,
Obserwuj
Polityka

Afera FOZZ. Jak z Polski "wyparowało" 354 mln złotych? "Każde słowo w tej sprawie jest na wagę życia"

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl
8 min. czytania
23.07.2023 13:29
Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, który miał zmniejszać nasz dług za granicą, w ciągu półtora roku swojej działalności zdefraudował kwotę szacowaną na 354 mln nowych złotych. Choć do dziś w mediach afera FOZZ jest nazywana "matką wszystkich afer", to bardziej pasuje do niej miano "starszej siostry" podobnych afer gospodarczych - zaczynając od działającej w podobnym okresie spółki Art-B, na Amber Gold i SKOK-ach kończąc.
|
|
fot. Krzysztof Miller / Agencja Wyborcza.pl

Wyjaśnienie afery związanej z Funduszem Obsługi Zadłużenia Zagranicznego wymaga cofnięcia się do lat 70. i nieudanej próby modernizacji gospodarki, podjętej przez I sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka i premiera Piotra Jaroszewicza. Choć przez pierwsze pięciolecie ich rządów wydawało się, że 'Polska rośnie w siłę, a ludzie żyją dostatniej', to już w 1980 roku było oczywiste, że 'złota dekada' odbiła się polskiej gospodarce czkawką. Zadłużenie zagraniczne Polski wynosiło wówczas 24,1 mld dolarów. Dla porównania - gdy dziesięć lat wcześniej ze stanowiska ustępował niechętny kredytom Władysław Gomułka, zadłużenie wynosiło 1,1 mld dolarów.

Nowy I sekretarz KC PZPR Stanisław Kania, z później jego następca gen. Wojciech Jaruzelski nie byli w stanie poradzić sobie z tym obciążeniem. W marcu 1981 r. ten drugi ogłosił, że Polska nie jest już w stanie spłacać zadłużenia zagranicznego. Tymczasem cały czas naliczane były odsetki od zadłużenia z lat 70., co skutkowało tym, że w 1989 roku dług osiągnął wysokość już 42,3 mld dolarów.

Lekiem na kłopoty z polskim zadłużeniem zagranicą miał być właśnie FOZZ. Powołany jako państwowy fundusz celowy przez Sejm PRL IX kadencji na mocy ustawy z 15 lutego 1989 r. Dyrektorem FOZZ-u został Grzegorz Żemek w przeszłości pracownik Banku Handlowego, przez który przechodziło ok. 90 proc. obrotu walutowego Polski. Jego zastępczynią była Janina Chim zatrudniona w Ministerstwie Przemysłu i Maszyn Ciężkich, przedsiębiorstwie handlu zagranicznego Elektrim oraz Universalu - ówcześnie największym przedsiębiorstwie handlu zagranicznego. Na przewodniczącego Rady Nadzorczej FOZZ powołany został Janusz Sawicki dawniej pracownik Ministerstwa Handlu Zagranicznego, a wtedy podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów.

Proces w sprawie FOZZ: Grzegorz Żemek, Janina Chim, Irena Ebbinghaus
Proces w sprawie FOZZ: Grzegorz Żemek, Janina Chim, Irena Ebbinghaus
Fot. Krzysztof Miller / Agencja Wyborcza.pl

Dwie wersje wydarzeń

Zadaniem Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego była, jak wskazywała nazwa, spłata polskiego zadłużenia zagranicznego oraz gromadzenie i gospodarowanie służącymi temu środkami. W wykonaniu architektów FOZZ oznaczało to skupowanie polskich długów za granicą za ułamek ceny przez podstawione osoby i przedsiębiorstwa. Na międzynarodowym rynku polskie długi można było kupować po 20-30 centów za dolara. Działalność FOZZ musiała pozostać jednak tajna, bo była niezgodna z prawem międzynarodowym.

