Czy IPN trzeba zlikwidować? "To nie byłaby wcale dobra opcja"
Niezależnie od tego, czy Karol Polejowski, czyli przyboczny obecnego prezydenta Karola Nawrockiego, zostanie mianowany prezesem IPN czy nie (choć raczej nie), wszystkie problemy instytucji, którą mógłby rządzić, pozostają w mocy. A jest ich cała masa. Na czele z tym, że Instytut Pamięci Narodowej de facto nie buduje polskiej polityki historycznej, zamiast tego stanowi bastion jednej opcji politycznej - mówił Jakub Janiszewski w "Dłuższej rozmowie".
A kto buduje tę całą politykę historyczną? No, pewnie jest trochę innych, pomniejszych aktorów. Jest Muzeum Historii Polski. Jest Instytut Pileckiego. Jest Instytut Narutowicza, wcześniej znany jako Instytut Dmowskiego. Żaden z nich jednak nie ma ani takich zasobów, ani takiej mocy sprawczej, jaką ma i mógłby mieć IPN. Instytut to archiwa, pion śledczy, badania naukowe, ale też wydawnictwo, pion edukacyjny, upamiętnienia oraz ta chyba najbardziej znienawidzona przez lewicę część – czyli dbałość o wizerunek polski, reagowanie na dyfamacje, zniesławienia.
To jest – zbierając wszystko do kupy – ogromna moc. I ogromny koszt, który cały czas rośnie. IPN potrzebuje coraz więcej kasy, ale jednak nie wpływa na nasze rozumienie historii w taki sposób, który czyniłby nas odporniejszymi na choćby rosyjskie manipulacje. I znowu, kiedy spojrzymy na to, kto próbuje nam pokazać, jak te narracje wchodzą do polskiej nauki – czyni to Centrum Mieroszewskiego, a nie IPN. Tymczasem skuteczna i dobrze pomyślana polityka historyczna mogłaby się dokładać do tzw. bezpieczeństwa kulturowego, stabilizować sytuację, przeciwdziałać napięciom społecznym, zwłaszcza tym, które skutkują chaosem, lękiem i temu wszystkiemu, co z przestrachu wynika.
To się jednak nie dzieje. I to niedobrze, także dla samego IPN-u, wokół którego klimat od lat jest fatalny. A to może oznaczać, że do głosu dojdą raczej wezwania do likwidacji niż do naprawy. I to też nie byłaby wcale dobra opcja.
Źródło: TOK FM