Listonosze mają dość. Mocna sugestia związkowca. "Samochody mogą zacząć się psuć"
Listonosz miał dostarczać listy i budować relacje z mieszkańcami. A jak jest w rzeczywistości? - W zeszłym roku (...) prawie 13 tys. osób odeszło - mówił w "Pierwszym Programie" Robert Czyż, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Poczty.
Z tego artykułu dowiesz się:
- jak w ostatnich latach zmieniły się obowiązki listonoszy;
- jak te zmiany wpływają na relacje listonoszy z mieszkańcami;
- dlaczego młodzi pracownicy odchodzą z pracy na poczcie;
- co - zdaniem związkowca - należy zrobić, aby zawód listonosza znów stał się atrakcyjny.
Z prestiżu, jakim kiedyś cieszył się zawód listonosza, zostało tylko wspomnienie. Od kilku lat oprócz roznoszenia listów i paczek, pracownicy Poczty Polskiej muszą również sprzedawać znaczki, długopisy czy ubezpieczenia. A - jak wskazał w "Pierwszym Programie" Robert Czyż, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Poczty, ostatnio to właśnie sprzedaż stała się "podstawową działalnością" listonosza.
- W zeszłym roku w firmie doszło do dosyć znaczących zwolnień. Zwolniono prawie ponad 8,5 tys. pracowników, a tak naprawdę prawie 13 tys. osób odeszło - podkreślił związkowiec w TOK FM.
Poza tym, jak wskazał prowadzący audycję Szymon Kępka, listonosze korzystający z własnych samochodów muszą miesięcznie dokładać nawet 400 zł. - Nie mają innego wyjścia - odpowiedział Robert Czyż. Jak dodał, związkowcy zwrócili się do Ministerstwa Infrastruktury, Ministerstwa Finansów oraz premiera Donalda Tuska z apelem o "podjęcie pilnych działań legislacyjnych" w tej sprawie.
- Jeżeli one nie będą wprowadzone, to obawiamy się, że samochody mogą, na przykład, zacząć się psuć - stwierdził tajemniczo gość TOK FM. Dopytywany przez dziennikarza, czy ma na myśli strajk, Robert Czyż odparł, że "tych słów by unikał".
Całej rozmowy Szymona Kępki z Robertem Czyżem wysłuchaj tutaj:
TOK FM, Wyborcza.biz