Protest rolników. Szczegół, którego nikt nie zauważa. Z Rosją w tle
Rolnicy domagają się zablokowania napływu do Polski zboża i innych produktów rolnych z Ukrainy. Nie chcą też unijnego Zielonego Ładu. Od 9 lutego w ramach protestu blokują ważne trasy w wielu miejscach w Polsce, protestują także na polsko-ukraińskich przejściach granicznych. Premier Donald Tusk zapowiedział w czwartek, że w celu zapewniania 100 proc. gwarancji, że pomoc wojskowa i humanitarna będą docierały bez opóźnień na Ukrainę, przejścia graniczne z Ukrainą oraz wskazane odcinki dróg i torów kolejowych zostaną wpisane na listę obiektów infrastruktury krytycznej. We wtorek rolnicy planują zablokować Warszawę.
Marcin Samsel, ekspert ds. bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego z Wyższej Szkoły Administracji i Biznesu w Gdyni w audycji "Jest temat!" w TOK FM, oceniał, że na terenach, gdzie są przejścia graniczne, rząd Tuska powinien wprowadzić stan wyjątkowy. - Przesłanki ku temu to chociażby sygnały świadczące o tym, że ten protest jest gdzieś podsycany - są próby wywierania na niego wpływu przez służby rosyjskie i białoruskie. Poza tym, blokowanie granicy polsko-ukraińskiej w każdym kierunku powoduje zakłócenia eksportu innych towarów, które przewozimy na Ukrainę jak np. żywność, leki, koce. A przede wszystkim tego, co jest dziś bardzo potrzebne wojsku ukraińskiemu, a więc broni i amunicji - podkreślił.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Zdaniem gościa Agaty Szczęśniak o tym, że ten protest jest inspirowany, świadczy właśnie to, że ruch jest blokowany w obydwu kierunkach. - Bo jeśli protest rolników jest o tym, żeby zboże nie wjeżdżało do Polski, to gdybyśmy mieli zablokowany ruch wjazdowy pojazdów czy pociągów z Ukrainy, to jeszcze byśmy mogli powiedzieć, że jest OK. Ale w momencie kiedy dochodzi do pełnej blokady dróg i zablokowania granicy, to nic już wtedy nie jeździ. Do tego zdarzały się przypadki kontroli przez protestujących różnego rodzaju pojazdów i sprawdzania ładunków, które jechały zarówno w kierunku Ukrainy, jak i z Ukrainy - wskazał Samsel.
A na tym nie koniec. Na protestach mieliśmy także incydenty związane z proputinowskimi bannerami. - Jest masa czynników, które mogą świadczyć o tym, że pod przykrywką tego protestu dzieją się rzeczy, które nie powinny mieć obecnie miejsca. I wywierania wpływu, również informacyjnego, chociażby przez służby rosyjskie czy białoruskie - mówił ekspert ds. bezpieczeństwa.
"To się nie przebija"
Szcześniak mówiła też o tym, że według analityków internetowych, protest rolników uaktywnił w sieci wiele kont w mediach społecznościowych, które suflują prorosyjską narrację i rozpowszechniają propagandę Kremla. - Proszę zwrócić uwagę, że burza w mediach nie zrobiła się na temat protestów rolników w całej Polsce, ale właśnie ukierunkowano ją wobec udrożnienia granicy polsko-ukraińskiej. Rolnicy mają swoje racje, to pewne. Mogą protestować. Jednak jakoś nie może się przebić w mediach informacja, że tak naprawdę rolnicy widzą problem tylko i wyłącznie w produktach rolnych z Ukrainy, a nie ma problemu w imporcie warzyw i owoców w Białorusi, czy ze zboża z Rosji - wskazywał Samsel.
- Czas i miejsce też nie jest przypadkowe. Pierwsze zboże z Ukrainy wjeżdżało do Polski już w 2022 roku. Rok później były protesty, ale potem doszło do porozumienia i je wygaszono. Nagle teraz, kiedy sytuacja na Ukrainie jest bardzo krytyczna w kwestii dostaw broni i amunicji, mamy wielką próbę blokowania tego transportu - spekulował gość TOK FM.
Jednocześnie Samsel przypomniał, że kilka miesięcy temu rozbito w Polsce siatkę osób współpracujących z agenturą rosyjską i białoruską. - Tam pojawiały się informację, że ci ludzie obserwowali granicę, transporty i szlaki komunikacyjne. Mieli plany zakłócenia ich, mówiono o akcjach sabotażowych. Wtedy się nie udało, bo siatka została rozbita i blokuje się jakoś inaczej - ocenił ekspert.
Szcześniak oponowała i zaznaczała, że protestu rolników nie można postrzegać tylko przez pryzmat inspiracji z zewnątrz. Prowadząca i gość zgodzili się jednak, że przy takich sytuacjach i tych nastrojach społecznyc mogą pojawiać się też "inni czynni aktorzy".