Tak samo tajna była współpraca zarówno Sawickiego, jak i Żemka ze służbami PRL. Sawicki wedle jednych źródeł był współpracownikiem wywiadu cywilnego, wedle innych - kadrowym oficerem, pracującym w Ministerstwie Finansów 'pod przykrywką'. Grzegorz Żemek natomiast od początku lat 70. - jako 'Dik' - współpracował z wywiadem wojskowym.

W skupowanie polskich długów FOZZ angażowało się kilkadziesiąt polskich i zagranicznych firm. Z budżetu państwa zostały przeznaczone na to ogromne pieniądze - tylko w 1989 roku był to miliard złotych. Częściowo FOZZ spełniał swoje zadanie, bo udało mu się skupić ok. 300 mln dolarów polskiego zadłużenia. Ale wydano na to jedynie część środków. Nie wiadomo, co stało się z resztą. Wiadomo jednak, że FOZZ nie zyskiwał, a tracił.

Po latach Żemek przyznał, że potajemną rolą FOZZ było dodatkowo finansowanie służb specjalnych PRL. Tu historyk Antoni Dudek, powołując się na fakty odkryte przez innego eksperta - Sławomira Cenckiewicza, wskazuje jedną z możliwych przyczyn ujawnienia nieprawidłowości w FOZZ . Zarabianie na rzecz wywiadu wojskowego szło Żemkowi na tyle dobrze, że spotykało się to z zazdrością ze strony kontrwywiadu cywilnego. Wywiad wojskowy nie chciał jednak dzielić się łupem, co doprowadziło do awantury pomiędzy jednostkami.

Według innej wersji wydarzeń, informacje o nadużyciach Funduszu dotarły do Ministerstwa Finansów za sprawą listu, który prezes Banku Handlowego Tadeusz Barłowski wysłał do Leszka Balcerowicza. Barłowski - w alarmującym tonie - informował szefa resortu finansów o 'katastrofalnych rozmiarach', jaki przybrał stanu rozliczeń Banku Handlowego z budżetem. 'Dalsze otrzymywanie powyższego stanu grozi bankructwem Banku Handlowego, a także stawia pod znakiem zapytania możliwość dalszego rozliczania przez Bank polskiego eksportu' - pisał Barłowski. Pod koniec 1989 roku Ministerstwo Finansów przeprowadziło w FOZZ kontrolę, ale wykazanie nieprawidłowości nijak nie wpłynęło na nielegalną działalność Funduszu, a protokół z kontroli zgubił się z niewyjaśnionych okolicznościach.

Prezerwatywy i fiolki ze świętą wodą

Do tego momentu doniesienia o defraudacji środków na spłatę polskiego długu zagranicznego nie wychodziły poza budynek Sejmu. Zmieniało się to we wrześniu 1990 roku, gdy czasopismo 'Głos Wolnego Robotnika' opublikowało artykuł Michała Falzmanna. Autor tekstu skupił się w nim przede wszystkim na transakcjach FOZZ z firmą Universal, w której przeprowadzał kontrolę jako urzędnik Izby Skarbowej.

Universal to miejsce zatrudnienia wicedyrektorki FOZZ Janiny Chim. Jej przełożonym, a prywatnie partnerem i ojcem jej dziecka był kierujący firmą od 1985 roku Dariusz Przywieczerski, który jednocześnie był doradcą dyrektora Grzegorza Żemka. Przywieczerski miał dokonać wyprowadzenia z Funduszu około 1,5 mln dolarów; FOZZ także udzielił szefowi Universalu kredytu na kampanię wyborczą - Przywieczerski chciał wówczas zostać senatorem w swoim rodzinnym Włocławku.

- Falzmanna Przywieczerski bardzo interesował. Nawet publicznie stwierdził, że Przywieczerskiego łączą bardzo niebezpieczne kontakty z KGB, a Universal jest dla KGB przykrywką - mówił w 2018 roku w TOK FM Piotr Pytlakowski , publicysta i reporter śledczy tygodnika 'Polityka'.

