Po co Trump leci do Chin? "Jedyna kwestia, w której może odnieść sukces"
Donald Trump miał nadzieję, że uda się do Chin jako zwycięzca konfliktu na Bliskim Wschodzie i wzmocniony w ten sposób będzie mógł narzucić Chinom swoje rozwiązania. Tymczasem leci do Pekinu w o wiele gorszej pozycji niż jeszcze na początku tego roku - mówił w TOK FM amerykanista i politolog z Politechniki Koszalińskiej prof. Krzysztof Wasilewski.
- Prezydent USA Donald Trump przybędzie w środę do Chin z pierwszą wizytą od 2017 roku;
- Wśród spodziewanych tematów jego rozmów z przewodniczącym ChRL Xi Jinpingiem są napięte relacje handlowe;
- Czym zakończą się rozmowy? Jakie obaj przywódcy mają pozycje negocjacyjne? W TOK FM mówił o tym prof. Krzysztof Wasilewski z Politechniki Koszalińskiej.
Prezydent Donald Trump wyląduje w Pekinie w środę ok. godz. 14 czasu polskiego.
- Ostatni raz Donald Trump był w Chinach w 2017 roku, Joe Biden już w Chinach nie był, więc to pierwsza wizyta amerykańskiego prezydenta od niemal dekady. I co też ważne, wizyta przesunięta, bo miała się odbyć niemalże dwa miesiące wcześniej. Powód? Konflikt na Bliskim Wschodzie, konflikt Stanów Zjednoczonych z Iranem - skomentował w TOK FM prof. Krzysztof Wasilewski, amerykanista i politolog z Politechniki Koszalińskiej.
Zastrzegł przy tym, że Donald Trump miał nadzieję, że uda się do Chin jako zwycięzca konfliktu na Bliskim Wschodzie i wzmocniony w ten sposób będzie mógł narzucić Chinom swoje rozwiązania. Tymczasem leci do Pekinu w o wiele gorszej pozycji niż jeszcze na początku tego roku.
- Stąd kwestia gospodarcza to jest tak naprawdę jedyna kwestia, w której Trump może odnieść jakiś sukces, czyli tak naprawdę nakłonić Pekin do tego, by Chiny kupowały więcej produktów w Stanach Zjednoczonych. Mówimy głównie o żywności, ale też produktach przemysłowych. Oczywiście w zamian będzie musiał coś zaoferować i tutaj kwestią do dyskusji będzie amerykańskie embargo na eksport najbardziej zaawansowanych półprzewodników czy czipów potrzebnych do tworzenia algorytmów sztucznej inteligencji - wskazał w rozmowie z Wojciechem Muzalem.
Innymi słowy, jak mówił, Trump leci do Chin z nadzieją, że w końcu będzie mógł ogłosić jakiś sukces, a przede wszystkim zmniejszyć deficyt w handlu z Chinami, który mimo obietnic i zapewnień nadal się utrzymuje. - To będzie sukces na miarę Donalda Trumpa czy też na miarę tego, co obiecywał Amerykanom - podkreślił amerykanista.
"Chiny dadzą minimum"
Na ile to realistyczne plany? Zdaniem prof. Krzysztofa Wasilewskiego, Chiny będą chciały dać coś Amerykanom i prawdopodobnie ogłoszą zwiększone zakupy w Stanach Zjednoczonych, czy też nawet inwestycje w tym kraju. Choć, jak od razu zastrzegł, w globalnej perspektywie to nie będzie znaczący sukces. Głównie dlatego, że deficyt amerykański w relacjach handlowych z Chinami będzie się utrzymywał - w tej chwili to jest około 200 mld dolarów rocznie - i niewiele się zmienił od czasów objęcia rządów przez Donalda Trumpa.
- Chiny mają tutaj pewne karty, którymi będą chciały zagrać, bo chcą uniknąć kolejnych ceł, a Donald Trump zapowiada, że wprowadzi je latem tego roku. Jakby też nie patrzeć obie strony mają dosyć silne argumenty i będą starały się je wykorzystać. Ale moim zdaniem Chiny dadzą minimum tego, co chcą i mogą dać Amerykanom, ale będą też oczekiwały czegoś w zamian. Chociażby pewnego rodzaju przyzwolenia Amerykanów - przynajmniej słownie - na to, aby traktować Tajwan jako wewnętrzną sprawę Chin - zwrócił też uwagę w "Pierwszym programie TOK FM".
W czwartek rano Trump weźmie udział w ceremonii powitalnej i spotkaniu dwustronnym z Xi, po południu zwiedzi z nim Świątynię Nieba, a wieczorem weźmie udział w bankiecie państwowym. W piątek rano będzie uczestniczyć w dwustronnym kameralnym przyjęciu przy herbacie i lunchu roboczym z Xi, po czym wyruszy w drogę powrotną do Stanów Zjednoczonych.
Źródło: TOK FM, PAP