"Odchudzona" lista lektur budzi kontrowersję. "Można iść na łatwiznę, albo wybrać coś, co będzie ciekawe"
Ministra Edukacji Barbara Nowacka jeszcze przed końcem roku szkolnego zapowiadała zmiany w liście lektur obowiązkowych. Jak obiecała, tak zrobiła i od września lista obowiązkowych lektur będzie nieco 'odchudzona'. Część książek z dotychczasowego kanonu będzie czytana jedynie we fragmentach - jak chociażby 'Chłopi', czy 'Pan Tadeusz', a część zniknie zupełnie - dotyczy to m.in. twórczości Jarosław Marek Rymkiewicz i Jacek Dukaj.
Reformy Nowackiej. Co o 'odchudzaniu' listy lektur myślą nauczyciele?
O ocenę działań ministry edukacji został poproszony w TOK FM nauczyciel z wieloletnim stażem, Piotr Szwed polonista z VIII LO im. Adama Asnyka w Łodzi, literaturoznawca zajmujący się także krytyką muzyczną.
- Od lat nauczyciele powtarzali, że mają za dużo konkretnie wskazanych pozycji, które muszą realizować i omawiać. Każdy się chyba spodziewał jednak drobnej korekty, takich zmian kosmetycznych, a tu ministerstwo poszło znacznie dalej - mówił w 'Poranku Radia TOK FM - Weekend'. Jak dodał, głos nauczycielski w końcu został wychuchany. Dzięki 'odchudzeniu' listy lektur w jego ocenie będzie więcej czasu, by nauczyć młodych ludzi innych umiejętności, na które do tej pory brakowało czasu, bo nauczyciele 'pędzili', żeby omówić te książki, które były w kanonie.
- To nie jest tak, że nauczycielom czy uczniom nie chciało się czytać. Ale weźmy pod uwagę np. przygotowanie do matury. To jest trudny proces i wymaga nauczenia tych młodych ludzi nowych umiejętności, jak napisać rozprawkę, jak zawrzeć konteksty i tym podobnych. Nie oszukujmy się, wcześniej brakowało na to czasu, teraz będzie możliwość, żeby to wszystko ćwiczyć - podkreślił gość Anny Piekutowskiej.
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Zapytany o kontrowersję i burzę wśród nauczycieli po usunięciu niektórych, do tej pory uznawanych za nieusuwalne dzieł, Szwed odpowiedział dyplomatycznie. - Niektóre opinie są przesadzone, tradycyjnie, kiedy dochodzi do takich zmian, jest dużo hiperbolizowania z perspektywy ideologicznej. Mówi się, że to upadek kultury, koniec świata, a tak nie jest - zaznaczył. Choć jak dodał, niektóre wybory mogą być uznane za kontrowersyjne, choć tutaj duże pole do popisu będą mieć sami nauczyciele.
- Gdzieś mi ten 'Pan Tadeusz' się tu pojawia, który teraz będzie czytany tylko we fragmentach. Oczywiście można iść na łatwiznę i wybrać fragment 'Litwo, Ojczyzno moja', ale można też poszukać czegoś bardziej aktualnego, czegoś, co będzie ciekawe dla uczniów. Tak, żeby poczuli 'o kurcze, to jest ważne, dotyczy świata, w którym żyje' - dodał gość TOK FM.
Za dużo papieża? Co z listą lektur dodatkowych?
Jak dodał, podobnie było z listą lektur dodatkowych. Już teraz nauczyciele mogli sami wybierać, co polecać uczniom. Więc tutaj niewiele się zmienia. Jak podkreślił gość TOK FM, już wcześniej była burza, że na liście lektur dodatkowych jest za dużo dzieł Jana Pawła II i to przypomina indoktrynację światopoglądową. Ale prawda jest taka, że każdy nauczyciel mógł i nadal może podchodzić do tego tematu indywidualnie i jeśli widzi kolejne dzieło JP II, czy inne, może je po prostu ominąć, bez narzuca tego uczniom.
- Jeśli miałem klasę zaangażowaną w czytelniczo, dawałem im wolną rękę. Mogli wybrać sami lub poprosić o radę. Staram się zawsze kierować zainteresowaniami uczniów, jeśli to polityak - idziemy w tę stronę, a jeśli reportaże - to wówczas szukamy coś z tego gatunku. No, chyba że pytali mnie, 'co ma najmniej stron', wtedy wybierałam im zwykle grubą księgę, co najmniej 500 plus stron - śmiał się polonista.
Zapytany, czy teraz 'wieszczowie narodowi' są w defensywie, potwierdził. Zaznaczył, że może się to wydawać niepojęte, ale nadal wśród uczniów zdarzają się fani Sienkiewicza czy Mickiewicza. - Po tym jak 'odchudzona' lista lektur obowiązkowych została opublikowana, część nauczycieli stwierdziła, i słusznie, że kanon stał się jeszcze bardziej męskocentryczny. Wypadła np. Orzeszkowa i 'Gloria victis'. Ale z zapowiedzi ministerstwa wynika, że będzie kolejna korekta za jakieś dwa lata - mówił Szwed. Jego zdaniem, to dobrze, bo raczej nie powinno się pojawić 'nowe ministerstwo, które całkiem wywraca stolik', a tu potrzebne są działania przemyślane, a nie chaotyczne.
- Szkoda, że nie pojawiają się nowe teksty, ale wierzę, że jeszcze mają szansę się pojawić. Niewątpliwie zmiany w liście lektur obowiązkowych i ich ograniczenie są spełnieniem oczekiwań nauczycieli, uczniów i rodziców - swkitował.