Przywieczerski to zresztą postać bardzo barwna - można powiedzieć - symbol polskiej wersji kapitalizmu. Zanim został dyrektorem Universalu, zarabiał m.in. handlując na boku kawą i herbatą, która krążyła po Afryce przemycana z Ugandy. Pierwsze lata III RP w Polsce to też dla Przywieczerskiego pasmo sukcesów. - Universal handlował wszystkim - telewizorami, sprzętem turystycznym i sportowym. Jednym z biznesów Przywieczerskiego była produkcja prezerwatyw. Próbował także sprzedawać woreczki z ziemią z Izraela i fiolki ze świętą wodą z Jordanu. Tak było! - przekonywał Pytlakowski.

Początek wyburzania Universalu
Początek wyburzania Universalu
ADAM STA PIEA'

Klątwa FOZZ

Jesienią 1990 roku FOZZ kończy swoją działalność, a już na początku 1991 roku afera z nim związana była na ustach opinii publicznej. W styczniu do FOZZ weszli kontrolerzy NIK - jednym z nich był Michał Falzmann. W swoim protokole NIK wskazywał liczne nadużycia, w tym unikanie dokumentacji transakcji zleconych Funduszowi, z których łączna kwota opiewa na 9,8 mln starych złotych. Zaraz po tym Michał Falzmann został odsunięty od sprawy FOZZ pod zarzutem przekazywania dokumentów osobom nieupoważnionym.

18 lipca, czyli dwa dni później po zawieszeniu Falzmanna, 38-letni kontroler NIK nagle umiera. Przyczyną był zawał serca. To nie koniec, a zaledwie początek tajemniczych zgonów ludzi powiązanych z aferą. Kilka miesięcy po Falzmannie w wypadku samochodowym pod Piotrkowem Trybunalskim zginął prezes NIK Walerian Pańko oraz Janusz Zaporowski, dyrektor Biura Informacyjnego Kancelarii Sejmu RP. Na miejsce wypadku przybywa dwóch policjantów. I oni po jakimś czasie nie żyją - topią się, łowiąc ryby.

Tzw. klątwa FOZZ pochłania kolejne ofiary - kierowcę Waleriana Pańki (który, w zależności od źródeł umiera na skutek samobójstwa lub zawału serca), jednego z oskarżonych w aferze, Jacka Sz. (który ginie w wypadku samochodowym) oraz współautora książki 'Via bank I FOZZ' Mirosława Dakowskiego, który był regularnie napadany; raz nawet za pomocą miotacza ognia. 'Każde słowo w tej sprawie jest na wagę życia' - komentował, cytowany przez 'Gazetę Wyborczą' Anatol Lawina, w czasie istnienia FOZZ kontroler NIK-u.

Rozliczenie

W 1993 roku - w następstwie raportu NIK - do sądu Wojewódzkiego VIII Wydziału Karnego w Warszawie został skierowany akt oskarżenia. Postępowanie przeciągało się i skończyło się dopiero kilkanaście lat później skazaniem sześciu osób. W 2007 roku głównym bohaterom afery FOZZ - Grzegorzowi Żemkowi oraz jego zastępczyni Janinie Chim Sąd Najwyższy wyznaczył karę kolejno 9 i 6 lat pozbawienia wolności. W czerwcu 2009 roku Sąd Apelacyjny w Warszawie utrzymał wyroki w mocy .

Sędzia Barbara Piwnik podczas procesu w sprawie afery FOZZ, 7 listopada 2000 r.
Sędzia Barbara Piwnik podczas procesu w sprawie afery FOZZ, 7 listopada 2000 r.
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

Dariusz Przywieczerski został zaocznie skazany na 3,5 roku więzienia . Zaocznie, bo w momencie ogłaszania wyroku były dyrektor Universalu przebywał na Białorusi. Stamtąd uciekał przed wymiarem sprawiedliwości do Wielkiej Brytanii i dalej do Stanów Zjednoczonych. Poszukiwany listem gończym Przywieczerski otrzymał amerykańskie obywatelstwo.

