"Błąd systemowy" w PGZ. Kolejny prezes niczego nie zmieni? "Kukułcze jajo"
- Rozpisano konkurs na stanowisko prezesa PGZ, wcześniej jej dotychczasowy prezes Krzysztof Trofiniak podał się do dymisji;
- W ocenie Macieja Miłosza, za dymisją w PGZ stoi kilka czynników. Główną, wskazał, jest fakt, że PGZ nie potrafiła się dogadać z Koreańczykami w kwestii czołgów K2;
- "Wisienką na porcie na torcie wydaje się to, że w ostatnim czasie doszło do bardzo nerwowych i niespodziewanych ruchów. I tak np. jednego dnia PGZ zrywa olbrzymi kontrakt wart 1 mld zł, a następnego dnia to odkręca" - dodał w TOK FM dziennikarz "Rzeczpospolitej" i autor podcastu "Przedwojnie" na tokfm.pl;
- Gość TOK FM ocenił też, że błąd dotyczący PGZ jest jednak systemowy.
Rada Nadzorcza Polskiej Grupy Zbrojeniowej zadecydowała w piątek o ogłoszeniu konkursu na stanowisko prezesa zarządu PGZ. Do czasu rozstrzygnięcia pełnienie obowiązków prezesa powierzono zasiadającemu w zarządzie Arkadiuszowi Bąkowi.
W środę dotychczasowy prezes PGZ Krzysztof Trofiniak złożył rezygnację.
Według Macieja Miłosza, który był gościem TOK FM, nie ma jednej prostej przyczyny, dla której Krzysztof Trofiniak złożył dymisję. - Na pewno jedna z tych, która jest istotna, to fakt, że zdolności produkcyjne różnego rodzaju pojazdów; nie tylko Borsuków, ale też np. armatohaubic Krab; są rozwijane zbyt wolno. O tym wiedzą wszyscy w MON. O tym wydaje się też wiedzieć sama zbrojeniówka, a mimo to nie udaje się tego zmienić - mówił dziennikarz "Rzeczpospolitej" i autor podcastu "Przedwojnie" na tokfm.pl.
Jak dodał, główną przyczyną dymisji był jednak fakt, że PGZ nie potrafiła się dogadać z Koreańczykami w kwestii czołgów K2. Przypomniał w tym kontekście, że druga umowa - w ramach której udział w produkcji czołgu K2 miał mieć Polski przemysł - miała być podpisana we wrześniu ubiegłego roku. Jednak, podkreślił, "przez ostatnie pół roku nie zmieniło się nic", a "rozbieżności między Hyundaiem a PGZ nadal są duże".
Inne przyczyny? Amunicja artyleryjska 155 mm, wskazał. Jak dopowiedział od razu, "dalej jesteśmy na etapie mówienia, jaki mamy plan, z kim się dogadaliśmy albo nie i przekonywania, że teraz to już będziemy stawiać kolejny zakład, kupować kolejne linie produkcyjne". To, jak ocenił, dobrze pokazuje, że szybkość działania w obliczu wojny pozostawia wiele do życzenia.
- Wisienką na torcie wydaje się to, że w ostatnim czasie doszło do bardzo nerwowych i niespodziewanych ruchów. I tak np. jednego dnia PGZ zrywa olbrzymi kontrakt wart 1 mld zł, a następnego dnia to odkręca - zastrzegł też w rozmowie z Piotrem Jaśkowiakiem.
"Kukułcze jajo, którego nikt nie chce"
Krzysztof Trofiniak kierował PGZ nieco ponad rok; podobnie zresztą jak większość prezesów Polskiej Grupy Zbrojeniowej.
- Co jest takiego w tym fotelu, że nikt nie potrafi usiąść na nim dłużej? - chciał wiedzieć prowadzący.
- Wydaje się, że błąd jest systemowy - odpowiedział Maciej Miłosz. Tym bardziej, jak tłumaczył, że od końcówki 2013 r., kiedy PGZ została utworzona na bazie różnych spółek zbrojeniowych, był to jej 10. prezes.
- To więc nie kwestia tego, czy prezes jest zły, czy dobry, ma świetne kwalifikacje, czy beznadziejne. Problem tkwi gdzie indziej. Może po prostu ten twór w takiej postaci, czyli mamy jedną "czapę PGZ" i pod nią blisko 70 różnych spółek, nad którymi PGZ ma de facto ograniczoną władzę po prostu to nie ma szansy działać i trzeba coś zmienić - dodał.
Tymczasem jeden z pomysłów, wyliczył, mógłby zakładać, że "równie dobrze, a być może nawet lepiej" spółki działałby bez PGZ. Inne koncepcje? Jeszcze za pierwszych rządów PO-PSL była taka, żeby "pożenić PGZ z którymś z wielkich europejskich koncernów zbrojeniowych; wtedy na tapecie był Airbas". Kiedy z kolei rozpoczęły się rządy Prawa i Sprawiedliwości to jedną z pierwszych decyzji Antoniego Macierewicza jako ministra obrony było to, że PGZ trafiła pod nadzór ministerstwa obrony. - Wtedy to było ręczne zarządzanie, ale też przynosiło efekty, bo był silny nadzór polityczny. A teraz od ponad roku jesteśmy w sytuacji, że premier Donald Tusk czy wicepremier i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz zapewniają, jak to nam bardzo zależy na obronności, bezpieczeństwie i że musimy wzmacniać przemysł zbrojeniowy. A tak naprawdę politycznie to jest kukułcze jajo, którego nikt nie chce - podkreślił Maciej Miłosz.
Teraz PGZ podlega pod ministerstwo aktywów państwowych. Przy czym, jak przypomniał, najpierw zajmował się tym wiceminister Kulasek, który "akurat tak już mniej więcej zrozumiał, o co chodzi w zbrojeniówce, to przeszedł do ministerstwa nauki". Teraz zajmuje się tym minister Gołota, który "być może jest przemiłym człowiekiem, ale jak sam przyznaje o zbrojeniówce do tej pory nie miał pojęcia".
- Jeśli my takich "fachowców" wrzucamy na ten odcinek, to trudno się spodziewać świetnych efektów. Potrzebny jest silny nadzór polityczny i polityk, który faktycznie weźmie to sobie na sztandar. Będzie za tym chodził. A na razie rząd nikogo takiego nie wydelegował do tego zadania - podsumował w TOK FM.
Tak wygląda prawda o bezpieczeństwie Polski. 'Jeden ze skandali III RP'