Podgrzanie antyukraińskich nastrojów to nie tylko dzieło prawicy. Ekspertka krytykuje Tuska i Kierwińskiego
Czy antyukraińskie nastroje, z którymi mamy do czynienia w Sejmie, zdążyły już przenieść się na polskie ulice? Czy rząd jest tu bez winy? Jak rozmawiać z ludźmi o ksenofobii? O tym w "Pierwszym programie" w TOK FM mówiła dr Anna Tatar ze Stowarzyszenia "Nigdy Więcej".
Sprawa nadania przez prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego jednej z jednostek sił zbrojnych imienia "Bohaterów UPA", a potem słowa wiceministra nauki Andrzeja Szeptyckiego, który porównał UPA do żołnierzy niezłomnych, sprawiły, że do debaty publicznej powrócił temat nastrojów ksenofobicznych wśród Polaków, chętnie podgrzewanych przez opozycję.
Jak przyznała w "Pierwszym programie" w TOK FM dr Anna Tatar ze Stowarzyszenia "Nigdy Więcej", nasilenie niechęci wobec cudzoziemców - szczególnie Ukraińców, zaobserwowała już wcześniej. Ostrzegała, że "mowa nienawiści zawsze skutkuje napaściami na ludzi" i przypomniała o wydarzeniach, które miały miejsce w połowie maja w Warszawie.
Jako polityków odpowiedzialnych za "otwarcie puszki Pandory" rozmówczyni Wojciecha Muzala wskazała polityków PiS, Konfederacji oraz Grzegorza Brauna. Jednak - jak zwróciła uwagę - rząd też nie jest bez winy. Miała na myśli sprawę ukraińskiego influencera Andrija Hawryliwa, który - również w maju - wjechał samochodem pod samo Morskie Oko w Tatrach. - Dla mnie zupełnie zdumiewająca były reakcje premiera (Donalda Tuska - red.) i ministra spraw wewnętrznych (Marcina Kierwińskiego - red.). Nadały one zupełnie nieproporcjonalne znaczenie temu czynowi - komentowała gościni TOK FM.
Całej rozmowy Wojciecha Muzala z dr Anną Tatar wysłuchasz tutaj: