,
Obserwuj
Świat

"Pentagon wystawia sobie nie najlepszą cenzurkę". Jest drugie dno?

2 min. czytania
20.05.2026 18:20

Pentagon potwierdził decyzję o zmniejszeniu liczby wojsk amerykańskich w Europie. - To nie jest strategiczna niepewność, żadna. To bałagan, chaos po prostu - mówiła w TOK FM prof. Małgorzata Zachara-Szymańska.  z Uniwersytetu Jagiellońskiego. 

Konferencja Pete'a Hegsetha w Pentagonie
Konferencja Pete'a Hegsetha w Pentagonie
fot. SAUL LOEB/AFP/East News

"Pentagon wystawia sobie nie najlepszą cenzurkę". Jest drugie dno? 

Rzecznik resortu obrony USA Sean Parnell potwierdził w środę, że Pentagon zdecydował o zmniejszeniu liczby tzw. Brygadowych Zespołów Bojowych (BCT) stacjonujących w Europie z czterech do trzech. Podkreślił, że decyzja resortu obrony USA oznacza powrót "do poziomu z 2021 r.". Napisał też, że ostateczny rozkład wojsk USA w Europie będzie przedmiotem "dalszej analizy wymagań strategicznych i operacyjnych". Dodał przy tym, że skutkiem zmniejszenia obecności amerykańskiej armii w Europie będzie również "tymczasowe opóźnienie rozmieszczenia sił amerykańskich w Polsce", która - jak podkreślił - "jest wzorcowym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych". 

- Pentagon wystawia sobie nie najlepszą cenzurkę. I to nie jest pierwszy tydzień, w którym płyną informacje, które są odwracane, podważane, sieją chaos niż byłoby to wyrazem sposobu strategicznego myślenia o tym, co jest najlepszy dla Ameryki, co jest najlepsze dla świata albo - mówimy o Europie - dla tych regionów, które z Ameryką są połączone sojuszniczymi porozumieniami -oceniła w TOK FM prof. Małgorzata Zachara-Szymańska z Uniwersytetu Jagiellońskiego. 

Zastrzegła przy tym, że choć Sekretarz Wojny Stanów Zjednoczonych Pete Hegseth jest politykiem ambitnym, to jednak niedoświadczonym. Tym bardziej, że sam departament wojny "to potężna instytucja, do zarzadzania której przydaje się nie tylko ideologia". 

- Poza tym te struktury mają też swoją inercję, stąd molochy biurokratyczno-strategiczne nie zawsze są wystarczająco dobrze naoliwione, żeby szybkie zwroty akcji wdrażać w praktyce - podkreśliła w rozmowie z Anną Piekutowską. 

"To bałagan, chaos po prostu"

- Czy to oznacza, że Hegseth i cały Pentagon są po prostu kolejnym narzędziem realizacji polityki Trumpa? - dopytywała prowadząca "Zapytam Inaczej". 

- Ależ tak. To się nie zdarza, żeby człowiek, który oczywiście ma bezpośrednie doświadczenie bojowe, ale nie ma wyraźnego doświadczenia administrowania strukturami wojskowymi, zajmował tak prominentne stanowisko. (...) Dlaczego więc Pete Hegseth? Chciałoby się zapytać. A to dlatego, że jest lojalny - odpowiedziała prof. Małgorzata Zachara-Szymańska. 

Inna rzecz, jak przypomniała w tym kontekście, że sekretarz wojny wprowadził bardzo restrykcyjny kodeks, którzy "skłonił część korespondentów 'penetrujących' departament wojny do tego, że złożyli swoje legitymacje. - Nie byli w stanie podpisać się pod tymi wymogami, które instytucja przed nimi stawiała. Mówili wprost, że to blokowanie dostępu do informacji. De facto ci, którzy zostali w korpusie informacyjnym to niemalże wyłącznie media, które sprzyjają prezydentowi. Stąd mówi się też w kuluarach, że Hegseth zrobił sobie departament public relations, bo dziennikarstwa w tym to niema - zastrzegła ekspertka. 

Dopytywana na koniec o frazę używaną wśród komentatorów, którzy jeszcze mają nadzieję, że w decyzjach podejmowanych w Gabinecie Owalnym czy Pentagonie kryje się drugie dno - mowa o "wprowadzaniu strategicznej niepewności" - odpowiedziała krótko: "należę do tych, którzy nie mają takich złudzeń". - Dla mnie to nie jest strategiczna niepewność, żadna. To bałagan, chaos po prostu - podsumowała w TOK FM. 

Źródło: TOK FM, PAP 

Redakcja poleca