Zięć Dudy i brat Bodnara. W wojsku wrze po nominacjach. "To nie jest czarno-biała sytuacja"
- Według Onetu prezydent wręczył awanse generalskie m.in. synowi doradcy ministra obrony oraz bratu ministra sprawiedliwości;
- Krzysztof Izdebski z Fundacji Batorego, uważa, że w takich sytuacjach bardzo ważny jest sposób komunikacji podjętych decyzji;
- Izdebski przyznał, że nie ma wiedzy, aby oceniać kompetencje awansowanych oficerów;
- Zaznaczył, że przejrzystość zasad awansów pozwala uniknąć niepotrzebnych kontrowersji.
Portal Onet poinformował , że prezydent Andrzej Duda "na osobistą prośbę ministra obrony Władysława Kosiniaka-Kamysza wręczył awanse generalskie synowi jego głównego doradcy gen. Mieczysława Bieńka oraz Mirosławowi Bodnarowi, który jest bratem ministra sprawiedliwości Adama Bodnara; jednocześnie na czele funduszu, który ma wspierać rozwój nowych technologii w wojsku, Kosiniak-Kamysz postawił zięcia prezydenta Dudy". "W armii wrze po tych decyzjach" - napisał portal.
Minister sprawiedliwości Adam Bodnar pytany w piątek o awans swojego brata powiedział, że jest on wzorem żołnierza i że cieszy się, iż dosłużył się on awansu na stopień generalski. Zaznaczył, że "trochę nie rozumie" zarzutów formułowanych w mediach w związku z tym awansem.
- Mój brat ma 58 lat, jest dla mnie wzorem służby publicznej, wzorem żołnierza, osoby oddanej ojczyźnie. Jest facetem, który służył i w strukturach Polski przy NATO, był w Kosowie, był szefem polskiego kontyngentu wojskowego, ma wspaniałą karierę jako żołnierz i cieszę się, że dosłużył się awansu na stopień generalski - powiedział Bodnar, odnosząc się do publikacji Onetu.
Dopytywany, że według portalu prezydent awanse wręczył "na osobistą prośbę" ministra obrony, Adam Bodnar odpowiedział: - Nic o tym nie wiem.
Posłuchaj podcastu!
Krzysztof Izdebski z Fundacji Batorego w "TOK360" ocenił, że jednym z fundamentalnych postanowień umowy społecznej, która tworzy struktury państwowe, jest to, że ważne funkcje sprawują osoby, które mają do tego jak najlepsze kompetencje. Przyznał, że "istnieją jakieś wątpliwości co do tych nominacji". - Z drugiej strony warto zwrócić uwagę, że przynajmniej w tych dwóch przypadkach, panowie rzeczywiście przeszli wszystkie szczeble kariery i nie był to taki awans w pół roku z porucznika na generała - powiedział. Gość Filipa Kekusza zaznaczył, jednak, że nie ma wiedzy, aby oceniać kompetencje osób, o których mowa w tekście Onetu.
Brat Bodnara i syn Bieńka generałami. 'Skala nepotyzmu porównywalna do PiS'
Zwrócił uwagę, że zdarzają się takie sytuacja, gdy osoby, które są awansowe, mają powiązania "genetyczne czy towarzyskie" z tymi, którzy decydują o awansach, ale same te osoby posiadają odpowiednie kompetencje. Jak mówił, nie każda sytuacja jest "czarno-biała". - Natomiast ważne jest w tych przypadkach i w ogóle funkcjonowaniu państwa, w jaki sposób to się komunikuje - powiedział. Bo jak dodał, buduje to zaufanie do podejmowanych decyzji, szczególnie wtedy, kiedy mogą one wywołać kontrowersje. - Chodzi o przejrzystość w awansach - zaznaczył.
Gość "TOK360" ocenił, że "gdyby ten system był rzeczywiście przejrzysty i dawał poczucie, że dzieje się on na zasadach konkurencyjnych, to być może w ogóle tych kontrowersji by nie było". - Bo zawsze będzie ktoś niezadowolony, że to nie on zostałem tym generałem - powiedział. I dodał, że chodzi o wytworzenie w instytucji "zaufania wewnętrznego" do podejmowanych decyzji.
Generał Mirosław Bodnar przez większość swojej kariery w wojsku związany był z obroną powietrzną i przeciwrakietową - służył w jednostkach wojsk obrony powietrznej, a także związanych z tą domeną dowództwach, w tym Dowództwie Generalnym i Dowództwie Operacyjnym; pracował także w polskich przedstawicielstwach wojskowych przy NATO i UE. Z dniem 1 stycznia br. został nominowany na stanowisko inspektora wojsk bezzałogowych systemów uzbrojenia w DGRSZ. Na tym stanowisku odpowiada za wdrażanie wszelkiego typu dronów w wojsku.