,
Obserwuj
Polityka

"Rosjanie się z nas śmieją". Internet zapłonął po tym, jak dron eksplodował na polu kukurydzy w Osinach

3 min. czytania
01.09.2025 20:00

- "Pokażmy im, kto tu rządzi. Jeżeli Polacy są tacy bojowi, to należy takich sytuacji prowokować więcej". Rosyjski internet zapłonął po tym, jak dron rozbił się w polu kukurydzy na Lubelszczyźnie. - To tylko pokazuje, że wojna hybrydowa, która trwa, może eskalować, ponieważ oczekiwania społeczne po drugiej stronie są właśnie takie - mówił w TOK FM Michał Fedorowicz. 

Policja na miejscu eksplozji drona
Policja na miejscu eksplozji drona
fot. Anita Walczewska/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Po eksplozji rosyjskiego drona w Osinach zabrakło w komunikacji rządu obrazka, że na miejscu jest uzbrojone wojsko, "całej inscenizacji" - mówił w TOK FM Michał Fedorowicz;
  • Wśród użytkowników sieci pojawiło się "poczucie beznadziejności, że coś wleciało, my tego nie widzimy i nic z tym nie robimy";
  • Tymczasem w rosyjskich i białoruskich mediach społecznościowych popularna stała się narracja, że niebo NATO - mimo wydanych miliardów - jest dziurawe i należy takie działania powtarzać.

Wojskowy dron rosyjski spadł i eksplodował w nocy z 19 na 20 sierpnia na polu kukurydzy w Osinach na Lubelszczyźnie. Policja po pierwszym wezwaniu odjechała, mimo informacji o wybuchu, a wojskowe systemy radarowe w ogóle nie zauważyły intruza, który dotarł 100 km w głąb kraju.

- Strach jest największym triggerem, czyli takim czynnikiem, który uruchamia emocje, ale tak naprawdę poczucie beznadziejności, że coś wleciało, my tego nie widzimy i nic z tym nie robimy - mówił o emocjach w sieci w "Wywiadzie politycznym" Michał Fedorowicz, przewodniczący Europejskiego Kolektywu Analitycznego Res Futura.

- Dowiedzieliśmy się o tym dronie dopiero wtedy, kiedy spadł - zauważyła Karolina Lewicka. Zdaniem jej gościa, problem nie leży w komunikacji rządu, bo przy tego typu incydentach rzeczy dzieją się szybko i decyzje muszą być podejmowane błyskawicznie.

- Natomiast widać coś innego: oczekiwanie, że państwo ma działać, to znaczy ma tworzyć obrazki. Mamy obrazki z filmów amerykańskich. Jak coś spadnie, to pojawia się od razu w pełnym uzbrojeniu wojsko, helikoptery. Jest cała taka inscenizacja. Tylko że od razu. Tu najpierw było pole kukurydzy i nic więcej - dodał Fedorowicz.

Rosjanie się z nas śmieją

Ekspert zwrócił uwagę, że ważne w tej sprawie jest jeszcze jedno. - W social mediach rosyjskich i białoruskich zaczęto nas pierwszy raz też od inwazji wyśmiewać, że nagle przeleciał nam dron, nic nie robimy, że wydajemy bardzo dużo miliardów dolarów, kupujemy sprzęt, a niebo NATO jest dziurawe - mówił. - To pokazało przede wszystkim społeczeństwom rosyjskim i białoruskim: zobaczcie, oni wydają miliardy na czołgi, a my dronem za 700 dolarów przelecieliśmy 100 kilometrów - stwierdził Fedorowicz.

I to jest jego zdaniem problem. Bo w tamtejszych mediach pojawiły się komentarze, by tego rodzaju sytuacje powtarzać. - W takim razie pokażmy im, kto tu rządzi i generalnie rzecz biorąc, zobaczmy, jeżeli Polacy są tacy bojowi - należy pamiętać, że Rosjanie cały czas uważają, że my chcemy ich napaść i jutro zajmiemy Krym i marzymy wręcz o tym, chodzimy, myślimy tylko o tym, dlatego budujemy całą granicę po to, żeby dokonać inwazji - to należy takich sytuacji prowokować więcej. To tylko pokazuje, że wojna hybrydowa, która trwa, może eskalować, ponieważ oczekiwania społeczne po drugiej stronie są właśnie takie - wyjaśniał ekspert.

- Procedury dotyczące komunikacji i w ogóle prezentowania tego typu faktów na pewno powinny być skorygowane. Na pewno muszą one współgrać z oczekiwaniami wizerunku i obrazka społecznego - podkreślił Fedorowicz.