Dlaczego Kaczyński "wyszedł z jamy na Nowogrodzkiej"? "Nie da się wysłać posłów, którzy będą prostowali banany"
Jarosław Kaczyński wrócił do rządu. W środę prezydent Andrzej Duda powołał prezesa Prawa i Sprawiedliwości na stanowisko wicepremiera. To nie jedyna zmiana. Ze stanowisk odwołano dotychczasowych wicepremierów: szefa MON-u Mariusza Błaszczaka, ministra kultury i dziedzictwa narodowego Piotra Glińskiego, Henryka Kowalczyka i ministra aktywów państwowych Jacka Sasina.
- Ziemia nie zadrżała z tego powodu, że zrezygnowało czterech wicepremierów, a powołany został tylko jeden. Dla mnie te zmiany oznaczają, że źle się dzieje w rządzie. Już raz mieliśmy taką sytuację, że Kaczyński wchodził do rządu w sytuacji ostrego konfliktu pomiędzy grupą Zbigniewa Ziobry a Mateuszem Morawieckim. Moim zdaniem dzisiaj skala tego jest dużo większa - komentował w "A teraz na poważnie" w TOK FM Paweł Poncyliusz, poseł Koalicji Obywatelskiej i były polityk PiS.
W ocenie rozmówcy Mikołaja Lizuta oprócz kwestii personalnych chodzi o to, że PiS-owi pali się grunt pod nogami. - Jeśli Jarosław Kaczyński wychodzi z jamy na Nowogrodzkiej i przesuwa się w kierunku Alei Ujazdowskich, to by oznaczało, że nie ma już nadziei, że partią jest w stanie wygrać wybory. A jeżeli coś może mu pomóc w zwycięstwie, to tylko rząd - ocenił.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Jak dodał były wiceminister gospodarki w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, "już widać jasno, że nie da się wysłać 200 posłów w teren, którzy będą prostowali banany i opowiadali, że słońce zachodzi na wschodzie". - Ludzi już się nie da oszukać. Widzą, że jest w tym dużo kłamstwa. Więc jedyna rzecz, która pozostaje, to pokazać się jako dobry administrator. Szczególnie że mamy wojnę, kryzysy: energetyczny, migracyjny - stwierdził Poncyljusz.
Zdaniem gościa TOK FM przed wyborami PiS chce pokazać wyborcom, że "może i oni nie są tacy dobrzy, ale zobaczcie, potrafią tu posprzątać, przynajmniej porządek jest". - Oczywiście to będzie śmieszne, bo będzie się otwierało drugi raz most, przez który przez ileś miesięcy jeżdżą samochody, ale to będzie w duchu dobrych administratorów - argumentował.
Kaczyński chce wesprzeć Morawieckiego. "Wara wam od niego"
Były polityk Prawa i Sprawiedliwości wspominał także, jak wygląda współpraca z prezesem partii. - Jarosław Kaczyński nie jest koncyliacyjny. Daje czasami posłuch danej osobie i na tej podstawie rozstrzyga, jak ma być. I mówi: ma być w prawo, w lewo, ty do przodu, ty do tyłu. Ktoś mu naopowiada, że ten jest zły albo dobry i on rozstawia po kątach - mówił Poncyliusz.
Jak dodał, obecnie z relacji różnych osób wynika, że bardzo stawia na Mateusza Morawieckiego. - I dlatego też wraca do rządu, żeby udzielić mu jasnego wsparcia. Wygląda na to, że prezes chce być blisko niego, żeby też dać sygnał wszystkim strukturom politycznym, towarzyszom partyjnym: "To jest mój nominat i wara wam od niego" - mówił rozmówca Mikołaja Lizuta.
Dziennikarz ocenił, że opowieść Poncyljusza może kojarzyć się z dworem cesarza Etiopii Hajle Syllasje, który każdy dzień zaczynał od godziny donosów. - Czy na dworze Jarosława Kaczyńskiego też tak jest, że poszczególne frakcje walczą o ucho prezesa, żeby powiedzieć, co knuje reszta? - pytał. - Absolutnie, zawsze to ucho prezesa jest najważniejsze. Pamiętam, że część swojej działalności musiałem dedykować tłumaczeniu się, że nie jestem wielbłądem - przyznał były wiceminister w rządzie PiS, który obecnie jest posłem Koalicji Obywatelskiej.