo że znam już jego kłamstwa. Nie wiem, na co liczył – przyznał w TOK FM Wojciech Czuchnowski z "Gazety Wyborczej".

To działanie Macierewicza dziennikarz nazwał "fałszerstwem" i stwierdził, że podlegały mu nie tylko ustalenia ekspertów amerykański, ale także tych polskich. - Łącznie z żołnierzem, który wykonywał "eksperyment wybuchowy". Miał on dowodzić, że skrzydło tupolewa ma takie uszkodzenie, jakiego mogło doznać tylko w przypadku wybuchu. Tylko że Macierewicz tak sobie to załatwił, że wykadrował zdjęcie w ten sposób, by było widać wyłącznie fragment tego skrzydła. Gdyby pokazał całość, to byłoby widać, że chodziło o zderzenie z przeszkodą – tłumaczył.

Przypomniał, że w toku prac nad raportem eksperci podkomisji Macierewicza się wykruszali, wskazując na fałszerstwa i ostrzegając, że to wszystko - jak określił Czuchnowski - "zmierza ku katastrofie". - Nie wierzę więc, żeby Jarosław Kaczyński o tym nie wiedział. Nie można powiedzieć, że Macierewicz oszukał swoją partię i Kaczyńskiego, bo on o tym wiedział – podsumował rozmówca Mikołaja Lizuta.

Po publikacji reportażu TVN24 podkomisja Macierewicza wydała oświadczenie, w którym podkreśliła, że "zarzuty i pseudoargumenty przedstawione przez stację TVN są fałszywe i prezentują rosyjski punt widzenia, wprowadzając w błąd polską opinię publiczną".

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM