,
Obserwuj
Polityka

"Przelała się czara goryczy". To oni stoją za listem o dzieciach uchodźców, odczytanym podczas gali NIKE

3 min. czytania
04.10.2021 11:58
"Nie możemy pozwolić na to, żeby w naszym kraju dzieci były wywożone na śmierć do lasu. Wykonajcie dziś, zaraz jeden telefon do kogoś, kogo znacie, a kto może sprawić, że te dzieci nie umrą" - piszą w liście do żon, córek i matek polityków "Rodziny bez granic".
|
|
fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

"Rodziny bez granic" to grupa na Facebooku, która powstała zaledwie kilka dni temu. Jej twórcą jest Piotr Kubkowski, pracownik naukowy Uniwersytetu Warszawskiego, kulturoznawca, historyk kultury i tata trójki dzieci. W działanie tej społeczności zaangażowana jest też jego żona Laura.

Ich działanie zaczęło się, gdy opiekowali się w domu chorymi dziećmi, czytali teksty w internecie, słuchali radia, przeglądali Facebooka. - Przelała się w nas czara goryczy, uznaliśmy, że nie możemy stać z boku i patrzeć na to, co się dzieje m.in. z dziećmi na granicy - mówi pan Piotr. Przyznaje, że to wtedy pojawił się pomysł niemego protestu przed siedzibą Straży Granicznej. - Chcieliśmy pójść, usiąść tam z dziećmi, wiedzieliśmy, że przyjdzie jeszcze kilkanaście rodzin. Przyszło kilkaset osób. Wszystko odbiło się bardzo szerokim echem - dodaje.

Protesty mają być kontynuowane w kolejnych dniach.

Poruszający list

Grupa "Rodziny bez granic" przygotowała list. Pismo zaadresowano do żon, córek i matek polityków. Jego fragment został odczytany na Gali Nagrody Literackiej NIKE. Wielu uczestników imprezy trzymało też kartki z pytaniem "Gdzie są dzieci?" - chodzi oczywiście o dzieci z granicy, odsyłane na Białoruś.

Jak wasze dzieci, ta mała dziewczynka ubrana jest w pajacyk. Ten jest już sztywny od brudu. Jak wasze córeczki, kiedy miały półtora roku, stoi jeszcze niepewnie. To ten wiek, kiedy dzieci zaczynają naśladować zwierzątka, uciekać z chichotem, przeglądać książeczki z głośnym 'u'. Mówimy wtedy, że są słodkie, nosimy je na biodrze i mimo zmęczenia jesteśmy szczęśliwe. Nie myśleć o tej dziewczynce można tylko wtedy, kiedy omija się zdjęcie wzrokiem. Jedno spojrzenie na nią wystarczy, żebyście zobaczyły w niej figlarność, prostotę spojrzeń waszych dzieci

- piszą w liście "Rodziny bez granic".

Do wszystkich

- Pierwszym pomysłem było to, by był to list skierowany do rodzin polityków i decydentów, by spróbować dotrzeć do nich w ten sposób, nie patrząc na barwy partyjne. Ale w tej chwili uznajemy, że jest to list do wszystkich: do matek, ojców, córek, szeroko pojętych rodzin, które nie zgadzają się na to, co dzieje się na granicy - mówi Agata Sikora z grupy "Rodziny bez granic".

Autorom i autorkom listu zależy na tym, by dotarł on do polityków, samorządowców, lokalnych gazet, organizacji pozarządowych. - Do wszystkich, którym los dzieci z granicy i ich rodzin nie jest obojętny - słyszymy.

Musicie zrobić wszystko, co w waszej mocy, żeby jeszcze dziś dostały ciepłe mleko i lekarstwa. Jeśli politycy nie potrafią ich zobaczyć, to my im pomóżmy, przypomnijmy im, że też mają dzieci i wnuki. Przypomnijmy, że nasi przodkowie też nieraz musieli uciekać i ktoś im wtedy pomógł. Pokażmy, że żadne polityczne podziały nie są ważne, jeśli mówimy o oddechu, o błysku oka konkretnego dziecka

- czytamy w liście.

Posłuchaj rozmowy z twórcami listu: