"Koalicja walczy o życie". Wotum zaufania dla rządu Tuska to nie wszystko. "Trzymajmy się foteli"
- Koalicja rządowa po przegranych wyborach dużo uwagi poświęca samej sobie. Liderzy spotykają się, ustalono, że powołany zostanie rzecznik rządu;
- Marek Chądzyński w TK FM ocenił w TOK FM, że choć 'nie jest to zła informacja', to jednak 'nie rozwiązuje problemu';
- Zdaniem Joanny Solskiej koalicja mierzy się teraz z wieloma problemami. Jednym z nich jest np. fakt, że 'każdy się ściga z kolegą z koalicji, o to, kto rozda więcej pieniędzy, których nie ma';
- 'Jeżeli ta dynamika się nie zmieni, to mało, że koalicję czekają przegrane wybory w 2027 roku, to nabiera też prawdopodobieństwa fakt, że wybory mogą być przyspieszone. Teraz koalicja walczy o życie, podobnie jak rząd' - mówiła dziennikarka 'Polityki'.
Przed zaplanowanym na 11 czerwca głosowaniem ws. wotum zaufania dla rządu koalicjanci rozmawiają, co trzeba poprawić, zmienić, żeby poprawić notowania. Po czwartkowym spotkaniu liderów partii koalicyjnych Szymon Hołownia poinformował, że ma zostać powołany rzecznik rządu. - Ma być zupełnie nowe centrum kreujące politykę informacyjną rządu - oświadczył.
- Zaczynamy od końca: rzecznika jeszcze nie ma i nadal nie wiadomo, kto nim będzie. Ale mnie szalenie niepokoi coś innego: mimo przegranych wyborów nie widzę, żeby partiom koalicyjnym zależało na sukcesie rządu. One cały czas uważają, że w tym rządzie są nie po to, żeby ten odniósł sukces, a wręcz odwrotnie. Uważają, że są tam tylko po to, żeby poprawić pozycję własnej partii - skomentowała w TOK FM Joanna Solska z tygodnika 'Polityka'.Także w ocenie Marka Chądzyńskiego z 'Puls Biznesu' mniejsze partie koalicyjne zaczynają grać przede wszystkim na siebie. Do tego stopnia, jak mówił, że w tej chwili zaczyna się 'festiwal składania obietnic i pomysłów', a świadczyć może o tym także np. piątkowy pomysł marszałka Hołowni o wprowadzeniu podatku od nadzwyczajnych zysków banków. - Brakuje spójnej wizji, choć to od niej należałoby zacząć - podkreślił. Inna rzecz, jak dodał, że sam pomysł powołania rzecznika prasowego 'nie jest złą informacją'. - Problem rzeczywiście był. Przypomnijmy sobie, jak wyglądało komunikowanie się rządu z otoczeniem przez ostatnie półtora roku. To właściwie była rozmowa i komunikat kierowany do własnej bańki informacyjnej bez żadnej większej próby wychodzenia na zewnątrz - podkreślił w rozmowie z Tomaszem Settą.
I dodał od razu, że nie rozwiąże to najpoważniejszych problemów. Tym bardziej, że czeka nas teraz wiele tygodni "turbulencji i wstrząsów politycznych" nie tylko w kontaktach koalicji z opozycją, ale też wewnątrz samej koalicji. Dlatego gość TOK FM obawia się zgłaszania postulatów i listy życzeń ze strony koalicjantów, z czego potem rząd będzie rozliczany przez nowego prezydenta. - Przecież po 6 sierpnia Karol Nawrocki nie będzie stał z boku, tylko będzie ten rząd rozgrywał. Skieruje swoje projekty ustaw, do których rząd będzie musiał ciągle ustosunkowywać. A jeżeli koalicja już na tym etapie zaczyna tak mocno trzeszczeć, to co będzie później? - pytał retorycznie.
"Każdy się ściga z kolegą z koalicji"
Jak zauważyła Joanna Solska, choć jeszcze nie wiadomo, co 11 czerwca premier powie w sejmie, już słychać, co mówią poszczególni koalicjanci. Dziennikarka przyznała, że "ze zdumieniem" patrzy na to, co się dzieje na przykład w kwestii płacy minimalnej.
