,
Obserwuj
Polityka

Jest decyzja Bodnara. "To jakby grać znaczonymi kartami z szulerem"

Kamil Śmiałkowski
2 min. czytania
16.07.2024 20:37
Przy postępującej wymianie prezesów sądów popełniono błąd w samym założeniu. - To trochę taka sytuacja jakby usiąść do gry znaczonymi kartami z szulerem, który wie, na czym polegają te oznaczenia na kartach i dziwić się, że się przegrywa - tłumaczył w TOK FM sędzia Bartłomiej Przymusiński, rzecznik prasowy Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia.
|
|
fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

Kolegium sądu okręgowego w Warszawie w poniedziałek wydało zgodę na zmiany i w związku z tym minister sprawiedliwości Adam Bodnar może już odwołać kierownictwo sześciu stołecznych sądów, w tym prezesa i czterech wiceprezesów sądu okręgowego. Wszyscy, którzy mogą być odwołani, są nominatami Zbigniewa Ziobry. Podobne zmiany nastąpiły dotąd w 38 sądach w Polsce. 39 prezesów i wiceprezesów zrezygnowało samodzielnie.

Gra znaczonymi kartami z szulerem

Tego tempa zmian nie uznał za oszałamiające w audycji "Wywiad polityczny" sędzia, członek zarządu i rzecznik prasowy Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia, Bartłomiej Przymusiński. Gość TOK FM przypomniał przy tym, że mija siedem miesięcy pełnienie urzędu przez ministra sprawiedliwości. 

- Wciąż na czele 4 sądów apelacyjnych i 6-7 sądów okręgowych stoją neosędziowie - stwierdził. - Liczyłem na to, że po siedmiu miesiącach będziemy rozmawiali już o znacznie poważniejszych problemach, a nie o tym, że wciąż prezesami w niektórych sądach są tacy właśnie neosędziowie - powiedział z rozczarowaniem rozmówca Karoliny Lewickiej.

Przymusiński przyznał, że miał nadzieję, że po takim czasie będzie już uchwalona ustawa dotycząca uregulowania statusu neosędziów.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Na pytanie prowadzącej, co może zrobić minister, skoro nie dostaje od kolegiów w różnych miejscowościach (wymieniła przykładowo Suchą Beskidzką, Kętrzyn, Chrzanów, Olkusz i Wadowice) zgody na dymisję prezesów sądów rejonowych, gość TOK FM użył barwnego porównania.

- To trochę taka sytuacja jakby usiąść do gry znaczonymi kartami z szulerem, który wie, na czym polegają te oznaczenia na kartach i dziwić się, że się przegrywa - tłumaczył. Jego zdaniem tak właśnie wygląda ta sytuacja. 

Skoro, jak tłumaczył, przyjęto ścieżkę, że głos tzw. neo-KRS może mieć znaczenie blokujące to tak się właśnie dzieje. Powstają bowiem negatywne opinie kolegium, w skład którego wchodzą prezesi, którzy zostali powołani przez Zbigniewa Ziobrę w ramach specjalnych procedur.

- Nie ma się co dziwić, że oni tego typu proces czasem blokują - tłumaczył. Zdaniem Przymusińskiego błąd tkwi w samym założeniu, że ewentualny głos neo-KRS w tej procedurze może mieć jakieś znaczenie, tak jakbyśmy mieli do czynienia z organem konstytucyjnym.

- A to nie jest organ konstytucyjny. Mamy w tej chwili do czynienia z wydmuszką, a nie prawdziwym organem - spuentował rzecznik prasowy Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia.