"Rodzina na swoim". Co dalej z Robertem Biedroniem? "Wyszło niezręcznie"
Lewica poniosła dotkliwą porażkę w niedzielnych wyborach do europarlamentu. Uzyskała jedynie 6,30 proc. Po przeliczeniu głosów na mandaty okazało się, że koalicja lewicowych formacji wyśle do Parlamentu Europejskiego tylko troje przedstawicieli. Do Brukseli pojadą: Robert Biedroń, Krzysztof Śmiszek oraz Joanna Scheuring-Wielgus. Wszyscy są związani z dawną formacją Biedronia - Wiosną, która obecnie połączyła się z SLD w ramach Nowej Lewicy. 'Projekt Wiosna zakończony powodzeniem', 'Rodzina na swoim' - pisali złośliwie internauci w serwisie X.
Jak przyznał w rozmowie z tokfm.pl politolog prof. Rafał Chwedoruk, wystawienie na "jedynkach" Roberta Biedronia i jego życiowego partnera Krzysztofa Śmiszka mogło zniechęcić młodych wyborców. A to oni w dużej mierze stanowią obecnie elektorat Lewicy. - Młodzi ludzie są wyczuleni na sprawy nepotyzmu, bo są przed perspektywą forsowania różnych barier życiowych. Wyszło niezręcznie - ocenił ekspert z Uniwersytetu Warszawskiego.
Robert Biedroń jeszcze dolał przysłowiowej oliwy do ognia przemówieniem, które wygłosił w niedzielę, na wieczorze wyborczym. Komentując wynik exit poll, mówił ze sceny: "Chcielibyśmy, jako Lewica, pogratulować zwycięzcom z Koalicji Obywatelskiej bardzo dobrego wyniku, który zsumowany z wynikami Trzeciej Drogi i Lewicy potwierdza zwycięstwo demokratycznej większości w Polsce. To jest bardzo dobra wiadomość".
Przemówienie było komentowane w mediach społecznościowych. Pojawiały się pytania, czy wynik oscylujący wokół 6 procent to rzeczywiście szczyt marzeń polityka, który jeszcze kilka lat temu przez wielu był widziany jako nowa nadzieja lewicy?
- Z pewnością nie było to najlepsze przemówienie Roberta Biedronia, a być może należało do jego najgorszych. Myślę, że jako lider powinien lepiej czuć nastroje własnego elektoratu. To szukanie punktu zaczepienia, z którego wynik Lewicy nie wygląda źle, było przemówieniem bardzo mocno oderwanym od tego, jak czuł się elektorat i aktyw. Z drugiej strony to jest coś szalenie trudnego, żeby - jako lider partyjny - wyjść i powiedzieć: Zawaliliśmy, przegraliśmy, wyciągamy wnioski - ocenił Jakub Majmurek, publicysta Krytyki Politycznej.
Słaby wynik Lewicy w wyborach do PE. Olko wprost: Trzeba szukać przyczyny w sobie
Co dalej z Robertem Biedroniem?
Prof. Chwedoruk zwrócił uwagę, że Robert Biedroń był najbardziej znanym politykiem Lewicy i jedynym z jej liderów, który kandydował w tych wyborach. - Wziął więc na siebie olbrzymią odpowiedzialność (...) i rzeczywiście odium tej klęski w większym stopniu spada teraz na Biedronia aniżeli na Włodzimierza Czarzastego - zauważył politolog.
Jakie to będzie miało konsekwencje? W ocenie eksperta pozycja Roberta Biedronia na Lewicy po eurowyborach spadnie. - Pytanie tylko, kto stopniowo będzie wchodził w jego miejsce jako druga wiodąca postać obok Włodzimierza Czarzastego - zastanawiał się nasz rozmówca.
Nie bez znaczenia są też tarcia wewnętrzne. Ekspert z UW wyjaśnił, że Nowa Lewica - jako partia - została skonstruowana na bazie potężnych wciąż struktur SLD i rachitycznych struktur Wiosny, co rodziło olbrzymie napięcia pierwszej z nich. - I obecna sytuacja może tylko pogłębiać poczucie niezrozumienia, dlaczego to środowisko małej Wiosny zbiera laury i mandaty. I może się to obrócić przeciwko Robertowi Biedroniowi - przewidywał.
Kto powinien przejąć stery na Lewicy? Miller ma pomysł, ale boi się reakcji Czarzastego
'Robert Biedroń swoje 5 minut w polityce już miał'
Warto przypomnieć, że Robert Biedroń swoją karierę zaczynał od organizacji pozarządowej. Był inicjatorem i prezesem Kampanii Przeciw Homofobii, a potem pierwszym otwarcie deklarującym się gejem w polskim parlamencie. Jego trampoliną do wielkiej polityki okazały się jednak wybory samorządowe w 2014 roku, w których został - jak się później okazało - lubianym i rozpoznawalnym prezydentem Słupska. Dobra passa jednak się skończyła. W 2020 roku Robert Biedroń był kandydatem Lewicy na prezydenta kraju i otrzymał już tylko 2,22 proc. głosów. To mniej niż ubiegająca się o to stanowisko pięć lat wcześniej Magdalena Ogórek (2,38 proc.).
Jeśli chodzi o przyszłoroczne wybory na Prezydenta RP, prof. Chwedoruk nie ma wątpliwości: "Myślę, że prezydentura Biedronia to temat absolutnie zamknięty". - Startować drugi raz po bardzo słabym pierwszym wyniku mogą tylko politycy kompletnie marginalni - wskazał politolog.
Profesor poszedł nawet dalej. Wskazał, że "Robert Biedroń swoje pięć minut w polityce już miał". - Ten czas dobiega końca i nie sądzę, by Biedroń odzyskał kiedykolwiek ten zakres wpływów, jakim do niedawna się cieszył - dopowiedział nasz rozmówca. Zaznaczył jednak, że nie można wykluczyć, iż w przyszłości polityk wróci na grunt krajowy i będzie posłem albo senatorem.
To oni powalczą w wyborach prezydenckich? 'Zaczęła się gra'
Politolog wskazał jeszcze jeden problem - nie tylko Roberta Biedronia, ale całej jego generacji polityków lewicy w Polsce. - To było pokolenie, które wchodziło w dorosłość w żywiołowym kapitalizmie i było przygotowywane do pracy w prywatnych korporacjach - mówił. W ocenie eksperta przeniosło się to także na grunt działalności politycznej. - Warto zauważyć, że w polityce, to też dotyczy Wiosny, bardzo często pojawia się słowo "projekt". Jak się pracuje w korporacji, to robi się jakiś "projekt", potem on się kończy, idzie się do innej pracy i nikt już nie pamięta o nim dzień później. Co chyba najdobitniej pokazuje, na czym polega problem. To jest właśnie taki pomysł na projekt, który za chwilę się kończy wraz z jedną czy drugą kadencją - analizował mój rozmówca.
I podkreślił, że Robert Biedroń jest właśnie z tej generacji, w której politycy szybko przychodzą i szybko znikają. - On odniósł sukces korzystnie usytuując Wiosnę wewnątrz Lewicy, mimo że miał niewielkie atuty, kilku znanych działaczy i niewiele ponad to. Natomiast teraz być może zaczyna się jesień jego politycznej kariery - prognozował rozmówca tokfm.pl.