"Prezydencki foch" Zełenskiego. "Też ma prawo do słabszych dni"
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski odwołał w piątek ambasadora swojego kraju w Wielkiej Brytanii Wadyma Prystajkę, który go skrytykował. Początek sprawy sięga szczytu NATO w Wilnie, gdzie brytyjski minister obrony powiedział, że Ukraina powinna być wdzięczna zachodnim krajom za dostawy broni. - Nie jesteśmy Amazonem – zauważył Ben Wallace, dodając, że Ukraina zawsze prosi o więcej, nawet po otrzymaniu kolejnej partii uzbrojenia.
W odpowiedzi Zełenski oświadczył: "Myślę, że zawsze byliśmy bardzo wdzięczni Wielkiej Brytanii, jej premierowi i ministrowi obrony, panu Wallace’owi (...). Po prostu nie wiem, co on ma na myśli, jak inaczej powinniśmy mu podziękować. Niech do mnie napisze. Możemy co rano budzić się i dziękować ministrowi osobiście". Ambasador Ukrainy w Wielkiej Brytanii stwierdził, że w słowach jego prezydenta słychać było sarkazm. - Nie sądzę, by był to zdrowy sarkazm – podkreślił.
Wojciech Konończuk - dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich – zgodził się w TOK FM, że nie był to zdrowy sarkazm. Zaznaczył jednak, że również komentarz Wadyma Prystajki był "niezdrowy", bo jako ambasador powinien powstrzymywać się od takich publicznych wypowiedzi na temat swojego prezydenta. Niemniej ekspert przypomniał, że Prystajko jest postacią zasłużoną dla ukraińskiej dyplomacji. - Przed wyjazdem do Londynu był wicepremierem odpowiedzialnym za integrację europejską. To jest też były wiceminister spraw zagranicznych i były ambasador w Kanadzie. Pracował od ponad dwóch dekad w ukraińskiej dyplomacji. Wydaje mi się, że na takie szybkie odwołanie i to w takiej atmosferze nie zasłużył – mówił rozmówca Jakuba Janiszewskiego.
Zdaniem ekspert za tą decyzją stał prawdopodobnie sam Wołodymyr Zełenski. - Jest znany z czasem emocjonalnych decyzji (…) Wydaje mi się, że prezydent państwa, który od ponad 15 miesięcy żyje w stanie podwyższonego napięcia emocjonalnego i na którym ciąży tak wielka odpowiedzialność, ma też prawo do – delikatnie mówiąc – słabszych dni. I także do błędnych decyzji, których po pewnym czasie może żałować. Pamiętajmy, że jest tylko człowiekiem, a nie kimś z bazaltu czy kamienia. Ma prawo do zmęczenia i też czasami do fochów. Wydaje mi się, że w sprawie odwołania ambasadora Ukrainy to jest taki prezydencki foch – stwierdził gość TOK FM.
Ukraina "nie zdaje sobie sprawy, że to w Polsce różne młyny nakręca"
Wojciech Konończuk odniósł się również do wypowiedzi ukraińskiego premiera Denysa Szmyhala, który ostatnio skrytykował Polskę. "Rosja zerwała zbożową inicjatywę, niszcząc infrastrukturę naszych portów czarnomorskich i po raz kolejny wywołując globalny kryzys żywnościowy. W tym krytycznym okresie Polska zamierza kontynuować blokadę eksportu zboża ukraińskiego do UE. Jest to nieprzyjazny i populistyczny krok, który będzie miał poważny wpływ na globalne bezpieczeństwo żywnościowe i gospodarkę Ukrainy" - napisał na Twitterze.
Była to odpowiedź na słowa Mateusza Morawieckiego dot. unijnego zakazu importu z Ukrainy pszenicy, kukurydzy, rzepaku i słonecznika do Bułgarii, Węgier, Polski, Rumunii i Słowacji. Zakaz obowiązuje do 15 września. Premier zagroził, że jeśli Komisja Europejska go nie przedłuży, to Polska sama zamknie swą granicę na te towary.
Gość TOK FM zwrócił uwagę, że wpis ukraińskiego premiera to wynik nieporozumienia. Bo Polska nie blokowała ani nie zamierza blokować ukraińskiego tranzytu. - Natomiast liczy na to, że moratorium na import - nie tranzyt - ukraińskiego zboża do wskazanych państw unijnych zostanie utrzymany – tłumaczył.
W jego ocenie kontrowersyjny wpis na koncie ukraińskiego premiera napisał któryś z jego współpracowników, który nie zrozumiał stanowiska Polski. - Co jak najgorzej świadczy o administracji ukraińskiego premiera. Ewidentnie widać karygodny błąd po jej stronie. Myślę, że głównym adresatem tego twitta była Komisja Europejska, także dlatego, że został napisany po angielsku – stwierdził i nazwał to stanowisko bardzo niefortunnym.
Podkreślił jednak, że Ukraina nie ma wrogiego stosunku do Polski i pamięta o wsparciu Warszawy, które stale płynie do Kijowa. Zdaniem eksperta zabrakło natomiast "delikatności". - Mam też wrażenie, że strona ukraińska nie zdaje sobie sprawy, że to w Polsce różne młyny nakręca. A w sytuacji, w jakiej znajduje się Ukraina, wydaje mi się bardzo złą decyzją pisanie takich twittów – podsumował rozmówca Jakuba Janiszewskiego.