,
Obserwuj
Polityka

Agent Tomek w TOK FM ujawnia, na kogo miał zlecenie. "Przekazywałem teczki"

Natalia Ryńska
4 min. czytania
22.11.2023 09:21
Tomasz Kaczmarek, były agent CBA na antenie TOK FM przyznał, że nie lekceważy doniesień o potencjalnych zagrożeniach. - Psychofani Prawa i Sprawiedliwości już nie raz dopuścili się zbrodni i przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu osób, które krytykują PiS - wskazał były poseł tej partii, znany jako agent Tomek.
|
|
fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

Były agent Centralnego Biura Antykorupcyjnego i były poseł PiS-u Tomasz Kaczmarek w piątek zgłosił się do prokuratury w Olsztynie. Złożył tam zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez szefów MSWiA i CBA. Organom ścigania przekazał między innymi, że zarówno Mariusz Kamiński, jak i jego zastępca Maciej Wąsik zlecali mu przekazywanie ściśle tajnych materiałów propisowskim dziennikarzom. Proceder ten miał na celu skompromitowanie ich politycznych przeciwników.

Zeznania byłego agenta ujawniła "Gazeta Wyborcza", która przekazała również, że Tomasz Kaczmarek chce ubiegać się o status świadka koronnego. Medialne doniesienia na antenie radia TOK FM skomentował sam Tomasz Kaczmarek. Były agent w rozmowie z Karoliną Lewicką przyznał się do licznych nadużyć.

Realne niebezpieczeństwo

Dziennikarka zapytała wprost, czy mężczyzna nie obawia się o swoje bezpieczeństwo. Byłoby to uzasadnione, patrząc na wypowiedź byłego szefa CBA. - Paweł Wojtunik przekonuje, że może panu grozić niebezpieczeństwo, bo swoimi piątkowymi zeznaniami naraził się pan wielu osobom - stwierdziła Lewicka. Jej gość zauważył, że uwag Pawła Wojtunika nie można lekceważyć, dlatego traktuje je poważne, ale jak na razie ochrony nie ma. - Nie mam ochrony. Pytanie, co zrobi prokuratura, czy przychyli się do mojego wniosku w zakresie instytucji świadka koronnego, co wiązałoby się ewentualnie z taką ochroną - wyjaśnił.

Kaczmarek nie wyklucza ataków na swoją osobę, jak przyznaje, miały miejsce sytuacje "świadczące, o tym, że rzeczywiście ktoś chciałby się na nim mścić". - Psychofani Prawa i Sprawiedliwości, którzy już nie raz dopuścili się zbrodni i przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu osób, które krytykują PiS. Takie historie już miały miejsce - tłumaczył.

Odkupienie win czy zdjęcie odpowiedzialności?

Jak przypomniała Karolina Lewicka, pojawiają się głowy zarzucające byłemu agentowi kłamstwa. - Dorota Kania wzywa pana do odwołania kłamstw i grozi panu sądem, a Stanisław Żaryn twierdzi, że to, co pan mówi, jest po to, żeby być bezkarnym - wyliczyła.

Były agent CBA szybko odpowiedział, że czeka na ruch ze strony szefowej Polska Press. - Dorotę Kanię zachęcam do tego, aby czym prędzej złożyła ten wniosek do sądu i odświeżyła sobie przede wszystkim wiedzę z tego okresu, jak podróżowała ze mną do Wrocławia. I jakie czynności wykonywała we Wrocławiu w moim prywatnym mieszkaniu - skomentował. Doprecyzował, że chodzi o zapoznanie się z tajnymi dokumentami. Dodał też, że jeżeli Kania będzie miała problemy z pamięcią, to "chętnie to przypomni i podeprze innym materiałem dowodowym".

Co do zarzutów dotyczących uniknięcia odpowiedzialności, gość Lewickiej wspomniał o Mariuszu Kamińskim i Macieju Wąsiku, których nazwał z przekąsem "autorytetami moralnymi". - Ciekawe, kto za te kraty trafi, oni czy ja? - zastanawiał się głośno. Zapewnił, że podczas składania zeznań w prokuraturze wskazał na "przestępstwa, jakich ci panowie dokonywali".

Podanym przez Kaczmarka przykładem była między innymi "chorobliwa chęć zniszczenia Kwaśniewskiego czy jego żony". - Gdybym nie wycofał się z kłamliwych zeznań, że ci państwo dopuszczali się prania brudnych pieniędzy, czy willa w Kazimierzu Dolnym miała należeć do Pani Jolanty, to przecież tę niewinną kobietę wsadziliby za kraty - przekonywał. Na pytanie Karoliny Lewickiej czy fałszował notatki, były poseł odpowiedział twierdząco.

"Kumple polityków"

W trakcie rozmowy, były agent opisał dokładnie, jak przebiegał proces przekazywania dziennikarzom informacji. - Ci dziennikarze są to kumple tych polityków. Razem spotykają się na wspólnych rautach, wyjeżdżają na wakacje, spędzają razem weekendy, goszczą u siebie w domach. Jest to no sytuacja taka, gdzie nietrudno przekazać materiały tajne dziennikarzowi, który jak ratlerek pod dyktando polityka napisze materiał, żeby zniszczyć przeciwnika - tłumaczył Tomasz Kaczmarek.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć >>

Wspomniane informacje, które następnie trafiały do wspomnianych dziennikarzy, pozyskiwane były następującymi sposobami: "podsłuchy, obserwacja, inwigilowanie przez przykrywkowców, agentura, czyli informacja od osobowych źródeł informacji". - I z tym wszystkim mogli zapoznać się ci usłużni dla PiS-u dziennikarze - wskazał.

Jednym z wymienionych przez Kaczmarka dziennikarskich nazwisk jest Cezary Gmyz.

Choroba przedstawicieli PiS-u

Gość Karoliny Lewickiej otwarcie mówił także o otrzymywanych zleceniach. Na przykład przy sprawie Beaty Sawickiej miał za zadanie zdyskredytowanie Donalda Tuska.

- Generalnie przedstawiciele PiS-u mają taką chorobę, że wszyscy ci, którzy nie są z nimi, są przeciwko nim. I czy to będzie środowisko Gazety Wyborczej, TVN-u, czy dziennikarzy, którzy są im nieprzychylni, to będą przez te środowisko atakowani. Tylko niedopuszczalne jest to, że wykorzystuje się do tego narzędzia, które mają zwalczać przestępczość zorganizowaną, które mają chronić państwo. A oni tak naprawdę zwalczali niewygodnych dla siebie ludzi i chronili tylko swoje tyłki po to, żeby trzymać władzę - tłumaczył.

Swoje przeszłe postępowanie były agent tłumaczy "zindoktrynowaniem". Twierdzi, że wierzył w zapewnienia, że "wypalamy rozgrzanym żelazem korupcję w Polsce i robimy wszystko, żeby stworzyć nową Polskę, nowy kraj. Żeby żyło się dostatnie, godnie i uczciwie".