Krótkie życie wiralowych przebojów. Blednie gwiazda Labubu, ale jest kolejny hit
Pluszowe straszydła z bajki, tak brzydkie, że aż podobno ładne, przebojem wzięły TikToka, czyli w zasadzie pół internetu. Ale napełniły też kieszenie przestępców, którzy na modzie na Labubu nakręcili biznesy produkujące podróbki. Do tego internet uznał, że trend jest aż zbyt popularny, więc w miejsce Labubu przychodzą gumowe klapki, wielkie termiczne kubki, a nawet... pikantne chińskie zupki.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Skąd wzięła się popularność Labubu?
- Dlaczego tak jak szybko się pojawiła, tak szybko przygasa?
- Co zastępuje miejsce lalek?
Labubu to pluszowe straszydła z bajki. Tak brzydkie, że aż podobno ładne, futrzaste potworki z wyłupiastymi oczami i króliczymi uszami. Występują przeważnie w postaci wielkiego breloka-przywieszki. Firma, która za eleganckimi potworkami stoi, dała zarobić swoim akcjonariuszom do sierpnia 500 procent w ciągu zaledwie jednego roku. Ale zaraz po sierpniu biznes się zatrzymał.
Podróbka zabija oryginał
Świat obiegła wtedy informacja o żyle złota odkrytej przez przestępczość zorganizowaną. Na Labubu postawiły gangi przemytników. Na Zachód ruszyła szeroka fala podróbek ze Wschodu. Tylko do Wielkiej Brytanii fałszerze próbowali wwieźć w sumie ćwierć miliona podrabianych Labubów. Podczas jednej z policyjnych akcji nielegalnych pluszaków było tak dużo, że trzeba je było wywozić policyjnymi ciężarówkami. Okazało się przy okazji, że chińskie potworki z ostrymi zębami to najczęściej podrabiana zabawka sprzedawana w Europie. Znane jako Lafufu podróbki stanowiły żyłę złota dla zorganizowanej przestępczości i były jądrem pluszowej kontrrewolucji.
Internetowa społeczność uznała bowiem Labubu za "przehajpowane", czyli sztucznie popularne, i poparła podróbki. Gwiazda pluszowych potworków zaczęła więc nieco przygasać. Co nie znaczy, że przestały przynosić swojemu właścicielowi czyli chińskiemu Pop Martowi - góry złota. W tym roku pod względem wartości sprzedaży mają przebić... Barbie. Od stycznia do lipca dały firmie o ponad 200 procent więcej wpływów niż rok wcześniej. Właściciel biznesu awansował do dwudziestki najbogatszych Chińczyków i na czwarte miejsce na światowej liście miliarderów poniżej czterdziestki.
Labubu stały się też źródłem bajońskich zarobków dla kolekcjonerów. Ceny konkretnych superlimitowanych edycji osiągały zawrotne poziomy i dawały wielokrotny zysk. Za najrzadsze okazy przywieszek sprzedawanych przez producenta po 14 dolarów za sztukę, zbieracze płacili tysiące. Na "wolnym rynku" o limitowane wersje trwały i trwają regularne boje. Labubu w Vansach sprzedało się na eBayu za 10 tysięcy dolarów (ale gdyby ktoś był zainteresowany, wiemy gdzie można go dzisiaj kupić prawie o połowę taniej). Zaś unikatowy model potwora ludzkiej wielkości w kolorze miętowym osiągnął na aukcji cenę... 150 tysięcy dolarów, czyli ponad pół miliona złotych.
Jednak nowa edycja mini Labubu nie wywołała już tak niezwykłego szaleństwa jak poprzednie "dropy". Na rynku wtórnym pluszaki z tej serii chodzą zdecydowanie gorzej niż wcześniejsze. FanDom Labubu spodziewa się nawet kolejnych spadków wartości odsprzedażowej potworów. Dlatego analitycy JP Morgan wydali umiarkowanie entuzjastyczną rekomendację giełdową dla potencjalnych inwestorów. Po czym cena akcji Pop Mart w chińskich notowaniach we wrześniu gwałtownie spadła, a firma straciła jedną dziesiątą wartości w trzy dni.
