Zaskakujące sceny w Trybunale Stanu. "Jesteśmy w pułapce"
- Nasz system prawny jest bardzo dziurawy. On w takich takich sytuacjach dopiero wykazuje swoje mankamenty. Można mieć pretensje do twórców tego systemu, ale rzecz polega na tym, że zwykle życie tworzy sytuacje, za którymi przepisy prawne nie nadążają - ocenił w TOK FM Jerzy Stępień.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Trybunał Stanu odroczył posiedzenie ws. uchylenia immunitetu Małgorzaty Manowskiej. Część sędziów, która chciała orzekać, była świadkami w tej sprawie;
- Zdaniem Jerzego Stępnia, instytucja nie jest dobrze skonstruowana, co pokazują tego typu sytuacje;
- Gość "TOK360" ocenił, że zachowanie Piotra Andrzejewskiego "wpisuje się w jego sylwetkę psychofizyczną".
Do awantury doszło na środowym posiedzeniu Trybunału Stanu w sprawie immunitetu Małgorzaty Manowskiej. Kilku sędziów nie mogło dostać się do sali rozpraw. Po kłótniach sędzia Józef Zych ogłosił, że posiedzenie zostaje odroczone do 22 września.
- Znam niektórych członków Trybunału Stanu, niektórych bardzo dobrze, na przykład z panem Andrzejewskim [Piotrem, wiceprzewodniczący TS - red.] zasiadałem jeszcze w senacie pierwszej i drugiej kadencji - opowiadał w "TOK360" Jerzy Stępień, były prezes Trybunału Konstytucyjnego.
- To jemu puściły nerwy dzisiaj - zauważył prowadzący rozmowę red. Adam Ozga. - I nie dziwię mu się. Ja go obserwowałem jeszcze trzydzieści parę lat temu, już wtedy zachowywał się czasami niestandardowo - odparł Stępień.
Gość TOK FM zwrócił uwagę na rolę Józefa Zycha. Jak wskazał, to dobrze, że na miejscu był "doświadczony parlamentarzysta, człowiek o nerwach stalowych", który "ratował sytuację". Odroczenie rozprawy do 22 września było - zdaniem byłego prezesa TK - jedynym, co w tej sytuacji dało się zrobić.
Dziurawy system prawny
Część sędziów nie chciała dopuścić do orzekania kilkunastu innych sędziów, bo byli oni świadkami w sprawie uchylenia immunitetu Manowskiej. Ale bez ich udziału skład ograniczony byłby jedynie do trzech sędziów i nie mógłby orzekać w ogóle (potrzebnych jest co najmniej pięciu sędziów). - Jesteśmy w pułapce - skwitował Stępień.
- To pokazuje, że nasz system prawny jest bardzo dziurawy. On w takich takich sytuacjach wykazuje swoje mankamenty. Można mieć pretensje do twórców tego systemu, ale rzecz polega na tym, że zwykle życie tworzy sytuacje, za którymi przepisy prawne nie nadążają - dodał były prezes TK.
Stępień przypomniał, że w czasach II Rzeczypospolitej Trybunał Stanu został rozpędzony przez Józefa Piłsudskiego, a w III RP odbyła się tylko jedna rozprawa (dotyczyła afery alkoholowej, skazano dwie osoby; dwie pozostałe sprawy umorzono). - Sytuacja, z którą teraz mamy do czynienia, wskazuje, że najprawdopodobniej to nie jest dobrze skonstruowana instytucja - podsumował gość TOK FM.