Posłanka o "randce z Kaczyńskim". "Wszystko było na gębę"
Piątkowe przesłuchanie Jarosława Kaczyńskiego przez sejmową komisję śledczą ds. wyborów kopertowych ma być, zgodnie z planem, ostatnim przed sporządzeniem raportu. Gościni Karoliny Lewickiej w "Poranku Radia TOK FM", członkini tej komisji i wiceprzewodnicząca Nowej Lewicy Anita Kucharska-Dziedzic sprawiała wrażenie lekko poekscytowanej perspektywą zeznawania prezesa Prawa i Sprawiedliwości. - Będziemy mieli randkę z Jarosławem Kaczyńskim, zostawiliśmy go sobie na deser - powiedziała. Chwilę później skonkretyzowała, że będą go pytać o sposób zarządzania państwem.
Wyraźnie bowiem jej zdaniem widać, że przez lata mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której wszystkie decyzje zapadały na Nowogrodzkiej. - Potem wszyscy się mieli dostosować, niezależnie od tego, co mówi prawo - stwierdziła. Na pytanie o to, jakiej wiedzy jeszcze brakuje członkom komisji, gościni TOK FM przyznała, że chodzi o kwestie trudne do zweryfikowania. - Wielu rzeczy jeszcze nie wiemy, ale mam świadomość, że się ich nigdy nie dowiemy, ponieważ zostały w pamięci osób, które decydowały - zauważyła. Chodziło jej głównie o powody podejmowania rozmaitych decyzji o umowach czy przekazaniu pieniędzy.
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
- To nie jest coś, co powinno mieć miejsce w demokratycznym kraju, ale trudno, żeby zostały po tym jakiekolwiek ślady - stwierdziła. Tłumaczyła, że my widzimy skutki decyzji, ale trudno dotrzeć do jakichkolwiek umów, porozumień i podpisów. O kłopotach z weryfikacją danych Kucharska-Dziedzic opowiedziała na przykładzie maili. - Jeżeli my grzebiemy po tych wszystkich mailach, to się okazuje, że jedne są niewiarygodne, bo są wzięte z ruskiego serwera, bo prywatnie sobie panowie korespondowali - podała jedno z wytłumaczeń. Jak zaznaczyła, czymś innym są zeznania byłego premiera Mateusza Morawieckiego i jego stwierdzenia, że maile są nieprawnie uzyskane z KPRM-u, więc nie będzie ich komentował, albo stwierdzenie 'Nigdy go nie odczytałem i nigdy na niego nie odpisałem, w związku z tym on też jest nieistniejący'. - Wszystko było umawiane na gębę, a to jednak jest państwo - stanowczo powiedziała wiceprzewodnicząca Nowej Lewicy.
Dopytywana, czy Jarosław Kaczyński na pewno będzie ostatnim świadkiem komisji, gościni TOK FM podkreśliła, że taki był plan, ale nie jest wykluczone, że w ostatecznej wersji raportu być może okaże się, że trzeba będzie kogoś jeszcze dopytać. Ale tak czy owak to kwestia tygodni, bo raport powstawać ma do maksymalnie końca czerwca. - Nie chcemy robić takiego spektaklu politycznego, czyli słuchać tylko po to, żeby mieć jakąś oglądalność czy zasięgi - przekonywała. Jej zdaniem najważniejsze jest, że chcą dojść do pewnej prawdy. - Myślę, że większość rzeczy już po prostu wiemy - spuentowała.