- Tutaj przed szereg wyskoczyło ministerstwo rodziny, które bardzo chce, żeby Lewica rozdała trochę pieniędzy osobom najmniej zarabiającym. Przy czym proponowana podwyżka jest prawie dwa razy wyższa od inflacji. A w tym samym projekcie rządu mówi się, że cała sfera budżetowa, czyli osoby bardziej wykształcone i bardziej kompetentne, mają dostać zaledwie 3,8 proc. podwyżki. Czy wyobrażają sobie państwo, jak bardzo będą sfrustrowani nauczyciele, sądowi kuratorzy i urzędnicy? - pytała.
I dodała, że przeciętny wyborca - nawet ten, którego płaca minimalna nie dotyczy, zada sobie pytanie, "czy rząd rządzi dobrze państwem", "skoro każdy się ściga z kolegą z koalicji, o to, kto rozda więcej pieniędzy, których nie ma". - Jestem bardzo zmartwiona, że nie ma koordynacji. A przecież do 11 czerwca jeszcze się dużo rzeczy może zmienić. A już teraz rząd tworzy chaos - podkreśliła.
Dla Marka Chądzyńskiego propozycja podwyżki płacy minimalnej to nic innego jak element festiwalu obietnic, a "Lewica próbuje zapunktować u strony związkowej".
"Trzymajmy się foteli"
W ocenie dziennikarza "Pulsu Biznesu" kluczowe w najbliższym czasie będzie też to, co wydarzy się po głosowaniu ws. wotum zaufania. Głównie dlatego, jak wskazał, że Ministerstwo Finansów musi przedstawić konkretnie założenia makroekonomiczne do przyszłorocznego budżetu.
- To będzie ciekawa lektura, bo już sam projekt budżetu będzie bardzo newralgiczny. Wszyscy będą go brali na tapet i sprawdzali, czy przypadkiem nie zmierzamy w stronę tego, o czym piszą już agencje ratingowe w swoich raportach - wyjaśnił.
W tym kontekście przypomniał, że w ostatnich dniach ukazały się przynajmniej dwa raporty poświęcone Polsce i ryzykom, jakie niesie za sobą wynik wyborów prezydenckich. - Agencje ratingowe zwracają uwagę przede wszystkim na jedno zagrożenie: czy rzeczywiście rząd puści hamulec budżetowy i zacznie hojniej rozdawać pieniądze, i to w różnych postaciach. Osobiście nie jestem wcale taki pewien, czy 3,8 proc. się utrzyma, wraz z postępującą dynamiką całej dyskusji i próbami odnalezienia swojego miejsca koalicji. Mówiąc krótko, trzymajmy się foteli, bo budżet na przyszły rok to wcale nie będzie budżet tzw. konsolidacji fiskalnej, jak się wszyscy spodziewali - podkreślił.
"Teraz koalicja walczy o życie"
Jak przekonywał gość TOK FM, teraz rząd przede wszystkim powinien wyznaczyć sobie cel strategiczny, do którego będzie dążył. Może nim być, jak wskazał, np. polityka mieszkaniowa. - Każdy, kto poda nam receptę rozwiązania problemu mieszkaniowego, na pewno przypunktuje. Tym bardziej, że nie wydaje mi się żeby sama polityka rozdawania pieniędzy i generowania kolejnych transferów społecznych była skuteczna. Mówię tutaj w kontekście 2027 roku - podkreślił Marek Chądzyński. Wskazał przy tym, że gdyby z kolei mówić o najbliższych miesiącach, to rząd będzie jednak w defensywie. - Nowy prezydent będzie rozgrywał rząd dokładnie tak jak rząd miał rozgrywać ustępującego prezydenta, czyli zasypie go projektami kluczowych ustaw, jak np. CPK - wskazał też.
Joanna Solska w tym kontekście zauważyła, że jeżeli ta dynamika się nie zmieni, to "mało, że koalicję czekają przegrane wybory w 2027 roku, to nabiera też prawdopodobieństwa fakt, że wybory mogą być przyspieszone". - Teraz koalicja walczy o życie, podobnie jak rząd, podczas gdy do tej pory tkwił w przekonaniu, że wybory prezydenckie w zasadzie są wygrane. Tylko nawet nie był uprzejmy przygotować pliku ustaw, które mógłby podpisać nowy prezydent - skwitowała w TOK FM.