,
Obserwuj
Gospodarka

"Minister oczekuje Twojej dymisji". Kulisy "intrygi" przeciw prezesowi spółki JSW

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl
7 min. czytania
16.05.2026 20:40

"Jeśli komukolwiek chodziło o ekspresowe pozbycie się Mrozka ze spółki, pomysł w swojej bezczelności i prostocie był absolutnie genialny" - tak o kulisach sprawy Jarosława Mrozka, prezesa spółki JSW Innowacje, pisze jego adwokat Paweł Matyja. Przedstawiamy fragment książki pt. "Adwokat diabłów. Opowieści z samego dna sądowego piekła".

Jarosław Mrozek w 2018 roku
Jarosław Mrozek w 2018 roku
fot. Polska Press/East News

Poniższy fragment pochodzi z książki autorstwa Pawła Matyji pt. "Adwokat diabłów. Opowieści z samego dna sądowego piekła" wydanej 6 maja nakładem Wydawnictwa Otwartego.

- Bardzo ważni ludzie są na ciebie bardzo źli - usłyszał. - Twojej dymisji oczekuje minister aktywów państwowych. I to nie jest prośba, Jarek.

Stali naprzeciwko siebie. W okazałym gabinecie wiceministra co rusz zalegała cisza. Znali się od lat. Mogli rozmawiać szczerze. Tym razem było jednak niezręcznie. Obaj sprawiali wrażenie, jakby nie wiedzieli, co powiedzieć. Dzielił ich już nie tylko stojący pomiędzy nimi masywny mahoniowy stół. Od teraz dzieliło ich wszystko.

- Adam, przecież wy wiecie, że one kłamią.

Wiceminister aktywów państwowych wzruszył obojętnie ramionami. Podniósł leżące przed nim okulary, po czym, aby zająć czymś ręce, z którymi jakby nagle nie wiedział, co zrobić, zaczął polerować szkła jedwabną chusteczką.

- Jarek, kłamią, nie kłamią, dobrze wiesz, że minister nie pozwoli ci zostać na stanowisku. Napisały do premiera! Za chwilę nie zostanie tu kamień na kamieniu.

Rozmówca ministra tylko westchnął. Pokręcił z niedowierzaniem głową. Zasępił się. Odwrócił się i wyszedł. Tego samego dnia podał się do dymisji z funkcji prezesa spółki JSW Innowacje. Sam. Przestał wierzyć, że do swojej niewinności przekona politycznych pobratymców. Umyli ręce. Odcięli się. Od teraz jest dla nich trędowaty. Ba, gorzej. Z trędowatym dla politycznych korzyści być może zrobiliby sobie jeszcze zdjęcie. Z nim - już nie. Wiedzieli, że bomba zaraz wybuchnie. I oni, i on. I to nie byle jaka bomba, ale atomowa. Pozbawiająca życia, przynajmniej tego politycznego, po wsze czasy. Na politycznych licznikach Geigera Jarosław Mrozek już wykazywał bardzo wysokie skażenie. Był radioaktywny. Postanowili. Muszą trzymać się od niego z daleka.

"Adwokat diabłów. Opowieści z samego dna sądowego piekła" , Paweł Matyja
fot.

Wydawnictwo Otwarte

Bomba z hukiem eksplodowała dzień później. Przez następne dni jak po niszczycielskim trzęsieniu ziemi następowały wstrząsy wtórne. Każdy silniejszy od poprzedniego. Epicentrami wybuchów były redakcje prasowe. Wstrząsami - kolejne artykuły. Molestowanie w państwowej spółce górniczej? - pytała już w tytule "Gazeta Wyborcza". W sukurs szedł "Dziennik Zachodni", który swoje ustalenia zatytułował Molestowanie w JSW Innowacje? "PiS-owski kandydat na prezydenta miasta [Wodzisławia Śląskiego - przyp. aut.] miał składać kobietom propozycje seksualne w zamian za korzyści służbowe" - pisali o swoich ustaleniach dziennikarze. "Takie praktyki są skandaliczne, nieetyczne i nie będziemy tolerowali ich w żadnej firmie podległej Ministerstwu Aktywów Państwowych" - grzmiał chętnie cytowany szef tego resortu.

Wszystko to w powstałym w 2017 roku katowickim JSW Innowacje SA, spółce córce węglowego i notowanego na giełdzie giganta, Jastrzębskiej Spółki Węglowej SA, która w samym tylko 2018 roku osiągnęła blisko miliard 800 milionów złotych zysku. (...)

Dla pięćdziesięciotrzyletniego Mrozka to był pierwszy raz. Nigdy wcześniej nie zajmował się biznesem w państwowych spółkach. (...)

Wzorowa służba. Żadnych kontrowersji. Szereg odznaczeń. Fachowiec w swojej branży. Czysty jak łza i kompetentny. Do tego sam zdradzał polityczne ambicje. Mierzył wysoko. Chciał być między innymi prezydentem Wodzisławia Śląskiego. Później? Może posłem - myślał.

