,
Obserwuj
Polityka

Będzie ochrona dla prokurator Wrzosek? Minister Siemoniak: Nie jestem od naciskania

Dorota Kalinowska-Bartosewicz, Krzysztof Markowski
4 min. czytania
17.03.2025 19:45
Reuters nie potwierdził informacji z pilnych depesz o wątku podpalenia polskiej hali targowej przez GRU. - Mamy informację wskazujące na to, że rosyjskie służby specjalne również stoją za podpaleniem Marywilskiej. To nie są jeszcze podstawy do stawiania zarzutów - skomentował w TOK FM minister Tomasz Siemoniak. Odnióśł się także do informacji o śmierci Barbary Skrzypek.
|
|
fot. Marysia Zawada/REPORTER/East News
  • Reuters nie potwierdził informacji z pilnych depesz o wątku podpalenia polskiej hali targowej przez GRU;
  • Jak zapewnił w TOK FM Tomasz Siemoniak, polskie służby mają własne ustalenia w tej sprawie. 'Mamy informację wskazujące na to, że rosyjskie służby specjalne również stoją za podpaleniem Marywilskiej. To nie są jeszcze podstawy do stawiania zarzutów. Proces, dowody to sprawa prokuratury' - mówił;
  • Minister spraw wewnętrznych i administracji odniósł się także do śmierci Barbary Skrzypek i ostatnich wypowiedzi polityków, którzy sugerują, że odpowiedzialni za to są prokuratorzy. 'To przykład politycznego wykorzystania śmierci bez żadnego umiaru' - ocenił. 

 

Litewska prokuratura poinformowała w poniedziałek, że za ubiegłoroczne podpalenie sklepu sieci IKEA w Wilnie odpowiada rosyjski wywiad wojskowy. Według litewskich śledczych, "grupa odpowiadająca za podpalenie (sklepu sieci) IKEA w Wilnie stoi również za podpaleniem centrów handlowych w Polsce".

"Litewska prokuratura oświadczyła, że za podpaleniami w Wilnie i w Warszawie (Marywilska) stoją rosyjskie służby specjalne. Zgodnie z naszymi podejrzeniami. Podobnie jak przy próbie podpalenia fabryki farb we Wrocławiu, Rosjanie wynajęli obywateli Ukrainy. Wyjątkowa perfidia" - napisał premier Tusk na platformie X, odnosząc się do tych informacji.

Niedługo potem premier opublikował kolejny wpis, tym razem anglojęzyczny, w którym zwrócił się do sojuszników. "Śledztwo litewskiej prokuratury potwierdziło nasze podejrzenia, że za podpalenia centrów handlowych w Wilnie i Warszawie odpowiedzialne są rosyjskie służby. Dobrze to wiedzieć przed negocjacjami. Taka jest natura tego państwa" - napisał szef rządu.

Agencja Reutera w kolejnych depeszach wycofała się jednak z informacji, z której wynikało, że dotychczasowe ustalenia litewskich służb zawierają wątek podpalenia hali targowej w Polsce.

Jak mówił w TOK FM Tomasz Siemoniak, polskie służby mają własne ustalenia w tej sprawie. - Mamy informację wskazujące na to, że rosyjskie służby specjalne również stoją za podpaleniem Marywilskiej. To nie są jeszcze podstawy do stawiania zarzutów. Proces, dowody to sprawa prokuratury - podkreślił minister spraw wewnętrznych i administracji oraz koordynator Służb Specjalnych. 

Jak zapewnił, sprawcy i zleceniodawcy tych podpaleń są znani polskim służbom, część z nich jest aresztowana, a część ścigana w innych krajach. Dopytywany, o ilu osobach mowa, odpowiedział krótko. - Nie będę mówił o szczegółach, nie będę mówił, w jakich krajach te osoby przebywają. To powinno pozostać tajemnicą. Natomiast dokładnie wiemy, kto to robił - dopowiedział w rozmowie z Karoliną Lewicką. 

Zastrzegł przy tym, że premier zna też i inne podobne przypadki. Jako przykład wskazał próby podpalenia składu we Wrocławiu; także rok temu. Jak dodał, "ta osoba została już wskazana jesienią".

- Rosyjskie służby wyszukują obywateli Ukrainy i zlecają im akty dywersji. Płacą różne kwoty, często nie informując nawet o kontekście działania - tak tłumaczył z kolei sam mechanizm. 

- A to nie tak, że kiedy Reuters się wycofuje z depeszy, to teraz trwa narracja: coś tam wiemy z własnych źródeł? - chciała też wiedzieć prowadząca. 

- Nie, to nie jest taka sytuacja. To sprawa, którą zajmujemy się od miesięcy i w której pozyskanie informacji było ciężką pracą tak służb specjalnych, jak i policji - odpowiedział Tomasz Siemoniak.

 

Ochrona dla prokurator Wrzosek? "Nie jestem od naciskania"

Gość TOK FM skomentował także wypowiedzi polityków o

 śmierci Barbary Skrzypek, jednej z najbliższych współpracowniczek Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS zasugerował, że za jej śmierć odpowiedzialni są prokuratorzy, którzy w środę, 12 marca, przesłuchiwali ją - w charakterze świadka - w śledztwie ws. spółki Srebrna. Przesłuchanie prowadziła prok. Ewa Wrzosek. 

- Pytałem, czy prokurator Wrzosek powinna otrzymać ochronę, pana prokuratora generalnego jeszcze wczoraj. Przekazał mi informację, że ani prokuratura, ani sama pani prokurator Wrzosek nie widzą na tym etapie takiej potrzeby  - skomentował. Zadeklarował, w gdyby "pojawiła się taka potrzeba, to będzie odpowiednio działać".

Dopytywany, czy nie naciskał na przyjęcie przez prokurator Wrzosek ochrony, odpowiedział: "nie jestem od naciskania w takich sprawach". - W tym wypadku mówimy o prokuraturze, instytucji hierarchicznej, gdzie są przełożeni. Jeżeli sam prokurator generalny mówi mi, że nie dostrzegają takiej potrzeby, to ja to przyjmuje - dodał. 

Siemoniak odmówił komentowania decyzji prokuratury w sprawie tego, kto powinien prowadzić śledztwo dotyczące "dwóch wież". - To decyzje prokuratury - zastrzegł. 

Barbara Skrzypek nie żyje. Kim była? Geniusz, pomost, filar PiS-u, strażniczka 'ucha prezesa' Kaczyńskiego



Śmierć Barbary Skrzypek. "Polityczne wykorzystanie bez żadnego umiaru"


W poniedziałek przed prokuraturą Jarosław Kaczyński przekonywał z kolei, że "mamy w Polsce demokrację walczącą i mamy pierwszą ofiarę śmiertelną demokracji walczącej". 



- To słowa haniebne, skandaliczne, bez szacunku dla śmierci i wobec państwa. Jeżeli są jakiekolwiek wątpliwości, to jest też określona ścieżka działania i każdy z obywateli, który ma wątpliwości co do śmierci swojego bliskiego, współpracownika czy kogoś z rodziny, ma prawo domagać się odpowiednich czynności  - skomentował Tomasz Siemoniak. 



Jego zdaniem te i podobne wypowiedzi to też przykład politycznego wykorzystania śmierci "bez żadnego umiaru". - To się zaczęło dziać od razu w sobotę. Z faktu, że pani Barbara Skrzypek zeznawała w prokuraturze w środę wyciągano wnioski co do których żadnych podstaw i dowodów nie było - skwitował w TOK FM.