,
Obserwuj
Ludzie

Ten efekt może z nami zostać dłużej. Wszystko będzie droższe

Wojciech Kowalik
4 min. czytania
19.05.2026 06:35

To właśnie się zaczyna. Drogie paliwa zaczynają rozlewać się po całej gospodarce i oblepiać wszystkie inne ceny. Na razie powoli i nie wszędzie, ale widać już pierwsze symptomy całego procesu przerzucania na nas, konsumentów wyższych kosztów paliw, surowców i energii, czyli tego co zdrożało w wyniku wojny na Bliskim Wschodzie. Ten proces potrwa, a jego apogeum spodziewane jest jesienią i zimą. A że naprawdę się rozpoczął, potwierdzają szczegóły kwietniowej inflacji.

Firmy będą sprawdzać, jaką skalę podwyżek konsument jest w stanie zaakceptować
Firmy będą sprawdzać, jaką skalę podwyżek konsument jest w stanie zaakceptować
fot. Bartlomiej Magierowski/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Kto jest teraz inflacyjnym rekordzistą - a to bardzo ważna informacja przed sezonem wakacyjnym;
  • Że są na szczęście towary, za które na codziennych zakupach jeszcze płacimy wyraźnie mniej;
  • I jak ten szok paliwowy będzie się krok po kroku przekładał na nasze portfele?

W kwietniu ceny rosły w rocznym tempie 3,2 procent - to już wiedzieliśmy, ale poznaliśmy szczegóły co odpowiadało za takie przyspieszenie inflacji. Oczywiście, po pierwsze i najważniejsze - to paliwa, droższe o 60 procent niż rok temu. A ponieważ cena paliwa jest zaszyta w cenie każdego produktu, który kupujemy i każdej usługi, z której korzystamy, to nic dziwnego, że inflacja znów zaczęła rosnąć. I będzie rosnąć w kolejnych miesiącach, choć od razu uspokajamy: widma kilkunastoprocentowej inflacji, takiej jak obserwowaliśmy dwa lata temu, nie ma, aczkolwiek niemal pewny wydaje się scenariusz w którym inflacja znów wymyka się z poziomu uważanego za optymalny w ogóle dla gospodarki i w szczególe dla naszych kieszeni.

Co zdrożało najbardziej?

W inflacyjnej wyliczance zacznijmy od rekordzisty wzrostów cen, rekordzisty nieoczywistego, bo najmocniej drożały w kwietniu... bilety lotnicze: w miesiąc o 60 procent! W ten sposób uderza w nas, pasażerów, drogie paliwo lotnicze, którego ceny wystrzeliły po blokadzie cieśniny Ormuz. Paliwa lotniczego na świecie brakuje, głośne były nawet przypadki jego racjonowania na niektórych lotniskach w Europie, choć w Polsce akurat jesteśmy w niezłej sytuacji, bo paliwa lotniczego mamy wystarczająco, choć nie omija nas globalny wzrost ceny. Razem z tym w górę poszły ceny turystyki zorganizowanej: zagraniczne wycieczki są - przeciętnie - o 7 procent droższe niż rok temu. Do niechlubnej czołówki produktów drożejących najszybciej przez wojnę na Bliskim Wschodzie należą jeszcze węgiel opałowy oraz butle z gazem - drożejące na fali wzrostów cen nośników energii. No dobrze, ale przecież biletu lotniczego, zagranicznych wczasów i butli z gazem większość z nas nie kupuje codziennie, za to codziennie kupujemy żywność. To przecież największa nasza kategoria zakupowa w inflacyjnym koszyku. I co tam widać?

