"Byliśmy jak mały psiak". Podkomisja smoleńska Macierewicza na celowniku prokuratury
Prokurator generalny Adam Bodnar powołał specjalny zespół śledczych, który przeanalizuje działalność podkomisji do ponownego badania wypadku lotniczego z 10 kwietnia 2010 r., czyli tzw. podkomisji smoleńskiej. Chodzi o rzekome nieprawidłowości w latach 2016-2023 podczas prac podkomisji kierowanej przez Antoniego Macierewicza. Wcześniej do prokuratury trafiło 41 zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstwa w latach 2016-2023. Ponad 20 z nich dotyczy samego Antoniego Macierewicza. Mowa jest m.in. o podejrzeniu przekroczenia uprawnień w celu osiągnięcia korzyści osobistej, niedopełnienia obowiązków, działania wbrew przepisom ustawy o zamówieniach publicznych i ochronie informacji niejawnych, poświadczenia nieprawdy w dokumentach, braku właściwego nadzoru, niewykonania postanowień sądu, dopuszczania do prac podkomisji osób trzecich.
- Dodałbym jeszcze zdradę dyplomatyczną, bo taki wątek również się pojawił, a więc art. 129 Kodeksu karnego. To są niezwykle poważne sprawy - wskazał w TOK FM gen. Marek Dukaczewski, były szef Wojskowych Służb Informacyjnych.
Jak od razu dodał, trzeba ostatecznie ustalić, czy agentura wpływu, o której mowa jest w różnego rodzaju publikacjach, rzeczywiście funkcjonowała w Polsce. - Teraz przy możliwościach działań w cyberprzestrzeni, te wpływy są realizowane, ale warto też sięgnąć do tego wszystkiego, co było na początku 'pontyfikatu' Antoniego Macierewicza, kiedy ten rozpoczynał swoją służbę państwu jako szef kontrwywiadu wojskowego i wiceminister obrony narodowej - zapewnił w rozmowie z Mikołajem Lizutem.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
"Twojego nazwiska nie będzie w raporcie, ale..."
W ocenie gościa TOK FM szczególnie interesujących jest kilka wątków. Do tych zaliczył nie tylko fakt, że raport z likwidacji WSI został przetłumaczony na język rosyjski przez Irinę O.
- Okazuje się też, że pani Irina O. odwiedzała również archiwum Wojskowych Służb Informacyjnych. Zapewne warto będzie zbadać, czy w czasie tych odwiedzin ktoś z oficerów czy osób odpowiedzialnych za archiwum jej towarzyszył i czy z zakresu jej zainteresowań sporządzane były notatki. Czy będąc w archiwum traktowała to jako podróż turystyczną zorganizowaną przez jej znajomego Antoniego Macierewicza czy też realizowała zadania rosyjskich służb - wyliczał gen. Marek Dukaczewski.
Zdaniem byłego szefa WSI samo przetłumaczenie raportu na język rosyjski nie było koniecznie, a "wręcz było to działanie naiwne". Może się bowiem okazać, jak mówił, że Irina O. dostała raport i treść dokumentów z WSI przed upublicznieniem ich przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Tym samym, jak mówił, miałaby dostęp do informacji ściśle tajnych.
Inna rzecz, jak zauważył, że jeżeli Irina O. miała - we fragmentach - udostępniony raport wtedy, kiedy był to dokument ściśle tajny, to mogła mieć też wpływ na to, jakie nazwiska w tym raporcie się znajdą. - A to oznaczałoby, że jest grupa osób, których nazwiska w raporcie się nie znalazły i do których to osób służby rosyjskie czy białoruskie mogły podejść, stosując szantaż. W myśl zasady: Słuchaj, twojego nazwiska nie będzie w raporcie, ale idziesz na współpracy z nami - dopowiedział.
"Tysiąc nazwisk w raporcie"
- Nie ma też wytłumaczenia dla faktu, że została złamana ustawa o ochronie informacji niejawnych, która nakłada na państwo obowiązek wieczystej ochrony danych osobowych żołnierzy i funkcjonariuszy służb specjalnych - wskazał też gość "A teraz na poważnie". Tymczasem, jak mówił, w raporcie znalazło się około tysiąca nazwisk, w tym duża liczba osób realizujących czynności operacyjno-rozpoznawcze.
- Czy to złamanie ustawy oznacza zagrożenie życia i zdrowia dla polskich oficerów? - dopytywał prowadzący.
- Dokładnie tak. Dlatego, że w tym czasie, kiedy służby były likwidowane, pewna grupa oficerów kontrwywiadu realizowała zadania za granicą - odpowiedział krótko były szef Wojskowych Służb Informacyjnych. Jak zapewnił, takie przypadki miały miejsce, a informacje o tym przekazał ówczesnemu ministrowi obrony narodowej. - Niestety ze względów na to, że te wszystkie informacje są ściśle tajne, nie mogę o tym mówić - uciął dalsze pytania na ten temat.
"Z odsłoniętym podbrzuszem"
W ocenie gościa TOK FM wszystko to powoduje, że przez wiele lat Polska była z "odsłoniętym podbrzuszem". - Jak mały psiak, który odwraca się na grzbiet, jeżeli czuje się bezpieczne. Tacy właśnie byliśmy - podkreślił gen. Dukaczewski.
Dopytywany, czy jeśli zarzuty wobec Antoniego Macierewicza się potwierdzą, to może się on okazać "śmiertelną koszulą" dla jego środowiska politycznego, odpowiedział krótko. - Ktoś go chronił, powoływał, do kogoś docierały sygnały - jak najbardziej tak. Przecież my nie mówimy, że jesteśmy krajem na Księżycu, a dopuszczamy do sytuacji, w której umożliwiamy realizacji wpływów wrogich nam państw. Mechanizmy zabezpieczające nie działają - skwitował w TOK FM.