Poczta nie działa, pozostaje samolot, czyli jak się głosuje z Meksyku. "Nasze 10 głosów jest tego warte"

Sławomir Grünberg to polski filmowiec, który obecnie mieszka w małym miasteczku w Meksyku. On i dziewięć innych przebywających tam osób dostało swoje pakiety korespondencyjne. Nie byłoby jednak szans, by na czas odesłać je pocztą do konsulatu. Dlatego... polecą samolotem.
Zobacz wideo

Sławomir Grünberg to wielokrotnie nagradzany reżyser, producent i operator filmów dokumentalnych. Jako absolwent wydziału reżyserii łódzkiej filmówki wyemigrował do USA w 1981 roku i od tego czasu wyreżyserował i wyprodukował ponad 45 filmów dokumentalnych o tematyce społecznej, ekologicznej i problemach niepełnosprawności. Wielokrotnie nagradzany na międzynarodowych festiwalach, zdobywca m.in. prestiżowej nagrody Emmy za film "Modlitwa szkolna". Na Facebooku napisał, że zrobi wszystko, by zagłosować w II turze wyborów prezydenckich. 

Anna Gmiterek-Zabłocka: W niedzielę dotarły do was pakiety wyborcze. Ale nie dałoby rady odesłać ich pocztą czy kurierem, by dotarły na czas do konsulatu w stolicy Meksyku. Wiem, że wkładacie państwo jednak ogromny wysiłek, by pakiety dotarły. Jaki jest Wasz pomysł?

Sławomir Grünberg: Jest nas tu dziesięć osób, które głosowały już w I turze. I wszyscy niecierpliwie czekaliśmy na te pakiety, wysłane do nas z polskiego konsulatu w mieście Meksyk. Widok samochodu DHL czy Fedex wzbudzał od kilku dni podniecenie. W niedzielę wieczorem przyszła do nas znajoma Polka z pakietem zaadresowanych do nas kopert. Okazało się, że zatrzymała na ulicy pojazd firmy kurierskiej i zapytała, czy nie ma przesyłek z polskiego konsulatu. Miał, ale wracał do domu, bo jak twierdził, nie mógł znaleźć adresata.

O, to radość musiała być ogromna.

Czuliśmy się, jakbyśmy dostali prezenty pod choinkę. Jest jednak już za późno, by nasze pakiety dotarły na czas do stolicy kraju. Nie można też polegać na miejscowej poczcie, dlatego organizujemy przesyłkę samolotem do Mexico City. To jest odległość jak mniej więcej z Krakowa do Gdańska. Normalnie przed pandemią mieliśmy tutaj cztery loty dziennie, a teraz jest jeden lot na dwa dni.

Czyli kolejne utrudnienie. Ale - jak rozumiem - plan już jest i musi się udać?

Tak, okazało się, że na szczęście w piątek leci do stolicy nasz znajomy i weźmie ze sobą te dziesięć pakietów. Gdyby nie to, gotowi byliśmy sami kupić bilet dla jednej osoby, by mieć pewność, że nasze głosy na czas trafią do konsulatu. Z lotniska przesyłkę od naszego kolegi odbierze znajoma Angielka - nauczycielka, pracująca w Meksyku - i zawiezie ją do konsulatu. Zrobi to dla nas gratisowo, bo nas popiera i rozumie wagę przedsięwzięcia. Zresztą mamy doświadczenie, bo podobnie zrobiliśmy przy pierwszej turze.

Dlaczego to jest dla was tak ważne, by oddać głos i by głos dotarł?

Wierzymy, że nasze dziesięć głosów jest warte tego całego wysiłku i kosztów z tym związanych. Każdy głos się liczy. Dwa tygodnie temu w Meksyku głosowało około 200 Polaków, z czego na popieranego przez nas Rafała Trzaskowskiego przypadło trzy czwarte głosów i wierzymy, że podobnie będzie i tym razem.

Przez lata mieszkał pan w USA, teraz w Meksyku. Czy jest Pan na bieżąco z tym, co się dzieje w Polsce?

Tak. Można powiedzieć, że mieszkając poza Polską, jestem zaangażowany w życie polityczne w Polsce - zarówno poprzez moje filmy, jak i publiczne wypowiedzi. Mam stały kontakt z Polską, do której przed pandemią przylatywałem regularnie, czasami co drugi miesiąc. W mojej ocenie ostanie pięć lat prezydentury Andrzeja Dudy to przykład, jak respektowany na całym świecie kraj może w tak krótkim czasie stracić szacunek i podziw. Z kraju słynącego ze zbudowania demokratycznych struktur, podziwianego lidera przemian ustrojowych i społecznych - Polska stała się wiodącym krajem w Europie walczącym z LGBT, z wolną prasą i z niezależnym sądownictwem. Polityka historyczna zastąpiła prawdę historyczną, a telewizja publiczna stała się tubą propagandową rządzącej partii.

Czyli czym są te państwa głosy?

Są głosem sprzeciwu i głosem nadziei na lepszą Polskę, która zejdzie wreszcie z nagłówków światowej prasy - prasy, która określa dziś Polskę jako kraj niestabilny, zacofany, ksenofobiczny, a rząd jako totalitarny.

Ktoś może powiedzieć: "Co was to obchodzi, skoro nie mieszkacie w Polsce?".

Moja odpowiedź jest taka: otóż, obchodzi nas, bo nigdy nie przestaje się być Polakiem. Ponadto w Polsce są nasi bliscy, a my chcemy odwiedzać nie tylko ich, ale również nasz demokratyczny i postępowy kraj.

DOSTĘP PREMIUM