I tu na razie informacje są niezłe. Żywność jest droższa o 2 procent niż rok temu, a więc to wzrost praktycznie dla nas niezauważalny. Choć oczywiście są produkty, które są droższe: jak ryby, jajka, owoce, czekolada, pomidory, w których widzimy nawet kilkunastoprocentowe wzrosty, to jest znacznie większa grupa towarów, za które płacimy mniej niż rok temu, nawet o jedną czwartą: to masło, wieprzowina, cukier, ziemniaki. A skoro doszliśmy do półki z warzywami, to tańsze niż rok temu są marchewka, cebula, kapusta. W cenach żywności nie widać jeszcze wpływu drożejących przez sytuację na Bliskim Wschodzie nawozów sztucznych oraz energii, ale i tu nie ma zmiłuj - będzie drożej. Kiedy? Za chwilę do tego wrócimy, ale najpierw zerknijmy w drugą naszą najpoważniejszą kategorię wydatków.

To koszty utrzymania mieszkania, które też rosną w rocznym średnim tempie około 5 procent. Już wspominaliśmy o węglu czy butlach gazowych, które mieszczą się w tej kategorii, ale rosną też - o 4-5 procent - czynsze, usługi konserwacji domów, rachunki za wodę, szybciej drożeje wywóz śmieci. Ale droga energia przez sytuację na Bliskim Wschodzie w nasze rachunki jeszcze nie uderza, a to dlatego, że są one regulowane. To Urząd Regulacji Energetyki zatwierdza taryfy na gaz i prąd dla gospodarstw domowych, więc jeśli zobaczymy tu podwyżki, to gazu latem, a prądu - dopiero od przyszłego roku. Choć biznes odczuje to szybciej - i nie ma co się łudzić - przerzuci te koszty na nas, konsumentów.

Ekonomiści szacują, że firmy zrobią to metodą prób i błędów: jaki jaką skalę podwyżek konsument jest w stanie zaakceptować? Tym bardziej, że mamy sporo nagromadzonych w ostatnim czasie oszczędności, więc i podwyżki, jeśli nie będą drastyczne, też jakoś przełkniemy. A skoro jesteśmy przy prognozach, to jak w kolejnych miesiącach będzie wyglądało przekładanie się drogich paliw na resztę cen?

Droższe będzie wszystko. Tylko kiedy?

Ciekawa jest tu analiza ekonomistów banku Pekao SA. Pierwszy etap tego szoku energetycznego już przeżywamy, czyli drogie paliwa. Po nim, właśnie zaczyna się drugi etap, czyli reagują branże silnie uzależnione od kosztów paliwa: transport, logistyka, bo w nich paliwo to znaczący koszt, a niskie marże ograniczają możliwość wzięcia podwyżek na siebie. Ale tak samo jest w turystyce i gastronomii, gdzie wyższe ceny energii, żywności i transportu relatywnie szybko przekładają się na finalne ceny. Dalej, w czasie od 4 do 7 miesięcy od początku wojny w Iranie, czyli jakoś późnym latem-jesienią zaczną rosnąć ceny żywności przez połączone siły droższych: energii, transportu, logistyki i nawozów. I ten efekt może z nami zostać dłużej. I wreszcie ceny pozostałych usług, które zareagują najpóźniej - bo jakoś późną jesienią i najsłabiej, bo są one uzależnione głównie od wynagrodzeń, a ich wzrost hamuje. Ale za to z usług ten szok cenowy jest najtrudniej wyplenić. Bo jeśli cena strzyżenia u fryzjera, naprawy samochodu u mechanika czy wizyty u dentysty już wzrosła, to raczej nie ma szans, żeby później zobaczyć w cennikach obniżki.

A zatem - jak ekonomiści widzą inflację w kolejnych miesiącach? Tylko wyżej. W ich prognozach apogeum obecnej sytuacji z drogimi paliwami, energią i surowcami, które rozlewają się podwyżkami po gospodarce, zobaczymy na przełomie tego i przyszłego roku. Inflacja co miesiąc będzie wyższa i w tym apogeum może dojść nawet powyżej poziomu 4 procent. Wydaje się niewiele, bo przecież mamy za sobą przykre doświadczenie 18-procentowej inflacji, ale ta czwórka, to już powyżej bezpiecznego dla nas poziomu. Szok paliwowy to już nie jest więc mglista opowieść przyszłości, on tutaj jest i już na nas wpływa. I z każdym miesiącem będzie wychylał głowę w kolejnych podwyżkach.

źródło: TOK FM