Przesłuchanie Morawieckiego i pytanie, na które uparcie nie chciał odpowiedzieć. "To się nie może sprzedać"
Były premier Mateusz Morawiecki był dziś przesłuchiwany przez sejmową komisję śledczą ds. organizacji tzw. wyborów kopertowych. Karolina Lewicka w "Wywiadzie Politycznym" przypomniała, że jeszcze przed stawieniem się przed komisją i złożeniem przyrzeczenia, były szef rządu zwołał konferencję prasową. - Postanowił wykorzystać figury retoryczne zastosowane przez Emile'a Zolę w 1898 roku w artykule broniącym skazanego na dożywotni pobyt na Wyspie Diabelskiej Alfreda Dreyfusa - wskazała dziennikarka. Chodzi o wielokrotne użycie słowa "Oskarżam!". Morawiecki w swoim wystąpieniu oskarżył opozycję z roku 2020 m.in. o ukrywanie prawdy na temat wyborów i robienie szopki.
Przesłuchanie Morawieckiego. "Łapię się za głowę"
A potem rozpoczęło się przesłuchanie, które w TOK FM komentowała dziennikarka "Newsweeka" Dominika Długosz. - Ja co chwilę łapię się za głowę. Chwyty retoryczne stosowane przez Mateusza Morawieckiego są nieznośne, on do wszystkich mówi o PO, to jest jakaś obsesja - stwierdziła, podając jako przykład stwierdzenia byłego premiera, jakoby Platforma Obywatelska szantażem zmusiła innych do głosowania za odrzuceniem pomysłu wyborów.
Przypomniała, że zarówno ona, jak i inni komentatorzy polityczni już od 10 marca 2020 roku, czyli kilka dni po wykryciu w Polsce pierwszego przypadku zakażenia koronawirusem, pisali o konieczności przełożenia wyborów prezydenckich. Przypominała, że już wtedy wskazywano, iż "nasz kodeks wyborczy nie udźwignie wyborów w czasie pandemii, a potem, że rząd będzie musiał wprowadzić stan wyjątkowy".
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
- Dziś Morawiecki robił wszystko, by nie odpowiedzieć na pytanie posła Konfederacji Witolda Tumanowicza o stan wyjątkowy - o to, dlaczego go nie wprowadził. Dlaczego nie zdecydował się na rozwiązanie zgodne z konstytucją - podkreśliła dziennikarka, przypominając, że polska konstytucja daje możliwość wprowadzenia stanu wyjątkowego, czyli stanu epidemii i odsunięcia wyborów o trzy miesiące.
- Od początku marca było wiadomo, że będzie problem z wyborami, potem oni zaczęli na cito nowelizować kodeks wyborczy. Robili to po nocy, po ciemku, łamiąc regulamin Sejmu i ustawy, bo w ten sposób nie wolno przeprowadzać zmian kodeksowych. Potem napisali straszne prawo, które było nie do zrealizowania, a potem się dziwili, że te wybory się nie odbyły. A teraz oskarżają wszystkich innych, że im tych wyborów nie pozwolili przeprowadzić - podsumowała.
'To jest cyrk za pieniądze podatników'. Poseł ostro o sejmowej komisji śledczej
Wybory kopertowe. "Żeby wygrał Duda"
Długosz przypomniała również, że w 2020 roku ówczesny "premier i jego środowisko polityczne się na to (wprowadzenie stanu wyjątkowego) nie zdecydowało, bo Jarosław Kaczyński chciał mieć wybory 10 maja". - Bo jego przyboczni przekonali go, że 10 maja Andrzej Duda wygra na 100 proc. - stwierdziła gościni TOK FM. W tym okresie rzeczywiście sondaże dla ówczesnej kandydatki PO, Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, były bardzo niekorzystne. - Było tak z jednego powodu, o którym panowie nie wspominają. Małgorzata Kidawa-Błońska popełniła strategiczny błąd - przekonała wyborców, żeby zbojkotowali wybory, nawet użyła takiego słowa w swojej odezwie. Efekt był taki, że 94 proc. wyborców PO powiedziało, że nie pójdzie do wyborów. To skąd ona miała mieć poparcie? - stwierdziła dziennikarka "Newsweeka".
Dominika Długosz zwróciła również uwagę na te wypowiedzi Mateusza Morawieckiego, w których stwierdzał, że on się właściwie nie interesował organizacją tzw. wyborów kopertowych. Wskazywał, że jego uwaga skupiała się na pandemii i pomocy dla przedsiębiorców. - To jest jakaś jego legenda, którą buduje sobie w oderwaniu od faktów. Jeśli on się nie interesował przygotowaniem wyborów prezydenckich, a jednocześnie jego ministrowie mieli wydać polecenia Poczcie Polskiej czy PWPW, na jego polecenie mieli się tym zająć, to o czym my tu gadamy? Wydał polecenia i nie dopilnował, co się z tym dzieje? - pytała retorycznie gościni Karoliny Lewickiej.
Bielan przed komisją ds. wyborów kopertowych. Spięć z Jońskim nie brakuje
Premier Morawiecki sobie nie przypomina
Prowadząca audycję pytała również o luki w pamięci byłego premiera. Chodzi m.in. o poświęcone tematowi organizacji wyborów prezydenckich w 2020 roku spotkania z Arturem Soboniem, byłym wiceministrem aktywów państwowych, czy z ówczesną opozycją. - Morawiecki nie pamiętał, a przecież ma kalendarz. Przecież wie, o co będzie pytany, może sprawdzić przed przesłuchaniem, czy było spotkanie z opozycją, czy nie. To ja pamiętam, że było takie spotkanie i nie przyszła na nie PO, a on nie pamięta. Jak nie pamięta, że rozmawiał z Soboniem, skoro Soboń napisał maila do Dworczyka w tej sprawie? Co to w ogóle jest? - dziwiła się Dominika Długosz.
Jej zdaniem Mateusz Morawiecki "przyszedł zakpić z nas wszystkich". - (Były premier) w niektórych punktach jest przygotowany, bo wyciąga grafiki przedstawiające poparcie dla kandydatów, liczby zachorowań, ale generalnie jest chaotyczny, mówi rzeczy niespójne, jest nerwowy i powtarza cały czas te same żarty, to się nie może dobrze sprzedać - podsumowała Długosz.
Przesłuchanie Mateusza Morawieckiego będzie kontynuowane w środę o godz. 13 - poinformował przewodniczący komisji Dariusz Joński.