Afera wokół listy lektur. Lubnauer w TOK FM: Propozycje nawet do nas nie trafiły
- Sporo komentarzy wywołały nowe informacje na temat zmian dotyczących lektur szkolnych;
- Wiceministra edukacji Katarzyna Lubnauer zapewniała w TOK FM, że żadna decyzja jeszcze nie zapadła. Na razie trwają prace ekspertów;
- Polityczka zapewniała wielokrotnie, że ministerstwu zależy na tym, żeby uczniowie więcej czytali książek, 'a nie bryków'.
W środowej „Gazecie Wyborczej" ukazał się tekst z wypowiedziami dr Kingi Białek, która kieruje zespołem pracującym przy Instytucie Badań Edukacyjnych - Państwowym Instytucie Badawczym (IBE) nad podstawą programową języka polskiego dla szkół podstawowych. Jak przekazała, eksperci proponują m.in. mniejszą liczbę lektur obowiązkowych, w klasach IV-VI szkoły podstawowej w ogóle miałoby nie być listy lektur z dużymi pozycjami książkowymi.
Pomysł zmian wywołał falę komentarzy, przede wszystkim krytycznych. Emocje wokół lektur próbowała studzić w "Poranku TOK FM" Katarzyna Lubnauer. Wiceministra edukacji zapewniła, że nic w sprawie lektur nie jest przesądzone. - Zespoły ekspertów przygotowują propozycję dla MEN w sprawie listy lektur. Ministerstwo Edukacji nie wprowadziło żadnych zmian w liście lektur – uspokaja wiceministra Katarzyna Lubnauer.
Jak dodała rozmówczyni Karoliny Lewickiej, "nawet te najbardziej emocjonujące propozycje pozostają propozycjami ekspertów, a nie działaniem ministerstwa". Jak wyjaśniła, propozycje ekspertów do MEN-u powinny trafić we wrześniu.
Awantura o lektury szkolne
Jak mówiła gościni TOK FM, według propozycji ekspertów, "uczeń w klasie IV, V i VI szkoły podstawowej, ma przeczytać minimum po cztery książki". - Czyli w sumie to jest 12 książek, a w okresie od klasy IV do VIII ma przeczytać łącznie 20 książek. To jest więcej niż według obecnie zaplanowanego kanonu - powiedziała. Wiceministra wyjaśniła, że uczniowie będą musieli zapoznać się także m.in. z fragmentami Biblii, wybranymi mitami greckimi.
Lubnauer uważa, że po wprowadzeniu zmian "dzieci będą dużo czytać, więcej niż obecnie". Wiceministra powtarzała, że resortowi edukacji zależy na tym, aby uczniowie "dużo czytali". - Naszym celem jest wyrobienie w młodym człowieku nawyku czytania, bo wiemy, że czytanie, rozwija wyobraźnię, i zwiększa zasób słownictwa - podkreśliła.
Wiceszefowa MEN-u zaznaczyła, że chodzi o czytanie "z tradycyjnych książek". - Młodzi ludzie zanurzeni od najmłodszego wieku w smartfonach, coraz słabiej się ze sobą komunikują, mają coraz mniejszy zasób słów - dodała.
Wiceministra przekonywała, że celem resortu edukacji "jest wyrobienie w młodym człowieku nawyku czytania". - Zależy nam na tym, żeby dzieci czytały więcej. Zależy nam na tym, żeby znały kanon polskich lektur. Zależy nam na tym, żeby znały kod kulturowy, żeby w ogóle czytały i to czytały prawdziwą literaturę, a nie bryki - podsumowała rozmówczyni Karoliny Lewickiej.
Nowy pomysł MEN. 'Stracą dzieci. Kto zyska? Trudno powiedzieć'