Co dziś nakręca popularność
Jak to się stało, że nikomu nieznana zabawka w ciągu jednego roku zasiedliła masową wyobraźnię i opanowała media społecznościowe pod każdą szerokością geograficzną? Po pierwsze: Blackpink. Girlsband należy do jednej z najbardziej znanych na świecie formacji K-Popowych. Z przywieszką pojawiła się na zdjęciach jedna z członkiń grupy wiosną ubiegłego roku. I od tego się zaczęło. Potem z podobnymi potworami występowały Rihanna, Naomi Osaka, Kim Kardashian i David Beckham. Po drugie: element hazardu. Najbardziej popularna seria sprzedawana jest w tak zwanych blind-boksach. Czyli: nigdy nie wiesz co dostaniesz. Prawdopodobieństwo, że dostaniesz co chcesz wynosi 1 do 72. O niebo więcej niż w Totku, ale wciąż to doświadczenie rodem raczej z kasyna niż klasycznych zakupów. Po trzecie: ograniczona wielkość produkcji. Niektóre elementy szyte są ręcznie, stąd polowania w sklepach w realu i na onlajnie. Po czwarte: birkinizacja. Trend polega na obwieszeniu torebki, najchętniej ultra drogiej, jak Birkin Hemesa, kiścią przywieszek. Tak jak robiła to ze swoją torbą autorka tego projektu - Jane Birkin. Wskutek stosowania trendu markowe torby są obwieszone dodatkami jak plecaki licealistów. I podobno o to właśnie chodzi. Labubu trafiło w nurt tego trendu, na którym pieniądze zarabiały luksusowe marki. I po piąte: tak zwany soszjal media faktor. Labubu doczekało się milionów filmików produkowanych na ochotnika przez fanów. Nietrudno zgadnąć, która z platform była w promocji trendu liderem. Tak, to chiński TikTok, miejsce idealne do kreowania bohaterów komercyjnej wyobraźni.
Zupa zamiast pluszaków
Na koniec niesłychana kariera zupek z torebki. Dla zachodzących w głowę o co chodzi mamy, nazwę marki - Buldak. Chińska zupka, najchętniej o smaku carbonara. Miłość do Buldaka nie jest nowa. Charakterystyczny kurczak, logo marki, wraca systematycznie na sklepowe półki na całym świecie. Skąd się wziął? Z soszjalowego ekstremalnego challenge'u dla miłośników skrajnych doświadczeń. Chodzi o zjedzenie jak największej liczby porcji zupki z ostrymi przyprawami. Filmiki dokumentujące challenge biją rekordy wyświetleń. A ostatnio pobiła je na TikToku wzruszona do łez 9-latka, która w prezencie urodzinowym dostała, elegencko zapakowaną paczkę różowych, najbardziej poszukiwanych Buldaków.
I tak makaron instant, który w Południowej Korei miał być w latach sześćdziesiątych receptą na stałe braki żywności, stał się po dodaniu do niego ostrych przypraw, światowym zjawiskiem. Pomogła miłość do wszystkiego co koreańskie, a ostatnio sukces "K-Pop Demon Hunters", najchętniej oglądanego filmu w historii Netflixa. W jednej z początkowych scen główne bohaterki siorbią makaron z papierowego kubka. I choć nie jest to Buldak, tyle wystarczyło, by firma produkująca zupki odnotowała kolejny wzrost sprzedaży. A makaron z torebki został uznany za znak rozpoznawczy generacji Alfa.
Czym jest szaleństwo Labubu: podobno jest przypadkową wygraną w loterii społecznościowej. Podobnie jak Buldak, dubajska czekolada, Matcha Latte, Love Island, Sonny Angel, Crumbl Cookie, Stanley Cup oraz Moon Beam Ice Cream z piosenki Bensona Boona. Jeśli żadna z pozycji na tej liście nic wam nie mówi - nie szkodzi. Nawet generacja Alfa, która nie zna życia poza interenetem - bywa soszjalowymi trendami zdumiona. Choć niektóre z nich, jak dubajska czekolada czy kolorowy kubek-termos o pojemności małego wiaderka, zostając przypadkowymi bohaterami, dają biznesom oszałamiający sukces. Tyle, że przeważnie jego kres nadchodzi zaraz potem, by zrobić miejsce kolejnym wiralowym karierom. I tak bez końca.