Powstaną "obwody kościelne"? Tak PiS chce łowić głosy prowincji. "Urna przy każdym konfesjonale"

- Najpierw niech "patrioci" się wyspowiadają, a potem wrzucą kartkę. A najlepiej jeszcze, żeby nie trzeba było zakreślać, bo powinna być tylko jedna partia - Prawo i Sprawiedliwość - i wtedy wszystko będzie jasne - tak rządową propozycję zmiany kodeksu wyborczego komentował w TOK FM wicemarszałek Sejmu i poseł PSL Piotr Zgorzelski.
Zobacz wideo

Nowy projekt ordynacji wyborczej przygotowany przez PiS przewiduje obniżenie rozmiaru obwodu wyborczego (dziś jest to 500 wyborców). Da to możliwość zwiększenia liczby obwodowych komisji wyborczych, które mają powstawać poza ośrodkami miejskimi. O tym pomyśle mówił podczas tournée po Polsce prezes PiS Jarosław Kaczyński. - W niektórych miejscach do lokalu wyborczego jest kawał drogi. W związku z tym w mniejszych miejscowościach będzie być może można stworzyć jeszcze parę tysięcy takich punktów, szczególnie w tak zwanych "wsiach kościelnych". Żeby ludzie, którzy wychodzą z kościoła, nie musieli się nadto trudzić, aby dotrzeć do lokalu wyborczego - argumentował. 

- Najlepiej jeszcze może przy konfesjonale niech pan Kaczyński postawi te urny - komentował w Poranku Radia TOK FM Piotr Zgorzelski z Polskiego Stronnictwa Ludowego. - Urna przy każdym konfesjonale - podchwyciła hasło prowadząca audycję Karolina Lewicka. - Tak. Najpierw niech "patrioci" się wyspowiadają, a potem wrzucą kartkę. A najlepiej jeszcze, żeby nie trzeba było zakreślać, bo powinna być tylko jedna partia - Prawo i Sprawiedliwość - i wtedy wszystko będzie jasne - ironizował wicemarszałek Sejmu.

Zdaniem posła "kupy się nie trzyma fakt, że liczbę tych komisji trzeba zwiększać w mniejszych okręgach". - Jeśli trzeba gdzieś dołożyć komisji wyborczych, to właśnie w dużych miastach, gdzie jest więcej wyborców i widzimy często w dniu wyborów tasiemcowe kolejki tych, którzy nie zdążyli zagłosować, bo np. wracają z weekendu. I tam najczęściej wyborcy odchodzą z kwitkiem, ponieważ w nieodpowiednim czasie zdążyli do lokalu - przekonywał Zgorzelski. I dodał, że nie ma to miejsca w obwodach, gdzie jest ok. sto osób i "komisja nudzi się, bo nie ma co robić". - Ale oczywiście chodzi o to, żeby na tzw. prowincji, gdzie PiS chce łowić głosy, złowić ich jak najwięcej - ocenił.

Podobnego zdania jest Wojciech Hermeliński, były przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej. - Sądzę, że chodzi tu głównie o powołanie tzw. kościelnych obwodów, i z tego się PiS nie wycofa. Nie będą one w samych kościołach, ale chodzi o to, by ksiądz na mszy mógł powiedzieć: "Tu, 100 metrów za rogiem, jest komisja wyborcza, proszę się tam udać" - mówił w rozmowie z "Rzeczpospolitą".

Zmiany proponowane przez PiS dotyczą także sposobu liczenia głosów. Przewodniczący komisji miałby prezentować wszystkim członkom każdą kartę, która wcześniej została wrzucona do urny, wraz z ujawnieniem, na kogo został oddany głos. Wtedy też cały zespół kolegialnie decydowałby o ważności lub nieważności głosu. Według Zgorzelskiego takie liczenie głosów będzie trwać w nieskończoność.

- To jest coraz bardziej antycypowanie zdarzeń, które rodzą się już w głowach polityków PiS, że te wybory przegrają. I na okoliczność przegranych wyborów trzeba stworzyć legendę o sfałszowanych wyborach. Że robiliśmy wszystko, by na to nie pozwolić - skwitował poseł PSL-u.

"Prawo i Sprawiedliwość jest zakładnikiem antyniemieckiej fobii"

W niedzielę, 20 listopada, minister obrony Niemiec Christine Lambrecht (SPD) zaproponowała wsparcie dla Polski, które obejmowałby systemy obrony przeciwlotniczej Patriot i myśliwce Eurofighter. Dzień później wicepremier Błaszczak oświadczył, że z satysfakcją przyjął propozycję niemieckiej minister. Zmienił jednak zdanie, gdy Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla PAP ocenił, że propozycja Niemiec jest interesująca, ale on osobiście uważa, że "dla bezpieczeństwa Polski najlepiej byłoby, gdyby Niemcy przekazali ten sprzęt Ukraińcom, przeszkolili ukraińskie załogi, z zastrzeżeniem, że baterie miałyby być rozlokowane na zachodzie Ukrainy".

- Pan minister Błaszczak został z pewnością obsobaczony za to, że wyskakuje przed orkiestrę i podejmuje decyzje, które nie są zgodne z linią polityczną partii i po wypowiedzi pana prezesa natychmiast na Twitterze stuknął obcasami i zameldował, że Polska nie potrzebuje Patriotów, tak jakbyśmy mieli tych Patriotów w nadmiarze - ocenił Zgorzelski.

Według wicemarszałka Sejmu odrzucanie niemieckiej propozycji godzi w bezpieczeństwo Polski. - To jest po prostu podporządkowanie bezpieczeństwa Polaków linii politycznej partii. Dopóki będziemy zakładnikami tej fobii antyniemieckiej pielęgnowanej na ulicy Nowogrodzkiej, będziemy podejmowali decyzje polityczne wbrew interesowi Polski - powiedział. 

Jak nieoficjalnie dowiedział się reporter TOK FM Maciej Kluczka, pomysł ministra Błaszczaka wywołał konsternację także w otoczeniu Andrzeja Dudy. Kancelaria Prezydenta oczekuje wyjaśnień od szefa MON.

DOSTĘP PREMIUM