Polacy za granicą czekają na pakiety wyborcze. Niektórzy odeślą je samolotem, by mieć pewność, że wróciły na czas

Do głosowania za granicą zarejestrowało się ponad pół miliona Polaków, czyli o ok. 140 tysięcy więcej niż przy I turze. Liczą, że uda się im zagłosować i że ich głos do ambasady czy konsulatu dotrze na czas. - Mam nadzieję, że nie będzie takiej nerwówki jak przy I turze - mówi Katarzyna z Hiszpanii.
Zobacz wideo

W niektórych krajach zaszły zmiany, jeśli chodzi o formułę głosowania - karty można dostarczać również osobiście, nie tylko pocztą i kurierem. Były głosy, że tak będzie m.in. w Wielkiej Brytanii, choć na razie nie mamy potwierdzenia. Wysłaliśmy pytania do MSZ, czekamy na odpowiedź.

Tak jest w Hiszpanii, gdzie w pierwszej turze - przy głosowaniu korespondencyjnym - pakiet wyborczy do konsulatu mógł dowieźć wyłącznie licencjonowany kurier albo poczta. - Teraz jest inaczej - mówi Anna Więckowska, Polka mieszkająca w Barcelonie. - Teraz można też dostarczyć swój pakiet osobiście do jednej z placówek dyplomatycznych, w których zostały utworzone komisje wyborcze. W godzinach pracy tych placówek - mówi. Pakiet korespondencyjny jeszcze do niej nie dotarł. - Czekam z niecierpliwością na wizytę listonosza - mówi.

Pani Katarzyna też mieszka w Hiszpanii, ale ok. 400 km od Barcelony czy Madrytu. Jak mówi, nie ma szans na to, by mogła osobiście dojechać do ambasady czy konsulatu. Musi skorzystać z usług poczty lub kuriera. Jeszcze nie otrzymała swojego pakietu. - Są nerwy i obawy, że będzie tak jak przy pierwszej turze, gdy pakiet dotarł bardzo późno i nikt nie miał pewności, czy głos dotrze na czas. Bardzo mi zależy na wzięciu udziału w wyborach - mówi. Jak dodaje, Polacy z jej okolicy próbują się dogadywać, by wspólnie zamówić kuriera dla większej liczby pakietów - będzie szybciej i na pewno taniej.

Pan Adam mieszka i pracuje w Niemczech. Jest tam z nim teraz również jego żona. Oboje przy pierwszej turze dostali pakiety bardzo późno - odesłali, ale śledzili przesyłkę w sieci i wiedzą, że ich pakiety nie dotarły do niedzieli wieczór do konsulatu, a w efekcie - ich głosy przepadły. - Za dwie przesyłki zapłaciłem 50 euro, byłem przekonany, że dotrą na czas. I one rzeczywiście były w Berlinie w sobotę o 8 rano - mówi pan Adam, który czuje się oszukany. "Okazuje się, że naszych głosów nie dostarczono, ponieważ konsulat w sobotę był nieczynny". - W tym momencie poczułem, jak to działa - dodaje. Teraz swój pakiet już odebrał - w sobotę. - Od razu razem z żoną wysyłamy - mówi.

Ciekawa historia dotarła do nas za pośrednictwem Facebooka z Meksyku. Pan Sławomir razem z grupą znajomych nadadzą swoje pakiety samolotem, by mieć pewność, że dotrą na czas. "Organizujemy lot samolotem do Mexico City (odległość tak jak z Krakowa do Gdańska). Z lotniska umówiona osoba odbierze pakiety taksówką i zawiezie je w piątek do konsulatu" - napisał na Facebooku.

Organizują się też Polacy w Wielkiej Brytanii, ale również w Belgii i Holandii.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM