Skąd się wzięły kolejki na polsko-ukraińskiej granicy? Korki, demolki i pobicia
Oburzenie na granicy: przejazd trwał 6 dni, teraz 12-13 dni
Kierowcy polskich ciężarówek od kilku dni skarżą się na pogarszającą się sytuację na polsko-ukraińskiej granicy.
Po wybuchu wojny w Ukrainie władze polskie i ukraińskie podpisały porozumienie. Dotyczyło szybkiego przepuszczania do kraju pustych ciężarówek. Samochody przewożące pomoc humanitarną i żywność, po rozładowaniu we Lwowie, mogły szybko wrócić do kraju. Dzięki temu kierowcy obracali w 6 dni. Dziś, stoją w wielokilometrowych korkach i tracą na jedną trasą 12-13 dni.
Jak poinformował PAP rzecznik Izby Administracji Skarbowej w Lublinie Michał Deruś, w piątek na granicy czekało 2 tys. samochodów.
Kto jest winny sytuacji na granicy? Zależy kogo zapytać
Polscy przewoźnicy z lubelszczyzny i podkarpacia spotkali się w Zamościu, żeby omówić kryzysową sytuację. Podczas spotkania powołali Zamojski Komitet Protestacyjny.
Onet dotarł do protokołu z obrad komitetu, w którym uczestnicy zawarli główne zarzuty:
- na wschodniej granicy panuje chaos, kolejki dochodzą do 40 km,
- służby graniczne są niewydolne, brakuje też pełnej obsady stanowisk, a urzędnicy działają opieszale,
- puste, wracające ciężarówki są kierowane na prześwietlenia rentgenem, zamiast umożliwić im szybki powrót do kraju,
- nie działa umowa zawarta na początku wojny, dotycząca szybkiego przepuszczania z granicy polskich ciężarówek wiozących żywność i pomoc humanitarną.
Z kolei Ukraińskim kierowcom nie podobało się, że polskie ciężarówki są przepuszczane, a oni stoją w długich kolejkach w upale i bez zapewnionych odpowiednich warunków sanitarnych.
Co na to polskie władze?
Rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Lublinie przyznaje, że kolejki w stronę Polski na przejściach z Ukrainą w Dorohusku i Hrebennem wynikają z bardzo dużej w ostatnim czasie liczby odpraw transportów produktów rolno-spożywczych, w tym zbóż — poinformował Onet.pl
Zaznaczył, że wiąże się to ze zwiększeniem ruchu: optymalna przepustowość przejścia granicznego w Dorohusku w kierunku Polski wynosi 600 pojazdów w ciągu doby. Tymczasem w czwartek 25 sierpnia, w kolejce do przejścia czekało 1,8 ciężarówek.
Czy nadal działa polsko-ukraińska umowa o rozluźnieniu zasad na czas wojny? Rozmówca Onetu ujawnia nowe wytyczne
"Nieco więcej światła na obecną sytuację rzuca nam nasz anonimowy rozmówca z lubelskiej administracji skarbowej" - ujawnił Onet.pl.
Rozmówca zdradził, że znów wprowadzono dokładne kontrole ciężarówek.
— Przyszły nowe wytyczne 'z góry', by zaostrzyć kontrole. Po wybuchu wojny, w ramach pomocy Ukrainie poluzowano pewne przepisy. Niestety, nasi wschodni sąsiedzi zaczęli to wykorzystywać. W przewożonych transportach znajdowało się nie tylko to, co deklarowano w papierach. Dlatego też trzeba było ponownie wrócić do dokładniejszego sprawdzania towarów — powiedział informator Onet.pl
Ponad 300 milionów osób na świecie potrzebuje pomocy. 'Padł kolejny rekord'
Demolowanie samochodów, pobicia kierowców. Dantejskie sceny
Wielokilometrowe kolejki, wiele dni oczekiwania na przejściach granicznych, w upale powoduje, że kierowcom puszczają nerwy.
'Dzieją się tam dantejskie sceny. Ukraińcy demolują nasze samochody i wybijają szyby. Dziś w nocy też była taka sytuacja. Dochodzi też do rękoczynów i bójek między kierowcami. Strach tamtędy jechać. To jakaś masakra — mówił Onetowi Robert Gradus, właściciel firmy transportowej z Chełma.
Doniesienia potwierdza też przedstawiciel Zamojskiego Komitetu Protestacyjnego. On też twierdzi, że samochody z granicy wracały zniszczone, a kierowcy pobici.