Nowa "afera podsłuchowa"? TV Republika publikuje nagrania Romana Giertycha. "Stuprocentowa kompromitacja"
Nowa 'afera taśmowa'? Serial w TV Republika to 'totalna kompromitacja'
W poniedziałek 16 czerwca Telewizja Republika opublikowała nową odsłonę nagłaśnianej przez siebie 'afery taśmowej'. Także tym razem w głównej roli wystąpił poseł KO Roman Giertych.
wPolsce24 i TV Republika grzeją taśmami Giertycha. 'Przypomina to piaskownicę'
Tym razem nagrania nie pochodzą sprzed lat, tylko jak zapewnia Republika z kwietnia 2025 roku. Pierwsze z nich to ma być fragment rozmowy Romana Giertycha, w której poseł - mecenas mówi o rozliczeniu afer z czasów rządów Prawa i Sprawiedliwości i wymienia w tym kontekście nazwiska ministra sprawiedliwości Adama Bodnara i prok. Ewy Wrzosek. Na opublikowanym w poniedziałek nagraniu słychać, jak Giertych mówi, że trzeba działać bardziej stanowczo, ale jednocześnie chwalił też działania resory sprawiedliwości Adama Bodnara. Drugi z opublikowanych fragmentu ma pochodzić z rozmowy Giertycha z Leszkiem Czarneckim.
Szybko okazało się, że część nagrań stanowią dostępne już wcześniej na Youtubie fragmenty - jak np. fragment spotkania Giertycha z internautami. 'Totalna kompromitacja Republiki. Kolejny raz' - skomentował wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk.
'No ptysie jeśli wy naprawdę daliście spotkanie zespołu Giertycha nagrane w sejmie jako tajne rozmowy to ja nic śmieszniejszego nie usłyszę do końca roku' - napisała zaś dziennikarka 'Newsweeka' Dominika Długosz.
'Nie trzeba przez wiele tygodni sprawdzać, czy Giertych jest na pewno Giertychem'
- Jedyny niepokój, jaki powinny budzić te taśmy, to kto nimi dysponuje i dlaczego nie zostały skasowane. Ponieważ mecenas Roman Giertych rozmawia na nich ze swoimi klientami - mówiła w 'TOK360' Długosz.
Jak dodała, oczywiste wydaje się być, że są to nagrania zdobyte za pomocą Pegasusa. - Tyle, że nie każda rozmowa nagrana za pomocą narzędzia do inwigilacji jest rozmową znaczącą. Te rozmowy są zupełnie nieznaczące. Nie ma żadnego interesu publicznego w ujawnieniu tych rozmów i tylko osoby naprawdę niewymagające mogą się tym ekscytować. Od 24 godzin widzę tę ekscytację po stronie TV Republika. I jestem tym totalnie zaskoczona, bo ludzie, którzy te taśmy ujawnili, zajmowali się już dziennikarstwem śledczym i oni też muszą widzieć, że tutaj niczego nie ma. I nie rozumiem, dlaczego je ujawnili i czemu przypomnieli wszystkim, jak PiS używał tego typu narzędzi do rozgrywek politycznych - wskazała w rozmowie z Adam Ozgą.
- Ujawnianie tego w tej formie i teraz i jeszcze skompromitowanie tego dorzucaniem nagrania opublikowanego na Youtubie, wydaje mi się być jakąś przedziwną strategią prawicowych pracowników telewizji - dodała Długosz.
Zwróciła też uwagę, że oni mówią 'dostarczano nam te nagrania'. - Niewielu znam dziennikarzy, którzy mówią, że coś im dostarczono, a oni to po prostu wzięli. Potem twierdzą, że przez wiele tygodni sprawdzali, czy na tym nagraniu na pewno jest Giertych. Nie chciałabym nikogo pouczać, ale wystarczy wpisać cytat w Google i tam wyskoczy, że taki filmik został już opublikowany i że już jest na Youtubie dostępny. Szybko poszło internautom znalezienie tego filmiku sprzed dwóch miesięcy. Więc nie trzeba przez wiele tygodni sprawdzać, czy Giertych jest na pewno Giertychem - ironizowała dziennikarka.
Poseł PiS ostro o Giertychu. 'To działanie, foliarskie, szurskie'
W jej opinii miało to na celu ukrycie źródła tych nagrań. - Ponieważ panowie się zorientowali, że źródłem nie może być nic innego tylko Pegasus i że jest bardzo niewiele źródeł, które dysponowało tymi nagraniami, więc dość łatwo dotrzeć do tego, jak to zostało dostarczone do TV Republika, postanowili dorzucić coś z teraz, żeby pokazać, że cały czas ktoś nagrywa Giertycha. I że to są materiały, które pochodzą z jakiegoś tajemnego źródła, być może nawet w KO. Efekt jest taki, że jest to absolutna, stuprocentowa kompromitacja - skwitowała Długosz.