Ziobro ogrywał PiS, teraz ten musi go bronić. "Żart historii"
- Pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości były wydawane przeciwko PiS-owi a nie przeciwko opozycji. To jest w ogóle jeszcze w tym śmieszniejsze, że PiS teraz musi tego wszystkiego bronić - tak o sprawie Zbigniewa Ziobro mówił w TOK FM prof. Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
- Sejm uchylił w piątek immunitet Zbigniewowi Ziobrze w odniesieniu do wszystkich 26 zarzutów, które chce mu postawić Prokuratura Krajowa;
- Zdaniem prof. Jarosława Flisa, obóz rządzący i wymiar sprawiedliwości powinien robić swoje, i jednocześnie zachować wstrzemięźliwość w komentowaniu tych wydarzeń;
- Zarzuty wobec byłego ministra sprawiedliwości, dotyczą nadzoru nad podlegającym pod jego resort Funduszem Sprawiedliwości. Jak jednak zwrócił uwagę w TOK FM prof. Flis, wydatkowanie środków z tego Funduszu na kampanię wyborczą polityków Suwerennej Polski działało głównie na niekorzyść PiS-u.
Zbigniew Ziobro bez immunitetu. Sejm w piątek uchylił mu ochronę poselską - i to we wszystkich 26 sprawach, w których Prokuratura Krajowa chce postawić mu zarzuty. Rządząca koalicja mówi o sukcesie i przełomie w rozliczeniach poprzedniej władzy. Ale – jak podkreśla socjolog prof. Jarosław Flis z Uniwersytetu Jagiellońskiego – w tej sprawie potrzebny jest umiar.
- Wydaje mi się, że te wszystkie emocje, w szczególności po stronie obozu rządzącego, które się przy tej okazji pojawiają, są przeciwskuteczne. To znaczy, że one budzą więcej wątpliwości niż cała ta sprawa. Bo rzeczywiście demokracja powinna być surowa dla tych wszystkich, którzy jej nadużywają, ale powinno się to robić bez satysfakcji, zwłaszcza bez radości, bo to jest zawsze podejrzane - ocenił w rozmowie z Piotrem Jaśkowiakiem w "Poranku TOK FM".
Jak wskazał, dobrze, żeby standardem były umiarkowane wypowiedzi a nie różnego rodzaju złośliwości. - Bo rzecz i bez tego jest, łagodnie mówiąc, dwuznaczna. Przecież politycy PiS, gdy sami byli u władzy, wyśmiewali wszystkie oskarżenia opozycji, że aresztowania polityków oskarżonych o korupcję to zemsta. I to słynne powiedzenie, że "uczciwi nie mają się czego obawiać". Teraz karma wraca. Tak że to są sytuacje, w których nie wiadomo czy się śmiać czy płakać - wskazał prof. Flis.
Ziobro ogrywał PiS, teraz ten musi go bronić. "Żart historii"
Przypomnijmy, że zarzuty wobec byłego ministra sprawiedliwości dotyczą nadzoru nad podlegającym pod jego resort Funduszem Sprawiedliwości.
- Te wszystkie pieniądze, które wychodziły z Funduszu, to nie była taka zwykła kiełbasa wyborcza, tylko to już był nowy standard. Zresztą, nawiasem mówiąc, te pieniądze były wydawane przeciwko PiS-owi a nie przeciwko opozycji. To jest w ogóle jeszcze w tym śmieszniejsze, że PiS teraz musi tego wszystkiego bronić po wchłonięciu Suwerennej Polski - mówił socjolog.
- A przecież to było tak, że w poprzednich wyborach PiS stracił 40 posłów a Suwerenna Polska żadnego, bo te pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości były wydawane na ogrywanie konkurentów z PiS-u w obrębie konkurencji na liście. Ta Suwerenna Polska była suwerenna przede wszystkim względem PiS-u i z nim toczyła grę, z różnymi jego frakcjami. I to, że teraz za tę grę rozliczają ją ci, którzy byli beneficjentami tej rozgrywki, bo przecież PiS się sam wykończył tą metodą, to też jest pewien żart historii. A ci, którzy byli głównymi ofiarami tych wszystkich rozgrywek i wydawania tych pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwości, teraz są zmuszeni bronić tych, którzy ich ogrywali - podsumował prof. Flis.
Źródło: TOK FM