Tusk skończy z "podlizywaniem się" biskupom? "Kościół bardzo się boi"
Premier Donald Tusk zapowiedział, że jego rząd rozpoczyna prace nad zmianą systemu finansowania Funduszu Kościelnego. W budżecie na 2024 rok, który w głównej mierze przygotował jeszcze gabinet Mateusza Morawieckiego, zapisano rekordową wpłatę na Fundusz, czyli 260 mln zł. Tusk chce zastąpić tę 'dotację' dobrowolnym odpisem podatkowym, który przekazywaliby wierni. Rząd ma się też zająć zasadami finansowania świadczeń emerytalnych i rentowych dla osób duchownych. Przypomnijmy, likwidacja Funduszu była jednym ze 100 konkretów, które przed wyborami zapowiadała Koalicja Obywatelska.
- To bardzo dobry ruch na początek – oceniła w TOK FM Aleksandra Sobczak z 'Gazety Wyborczej'. - Zastąpienie Funduszu odpisem podatkowym, który dotyczyłby tylko wierzących, jest rozsądne. Bo w Polsce z roku na rok radykalnie ubywa wiernych. W tej chwili na msze regularnie chodzi 28 proc. Polaków. Widzimy też, że na lekcjach religii ubywa dzieci. Gdzieniegdzie nie ma już sensu organizować tych lekcji, bo nikt się na nie nie zapisuje. Więc trzeba dopasować sytuację finansową do realiów społecznych – podkreśliła w rozmowie z Maciejem Głogowskim.
Oglądają '19.30' TVP i łapią się za głowy. 'Za głupia jestem'
Zastrzegła jednak, że sam Fundusz Kościelny to 'niewielka część tego połączenia finansowego państwa z Kościołem'. - Sam Fundusz to stosunkowo małe pieniądze, a np. wspomniana religia w szkołach kosztuje ok. 2 mld zł rocznie. Ścięcie jej do jednej godziny w tygodniu (propozycja nowej ministry edukacji Barbary Nowackiej – przyp. red.) to bardzo dobry ruch. Są jeszcze kwestie podatkowe. W związku z tym, że duża część przychodów Kościoła to jest tzw. co łaska, nie ma żadnej przejrzystości finansów tej instytucji. Nie postuluję zrównania Kościoła z innymi podmiotami podatkowymi, ale przejrzystość jego finansów. Bo to rodzaj szarej strefy w Polsce, która jest wyłączona spod kontroli państwa – mówiła gościni TOK FM.
Kościół "największym latyfundystą" w Polsce
Z kolei Joanna Solska z tygodnika 'Polityka' zwróciła uwagę, że Kościół 'bardzo się boi' zastąpienia Funduszu Kościelnego dobrowolnym odpisem podatkowym. - Bo wtedy się okaże, ile osób jest gotowych płacić na tę instytucję – stwierdziła.
Przypomniała też, dlaczego przed laty powstał Fundusz Kościelny. - To miała być rekompensata za utracone (w PRL) mienie. Ale chciałam zauważyć, że mamy za sobą niechlubny czas działania tzw. komisji majątkowej, która oddała Kościołowi nawet, czego nie stracił. Nie było instancji odwoławczej, więc tam dochodziło do karygodnych nadużyć – dodała i nazwała Kościół 'największym latyfundystą' w Polsce.
Jej zdaniem przez wiele lat państwo polskie, zarówno na szczeblu centralnym, jak i samorządowym, 'podlizywało się Kościołowi'. - Mamy mnóstwo udokumentowanych przypadków, w których samorządy sprzedawały tej instytucji bardzo atrakcyjne ziemie za 3-5 proc. jej rzeczywistej wartości. To są miliardy złotych! Więc jestem za tym, by uporządkować sprawy związane z Funduszem Kościelnym, ale to jest tylko kawałeczek całości – podsumowała rozmówczyni Macieja Głogowskiego.
Co dalej z Funduszem Kościelnym? 'Dla Kościoła te 250 milionów to na waciki'