Teraz na jego widok nie tylko partyjna ekipa, ale nawet sąsiedzi z obrzydzeniem zaczęli odwracać wzrok. Mieli przecież żony, córki. A on? Witał się z nimi, podawał ręce, patrzył na nie, lustrował. Czy nie wydawało im się już wtedy, że patrzył jakoś tak pożądliwie? Musiało tak być. Uśmiechał się też jakoś dziwnie. Co wtedy myślał? Przecież musiał coś myśleć. Taki bezecnik? Na pewno o jednym. Tak szeptali ludzie. W gazetach wytłumaczono im ze szczegółami, jak szacowny sąsiad prezesował za grube pieniądze. Ich pieniądze, wspólne, publiczne. A okazało się, że jest "bydlę" i "babiarz". O wątpliwościach nie mogło być mowy - takwówczas myśleli.

"Ty to tylko jedno… k***a… tylko seks…" "Jak już jesteś zimną suką, to już bądź i do mnie zimną suką".

"Gwiazda, nic mnie nie lubisz, jakbym cię klepnął, to byś normalnie wiedziała…"

"Nie dostaniesz podwyżki, będziesz miała cnotę zachowaną…"

"Ja nie potrzebuję asystentki do tego, żeby coś umiała, ona, jak przyjdzie, to będzie do jednego, do zaspokajania, że tak powiem, oblicza prezesa…"

Quiz: Quiz TOK FM. Sprawdź swoją wiedzę!

Ukończ quiz i odbierz nagrodę do -40% na TOK FM Premium!

Zniżka zależy od uzyskanego wyniku.

Poprawnych odpowiedzi Zniżka
  • 100% -40%
  • 81-99% -30%
  • 61-80% -25%
  • 41-60% -20%
  • 0-40% -10%
  • Promocje nie łączą się.

    Progi nagród Strzałka rozwiń
    1/10 Senator KO Tomasz Lenz został wyrzucony z partii po tym, jak ujawniono, że przywiózł do szpitala syna na zabieg poza kolejnością. Jakie konsekwencje poniósł szpital?

    To tylko niektóre z przypisywanych przez media Mrozkowi wypowiedzi, które miał kierować do podległych mu pracownic. Nagrania rzeczywiście istniały i powstały bez wiedzy Mrozka. W jaki sposób dostały się do mediów? Nigdy nie ustalono. Żadna z pracownic nie przyznała się do ich przekazania dziennikarzom, sugerując później, że być może źródłem wycieku były organy ścigania. Ale te źródłem być nie mogły. Pierwsze artykuły o seksualnym skandalu w JSW Innowacje pojawiły się 19 lutego 2020 roku, prawie trzy tygodnie przed tym, jak władze spółki złożyły zawiadomienie o możliwości popełnienia przez Mrozka przestępstw i zanim prokuratorskie postępowanie oficjalnie ruszyło. 19 lutego organy ścigania o sprawie nic jeszcze nie wiedziały. Dla nich ta sprawa jeszcze nie istniała. O Mrozku być może czytali, ale tylko w gazetach. (...)

    Redakcja poleca

    Jastrzębska Spółka Węglowa, a więc spółka matka, rozpoczęła natychmiastową kontrolę. Podjęto się przesłuchania wszystkich pracowników. Mrozek nie miał prawa tego huraganu przetrwać. Gdyby honorowo nie podał się do dymisji, i tak niechybnie zostałby odwołany w atmosferze skandalu. Odchodząc, uniknął sugestii, że jego obecność w spółce jakkolwiek wpływała na wyjaśnienie całej sprawy. Poza tym nie jest tajemnicą, że w spółkach giełdowych kryzysy wizerunkowe bezpośrednio przekładają się na ceny akcji. A te na wartość całej spółki. Pozostawanie Mrozka na stanowisku w sytuacji formułowanych wobec niego publicznie zarzutów w tak newralgicznej sferze jak obyczajność mogło pociągnąć firmę na finansowe dno. Akcje JSW na giełdzie ku rozpaczy akcjonariuszy, czyli de facto właścicieli, zapłonęłyby na czerwono. Ci od razu wymusiliby odwołanie Mrozka, który tonął w zalewie oskarżeń. Próbując się ratować, przekonywał co prawda, że to fala kłamstw, ale usiłując złapać się burty, od razu dostawał po głowie twardymi, zwiniętymi w rulon gazetami, gdzie z okładek spoglądał w oczy sam sobie. Statek z politycznymi przyjaciółmi odpływał, a oni krzyczeli "cała naprzód". Podobnie więc jak na morzu w trakcie huraganowego sztormu, tak i w tym przypadku ogłuszający ryk czujących zagrożenie przyjaciół spowodował, że Mrozka nie słyszał już nikt. O dziwo nie został jednak sam. Z przerażeniem spostrzegł, że w domu, w którym zamknął się przed światem, zamieszkały i rozgościły się na dobre czarne myśli. Nieproszone, ale przynoszące rozwiązanie. Rozpaczliwe, ale skuteczne. Honorowe, choć… samobójcze… (...)

    Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, klienci nie są wobec swoich adwokatów szczerzy jak na spowiedzi. Statystycznie - najczęściej kłamią. (...) Mrozek był szczery niczym na spowiedzi i jak mi się zdawało, nie kłamał. Mówił rzeczy nieprawdopodobne, ale nie kłamał. Jeśli mu wierzyć, żadnego molestowania nie było. Mobbingu też. W państwowej spółce natomiast kradną. Wszyscy. Na potęgę. Grube miliony. Innowacje? Jakie innowacje, to tylko nazwa. Bezpieczeństwo górników? Jest dla tej firmy tak samo ważne jak dla Eskimosów ratowanie czołoczubów żółtogłowych w Kongo. Mrozek wykrył, że w firmie dzieje się źle, i nie przez przypadek. Chciał o tym donieść prokuratorom. Ci, których interesy były zagrożone i którzy przez Mrozka mogli zamienić ekskluzywne wille na Majorce na ciasne M1 przy Mikołowskiej (tam mieści się Areszt Śledczy w Katowicach), postanowili działać. Uknuli intrygę. Podsunęli mu atrakcyjne panie. Resztę opisały gazety. Jacy ludzie, kto dokładnie stoi za intrygą? Nie wiadomo. Nieprawidłowości? Długo by wymieniać. Dowody? Na razie brak.

    - A te nagrania też wymyślono? - spytałem.

    - Nie, ale to nie tak, jak mówią.

    Uśmiechnąłem się w duchu. Ciekawa sprawa - pomyślałem. (...)

    Zakładaliśmy, że sytuacja w kolejnych miesiącach nieco się uspokoi.

    - Musimy zaczekać na lepsze wiatry i zmienić narrację - tłumaczyłem. - Kommt zeit kommt rat. Przyjdzie czas, przyjdzie rada - uspokajałem go.

    Nadzieja przyszła szybko - po kilku tygodniach. Pierwsze wnioski z kontroli w spółce były bardziej zaskakujące niż to, co można było przeczytać i usłyszeć w mediach. Na Mrozka bowiem nikt się nie skarżył. Ani jedna kobieta… (...)

    Redakcja poleca

    Jeśli komukolwiek chodziło o ekspresowe pozbycie się Mrozka ze spółki, pomysł w swojej bezczelności i prostocie był absolutnie genialny. Postępowanie prokuratorskie trwałoby miesiącami, może latami. Jeśli w spółce nic się nie działo, Mrozkowi i tak włos by z głowy nie spadł. Pomijam, że zeznając do protokołu przed prokuratorem, trzeba to zrobić pod groźbą odpowiedzialności karnej, czyli zaryzykować, bo jeśli kłamstwo kiedyś się wyda, samemu można trafić za kraty. Medialne larmo, tematyka wyjątkowo na czasie, spółka skarbu państwa i przewidywalni do bólu politycy, którzy nie mogą nie zareagować na skargi rzekomo pokrzywdzonych kobiet, bo media zaraz zarzucą im polityczne kolesiostwo i ochronę potencjalnego przestępcy kosztem zdeptanej godności ofiar. Przecież właśnie tak chroniono bogatych, wpływowych oprawców na całym świecie. Weinstein, Epstein i inni. Ruch #MeToo, cokolwiek by o nim myśleć, to akurat słusznie zmienił. Mrozek "załapał się" na wiatr tych zmian. Winny czy nie.

    W spółce z takiego obrotu spraw ewidentnie się nie ucieszono. Mimo korzystnych dla Mrozka ustaleń niecały tydzień później władze spółki zawiadomiły prokuraturę o możliwości popełnienia przez niego przestępstw wykorzystania seksualnego oraz mobbingu. W uzasadnieniu pisma do prokuratury wskazano na artykuły prasowe na jego temat. O wynikach kontroli przeprowadzonej przez spółkę matkę i wnioskach płynących z przesłuchań wszystkich pracowników jakoś nie wspomniano. To sugerowało, że komuś zależało na tym, by Mrozek na stanowisko nie wrócił. Tajemnicą poliszynela było bowiem to, że przed podaniem się do dymisji obiecano mu, że jeśli sprawa wyjaśni się dla niego pozytywnie, będzie mógł do spółki wrócić. Z postępowaniem prokuratorskim na karku było to niemożliwe. Media znów zrobiłyby raban. Ktoś z Mrozkiem grał w grę. O jego życie. Pytanie tylko kto. (...)

    Posłuchaj: