,
Obserwuj
Polska

Jędrzejewski "powinien sam iść do prokuratury". "Poszedł do mediów i rzucił potężne oskarżenia"

2 min. czytania
25.06.2026 11:30

Jesteśmy zszokowani, że lekarz poszedł do mediów i pod nazwiskiem rzucił potężne oskarżenia wobec innego lekarza - tak rzecznik prasowy NIL Jakub Kosikowski komentował w TOK FM wywiad dra Emila Jędrzejewskiego. I dodał, że trudno sobie wyobrazić poważniejsze zarzuty, jakie można postawić lekarzowi.

Rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej Jakub Kosikowski
Rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej Jakub Kosikowski
fot. Pawel Wodzynski/East News

- Nie jestem zaskoczony, że lekarze się sygnaliści nie chcą w Polsce nic zgłaszać, bo wiemy, co się z tymi sygnalistami dzieje - mówił w "Poranku TOK FM" Jakub Kosikowski, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej. W ten sposób odniósł się do informacji przedstawionych przez dra Emila Jędrzejewskiego w Kanale Zero na temat nieprawidłowości w warszawskim Szpitalu Południowym.

Były ordynator chirurgii rzucił oskarżenia, że w wyniku błędów lekarskich dochodziło tam do powikłań, które kończyły się śmiercią pacjentów. Według Jędrzejewskiego miało również dochodzić do fałszowania dokumentacji medycznej. Już w środę lekarza przesłuchała prokuratura, ale nie chciał odpowiadać na pytania. Jak mówił, z uwagi na brak prawnika.

Prowadząca "Poranek TOK FM" Dominika Wielowieyska skomentowała, że akurat samorząd lekarski ma w sprawie bezpieczeństwa sygnalistów duże pole do popisu. - Chyba pan formułuje zarzut do własnej organizacji - stwierdziła.

Kosikowski przyznał rację dziennikarce i dodał, że właśnie z tego powodu dwa lata temu stworzono Zespół do spraw nadużyć. - Prawo przewiduje, że skargi, które zgłasza się do prokuratury, nie mogą być anonimowe - wyjaśnił rzecznik Naczelnej Rady Lekarskiej.

Kosikowski uważa, że Emil Jędrzejewski z tak poważnymi zarzutami powinien sam zgłosić się do prokuratury. - Dalszym zarzutem, jaki można byłoby postawić, jest niemalże umyślne zabójstwo - ocenił.

Co z wynagrodzeniami lekarzy?

Po wybuchu afery w Warszawskim Szpitalu Południowym, której głównym bohaterem jest dr Dawid Kacprzyk, czyli 28-letni lekarz bez specjalizacji, który w zeszłym roku zarobił ponad 1,5 mln złotych, powrócił temat nieproporcjonalnie wysokich wynagrodzeń lekarzy.

- Trzeba wyrównać kominy płacowe - mówił w TOK FM rzecznik prasowy samorządu lekarskiego.

Redakcja poleca

Kosikowski podkreślił, że kominy płacowe, czyli faktury na ponad 100 tys. zł miesięcznie, w większości przypadków dotyczą tych samych specjalizacji, których pacjentów opłaca się szpitalom leczyć.

Po wybuchu afery związanej z Kacprzykiem i Szpitalem Południowym politycy zgłaszają pomysły na zmiany. Rządzący mówią o konieczności wprowadzenia limitów wynagrodzeń lekarzy w publicznych placówkach. Niektórzy koalicjanci chcą także zakazu łączenia praktyki prywatnej z publiczną. Jednak na razie jedynym pomysłem, który jest realizowany, jest ustawa o jawności wynagrodzeń lekarzy. Dziś ma być ona przegłosowana przez Senat.

Źródło: TOK FM