Tymczasem FOZZ nadal funkcjonowało, ale jako instytucja "w likwidacji". Do 2014 roku jej utrzymanie kosztowało ok. 1 mln złotych rocznie.

Proces ekstradycyjny Przywieczerskiego trwał niemal w nieskończoność. Stany Zjednoczone wzbraniały się przed zwróceniem mężczyzny polskiemu wymiarowi sprawiedliwości. Jak wiadomo, Amerykanie nie wydają swoich obywateli, natomiast w 2009 roku 'Wprost' nieoficjalnie podał inną przyczynę. Jak poinformował tygodnik, powołując się na słowa informatorów z Ministerstwa Sprawiedliwości, Przywieczerski miał współpracować z CIA , m.in. dla której ujawniał agentury rosyjskich służb w Europie.

Kogo finansował FOZZ?

Biznesmen został ekstradowany do Polski dopiero we wrześniu 2018 roku, co przyczyniło się do tego, że afera FOZZ z hukiem wróciła na nagłówki mediów. Przywieczerski stał się też narzędziem w rękach polityków przed wyborami parlamentarnymi, które miały odbyć się za nieco ponad rok.

W lutym 2019 Krzysztof Wyszkowski zarzucił Donaldowi Tuskowi, że ten za pieniądze 'ukradzione' z FOZZ finansował formowanie Kongresu Liberalno Demokratycznego. 'To jest lider całego postkomunistycznego układu, który w tej chwili usiłuje w Polsce odzyskać stracone pozycje' - grzmi Wyszkowski na antenie TVP Info, cytowany przez WP . Według innej tezy forsowanej przez prawą stronę, ze środków zdefraudowanych przez Fundusz powstała stacja TVN. Telewizja publiczna poświęciła zresztą temu wątkowi jeden z odcinków serialu dokumentalnego 'Resortowe dzieci', który miał swoją premierę w tym roku.

Jak przypomniała w 2018 roku 'Gazeta Wyborcza', jeszcze w trakcie procesu w sprawie FOZZ ujawniono, że Fundusz przekazywał pieniądze konkretnym członkom założonego przez Jarosława Kaczyńskiego Porozumieniu Centrum , w tym Adamowi Glapińskiemu - obecnie szefowi NBP . Tak zeznawali zarówno biznesmen pochodzenia kubańskiego Janusz Iwanowski Pineiro, jak i były oficer wywiadu wojskowego PRL Jerzy Klemba. Wiarygodność ich słów została częściowo potwierdzona przez Anatola Lawinę.

- Trudno cokolwiek udowodnić, kiedy nie bada się tego przy pomocy narzędzi prawnych. Natomiast narzędzia dziennikarskie wskazywały na to, że tak było. Rozmawiałem z ludźmi, którzy, według Janusza Pineiro, mieli dostawać pieniądze, pochodzące z FOZZ. Oni nie zaprzeczali, że były to datki za ich pośrednictwem przekazywane na partie, a nawet garnitury, które (Pineiro - red.) kupował ponieważ chciał, żeby jego przyjaciele dobrze wyglądali - opisywał Piotr Pytlakowski na antenie TOK FM.

Jakie były dalsze losy bohaterów afery FOZZ? Na ten temat wiadomo niewiele. Dyrektor Fundusz Grzegorz Żemek, decyzją Sądu Apelacyjnego w Warszawie, przedterminowo opuścił więzienie w 2012 roku. Przed czasem na wolność wyszła również Janina Chim, która skończyła odsiadywać wyrok w zakładzie karnym w Nisku w 2008 roku. Dariusz Przywieczerski opuścił więzienie w Czarnem w marcu 2020 roku. Jak informował portal Dziennik.pl - z powodu złego stanu zdrowia. Krótko po tym, jak zamieszkał w Warszawie, okazało się, że skazany stara się o paszport, prawdopodobnie po to, by opuścić kraj. Po zatrzymaniu przez stołeczną policję wrócił za kraty.