,
Obserwuj
Gospodarka

Nadwyżka zbóż ma wyjechać z Polski. Rząd chwali się sukcesem, a ekspert stawia pytania

2 min. czytania
18.04.2023 19:06
- W nocy z czwartku na piątek wznowiony zostanie tranzyt ukraińskiego zboża przez Polskę - zapowiedziała pierwsza wicepremierka Ukrainy, ministerka gospodarki Yuliia Svyrydenko. To efekt zakończonych dwudniowych polsko-ukraińskich rozmów na ten temat. Minister rolnictwa Robert Telus zapewnił, że do lipca nadwyżka wynosząca cztery mln ton zboża wyjedzie z Polski, żeby zrobić miejsce na nowe plony. O tym, czy jest to technicznie możliwe, mówił w "TOK 360" Wawrzyniec Czubak z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.
|
|
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

Z sukcesem zakończyliśmy rozmowy ze stroną ukraińską ws. tranzytu produktów z Ukrainy przez Polskę. Transporty ukraińskiego zboża przez Polskę będą objęte systemem SENT i plombowane plombami z GPS – ogłosił we wtorek minister rolnictwa Robert Telus i dodał, że żadna tona ukraińskiego produktu rolnego nie zostanie w Polsce. Polityk zapowiedział też, do lipca nadwyżka zbóż – ok. czterech mln ton – wyjedzie z Polski, żeby zrobić miejsce na nowe żniwa.

– Jeśli transport będzie plombowany i ewidencjonowany, to będzie tak, jak powinno być. Chodzi o to, żeby Polska była krajem tranzytowym dla innych rynków, które tego zboża potrzebują – ocenił na gorąco w 'TOK 360' Wawrzyniec Czubak, ekonomista i profesor Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

Ekspert wskazał, że możliwe jest wyeksportowanie nadmiaru zboża, które zalega w polskich magazynach. – Pytanie, czy uda się to zrobić w tak krótkim czasie. Nasze porty mają przepustowość 9-10 mln ton zboża, ale rocznie. Do lipca jest jeszcze trochę czasu i jeśli uda się to zrobić systematycznie i systemowo, to być może uporamy się z realizacją takiej deklaracji – uczulał Czubak.

Gość TOK FM w tym kontekście odniósł się też do zapowiedzi polityków PiS, że zostanie przeprowadzony powszechny skup zboża, przy minimalnej cenie co najmniej 1400 zł za tonę. – Interwencja może uratować sytuację, ale jest też zagrożeniem. Nie sądzę, żeby pozwoliło to na zbliżenie się do ceny rynkowej, która wynosi około 900 zł za tonę. To oznacza dopłatę 500 zł. Koszty takiej interwencji mogą wynosić miliardy złotych, a to nie koniec – ostrzegał ekspert.