,
Obserwuj
Polityka

"Jest pan świnią". Kamińskiemu nie raz puściły nerwy podczas przesłuchania

NR
4 min. czytania
23.04.2024 15:17
Były szef MSWiA Mariusz Kamiński zeznawał we wtorek przed komisją śledczą ds. wyborów kopertowych. Podczas wielogodzinnego przesłuchania emocje sięgały zenitu. Polityk PiS wielokrotnie tarł się z członkami komisji. Już na początku nazwał przewodniczącego komisji "świnią", po czym opuścił salę.
|
|
fot. Robert Kowalewski / Agencja Wyborcza.pl

Były szef MSWiA Mariusz Kamiński we wtorek przed godziną 14 stawił się na posiedzenie sejmowej komisji śledczej ds. tzw. wyborów korespondencyjnych. Polityk PiS miał zeznawać jako drugi świadek tego dnia. Pierwszym był były prezes zarządu Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych (PWPW) Maciej Biernat. Niestety przesłuchanie przerwano. Oburzony Mariusz Kamiński opuścił bez zgody komisji salę, obrażając przewodniczącego Dariusza Jońskiego. Po paru minutach wrócił i zaczął ponownie zeznawać.

Spór pomiędzy Mariuszem Kamińskim a Dariuszem Jońskim powstał już przy pytaniu o personalia świadka. Były szef MSWiA na pytanie o jego obecne zajęcie, stwierdził tak jak dzień wcześniej, że jest posłem na Sejm RP. Przewodniczący szybko zareagował i poinformował, że wydaje mu się, że Kamiński posłem nie jest.

Mariusz Kamiński z PiS przed sejmową komisją śledczą. Co zeznał?

Mariusz Kamiński twierdzi, że jest posłem

- Informuję pana, że niej jest pan posłem, bo został pan prawomocnie skazany. Wprowadza pan opinię publiczną w błąd. Mówi pan, kim być może chciałby pan być, ale pan niej jest - doprecyzował Joński.

Ta uwaga nie spodobała się obecnym na sali przedstawicielom Prawa i Sprawiedliwości. Jednym z wyraźnie oburzonych był Przemysław Czarnek.

- Pana uwagi są niestosowne, świadczące o negatywnym nastawieniu - skomentował Kamiński.

Przesłuchanie Mariusza Kamińskiego. Padły obraźliwe słowa

Gdy w końcu przewodniczący Joński przeszedł do zadawania pytań, rozpoczęła się kolejna wymiana uwag.

- Dlaczego podczas spotkania w willi premiera Morawieckiego przy ul. Parkowej pan wpadł w furię do tego stopnia, że sam Jarosław Kaczyński musiał pana uspokoić. Czy był pan pod wpływem środków bądź substancji odurzających. Krótko mówiąc, czy był pan trzeźwy? - dociekał Joński.

Usłyszawszy te słowa, Kamiński nazwał go 'świnią' i opuścił salę. Akt ten Joński skomentował upomnieniem, że świadek bez zgody nie może przerwać zeznań.

- Zachowuje się pan jak ostatni cham - upomniał Jońskiego Buda, a następnie domagał się przeprosin dla świadka.

Po chwili Kamiński wrócił. I ogłosił, że będzie kontynuował zeznawanie, o ile "będzie przestrzegany zgodny z prawem standard przesłuchania świadka, będę uczestniczył w przesłuchaniu".

Po kolejnym pytaniu Dariusza Jońskiego, które brzmiało: "Czy groził lub zastraszał pan polityków Porozumienia, aby wpłynąć na zmianę ich stanowiska w sprawie przeprowadzenia wyborów kopertowych", były szef MSWiA złożył wniosek formalny o wniosek formalny o wykluczenie przewodniczącego Jońskiego z uwagi na skandaliczne zachowanie i znieważające świadka. Wniosek w głosowaniu odrzucono.

Mariusz Kamiński przed komisją śledczą. Co powiedział

Podczas zeznań przed sejmową komisją, Kamiński powiedział, że spotkanie w wilii przy ul. Parkowej było spotkaniem informacyjnym, w którym uczestniczyli przedstawicieli PiS oraz Porozumienia Jarosława Gowina. - Nie było tam żadnej nerwowości, żadnej awantury - wskazał świadek.

Powiedział, że ze strony partii Gowina w spotkaniu uczestniczyła m.in.: Jadwiga Emilewicz, Michał Wypij i Marcin Ociepa, natomiast ze strony PiS premier Mateusz Morawiecki, prezes Jarosław Kaczyński, minister Jacek Sasin. Jak powiedział Kamiński obecny był również szef Poczty Polskiej Tomasz Zdzikot. Mówił, że podczas spotkania przedstawił, jak wyglądają przygotowania PWPW do przeprowadzenia wyborów kopertowych, natomiast Sasin mówił, "jak to będzie wyglądało ze strony Poczty".

Kamiński zapewnił, że nie pamięta "żadnych wypowiedzi ani pana Wypija, ani pana Ociepy". - Jestem przekonany, że kłamstwo, które zostało przekazane Komisji w odniesieniu do jakoby mojego niestandardowego zachowania zostanie stwierdzone podczas zeznań innych uczestników tego spotkania - wskazał. Dopytywany przez Bartosza Romowicza (Polska 2050-TD), jaki był przekaz tego spotkania, powiedział, że ze strony Morawieckiego przekaz był taki, że wybory uda się przeprowadzić, mimo późnego terminu. Zapewnił też, że nie słyszał, "żeby mówiono, że ktoś straci stanowisko jak nie przeprowadzi wyborów".

Pytany, czy materiały wyborcze były należycie zabezpieczone, powiedział, że jeśli chodzi o PWPW to były, natomiast jeśli chodzi o Pocztę Polską to - jak zeznał - "nie badałem, nie mam wiedzy". Wskazał też, że zabezpieczenia były takie, że "po przeszkoleniu członkowie komisji wyborczych nie mieliby wątpliwości, które karty są prawdziwe, a które nie".

Pytany, na jakiej podstawie PWPW podpisała umowę o druku i zabezpieczeniu materiałów wyborczych, powiedział, że była m.in. decyzja premiera i "moja promesa", że koszty zostaną pokryte, po uzyskaniu wiedzy na temat ich wysokości.

- PWPW było w pełni zabezpieczone przed tym, że środki do nich nie trafią - zapewnił. Dodał, że nie było potrzeby podpisania umowy między MSWiA a Wytwórnią przed realizacją zadania, ale "byłaby ona podpisana w odpowiednim momencie".

Wybory korespondencyjne. Kiedy miały się odbyć

Wybory prezydenckie, zgodnie z zarządzeniem marszałek Sejmu z lutego 2020 r., miały odbyć się 10 maja 2020 r. w formule głosowania korespondencyjnego z powodu epidemii COVID-19.

Jednak 7 maja Państwowa Komisja Wyborcza poinformowała, że ponieważ obowiązująca regulacja prawna pozbawiła PKW instrumentów koniecznych do wykonywania jej obowiązków, głosowanie 10 maja 2020 r. nie może się odbyć. Ostatecznie wybory odbyły się 28 czerwca (I tura), a głosowano w lokalach wyborczych.