Magierowski "handluje własną dymisją"? "Brzydkie i nieetyczne"
Wezwany do kraju ambasador Polski w USA chce 'porozumienia' z MSZ i domaga się prawie miliona złotych 'rekompensaty' - ustaliła Wirtualna Polska. Według informacji dziennikarzy Marek Magierowski zaproponował, by jego umowa uległa rozwiązaniu z ostatnim dniem lipca, ale chce, żeby ministerstwo zapłaciło mu niemal 346 470 złotych oraz 137 340 dolarów. WP podała, że ambasador wyliczył 'rekompensatę', zakładając, że swoją funkcję pełniłby przez cztery lata - do 23 listopada 2025 r. Resort odrzuca ten pomysł. 'W ocenie MSZ propozycja pana Magierowskiego nie znajduje żadnego uzasadnienia w obowiązujących przepisach prawa' - przekazał resort.
Marek Magierowski chce od MSZ 'rekompensaty'. 'Jestem mega zdumiony'
- Bardzo mnie dziwi postawa Marka Magierowskiego. W zasadzie to nawet nie jest zdziwienie. Jestem mega zdumiony, że ktoś może takie coś wymyślić. Kiedy ja rozstawałem się z MSZ na początku rządów PiS, w ogóle do głowy mi takie coś nie przyszło. Jak można żądać rekompensaty za to, co jest absolutnym prawem każdego ministra, żeby - zwłaszcza nieprofesjonalnego, nienależącego do służby zagranicznej czy cywilnej - dyplomatę odwołać - mówił tokfm.pl Marcin Bosacki, poseł PO i były ambasador RP w Kanadzie.
Jak dodał, w dyplomacji nigdy nie miał z czymś takim do czynienia. - Kiedy to przeczytałem, nie chciało mi się wierzyć, że ktoś może mieć tyle tupetu, żeby takie rozwiązania proponować. Dla Marka Magierowskiego powinno być jasne, tak jak dla mnie było kilka lat temu, że na tych kilkunastu kluczowych ambasadach na świecie każdy rząd, który przychodzi, ma prawo mieć ludzi zaufanych. Więc nie dość, że tego nie rozumiem, to jestem krańcowo zdumiony postawą byłego ambasadora Magierowskiego - wskazał Bosacki.
W co gra Magierowski? 'Handlowanie własną dymisją za grube pieniądze'
Zaskoczony tą sytuacją jest także Jerzy Marek Nowakowski, prezes Stowarzyszenia Euro-Atlantyckiego i były ambasador RP na Łotwie i w Armenii. - Muszę powiedzieć, że przeczytałem to z przykrością. Bo ceniłem Marka Magierowskiego zarówno jako dziennikarza, jak i nie najgorszego dyplomatę. Natomiast to jest kompletne niezrozumienie sytuacji, zadań dyplomaty i pozycji dyplomaty - ocenił.
Według rozmówcy tokfm.pl 'jest to próba targu'. - I zastanawiam się, czy to nie jest w ogóle próba wymyślona przez grono dyplomatów związanych z PiS, którzy zdają sobie sprawę, że będą musieli odejść i próbują w ten sposób sprzedać swoją zgodę na dymisję - powiedział Nowakowski.
Bo - jak przekonywał - regulacje są jasne. - To, co się panu Magierowskiemu należy, to tzw. pensja krajowa. Tę i tak by dostawał, będąc w kraju, a nie będąc odwołanym przez prezydenta. Czyli rozumiem, że ambasador Magierowski miał taki pomysł, żeby handlować własną dymisją za grube pieniądze. Bo jak złoży dymisję, to właściwie prezydent nie ma wyjścia, odwołuje go i stanowisko jest wolne - tłumaczył były ambasador.
'Kompletny nieprofesjonalizm' Morawieckiego. 'Czegoś takiego się nie robi'
Prezes Stowarzyszenia Euro-Atlantyckiego nie krył przy tym oburzenia. - Dyplomacja jest służbą państwową. To nie jest praca w korporacji. Wydaje mi się to [zachowanie Magierowskiego - red.] nieeleganckie, brzydkie, nieetyczne i prawnie kompletnie nieuzasadnione - stwierdził. I dodał, że 'niestety ogromna część ekipy, która rządziła Polską przez ostatnie osiem lat, traktowała instytucje państwowe jak instytucje prywatne, najlepiej swoje'. - To, co zrobił Magierowski, to jest udowodnienie, że ci ludzie nie myśleli o państwie tylko o napełnianiu własnych portfeli - skwitował Nowakowski.
Magierowski ma szanse na 'rekompensatę'? 'To może się skończyć tylko w jeden sposób'
W ocenie Nowakowskiego 'ta sprawa może się więc skończyć tylko w jeden sposób - powiedzeniem panu Magierowskiemu, że zachowuje się niepoważnie'. - I tyle. Nie ma podstaw do wypłacania mu żadnych pieniędzy. Nawet jeśli ministerstwo chciałoby taki handel uskuteczniać, to nie bardzo istnieje podstawa prawna, żeby to zrobić - podkreślił nasz rozmówca.
Podobnie finał tej sprawy widzi Bosacki. - Oczywiście, że nie ma żadnego uzasadnienia, żeby wypłacać cokolwiek. Myślę, że to jest jakaś chęć uzyskania bardzo poważnych, dodatkowych dochodów w sytuacji, która jest jasna. Mnie po prostu dano wypowiedzenie po odwołaniu ze stanowiska. I to jest oczywiście życiowo przykre, ale w logice państwa i w logice prawnej - zupełnie normalne. W mojej opinii tego typu gesty świadczą o tym, że nawet rozsądniejsi z PiS-owców, a za takiego uważałem pana Magierowskiego, przesiąkają kulturą dojenia państwa - podsumował poseł KO.