Rezerwują, a nie przyjeżdżają. Dramat hotelarzy z Dolnego Śląska. "Jesteśmy w lesie"
Branża turystyczna apeluje o nieodwoływanie rezerwacji. Duża część miejscowości w regionie nie została dotknięta przez powódź, a wykupywanie noclegów, to także forma wsparcia. Wśród działających atrakcji turystycznych są między innymi: Twierdza Srebrna Góra, Zamek Książ, Moszna, Prudnik, Kopalnia Złota w Złotym Stoku czy Wieża Widokowa w Świeradowie. Działają też takie miejsca jak Projekt Arado w Kamiennej Górze, czy Muzeum Papiernictwa w Dusznikach Zdroju. W wielu miejscach sytuacja jest jednak nadal bardzo trudna. - Czego się pan spodziewa, u nas te zalania to wyglądają jak po drugiej wojnie światowej - mówi właścicielka pensjonatu z Kłodzka.
Rezerwacje i widmorezerwacje
- Jedyne czego nie mamy, to internet, a wszystko już jest - mówi właścicielka pensjonatu z centrum Głuchołaz. Nie na wszystkich terenach zalanych przez powódź sytuacja jest jednak tak dobra. Wielu hotelarzy mówi nam, że mimo swojej otwartości na turystów, niewiele mogą im zagwarantować. Są miejsca, do których nadal trudno jest nawet dojechać.
- Nie ma dojazdu i parkingu, ale można zaparkować 150 metrów od pensjonatu - mówi właścicielka działającego już hotelu z Kłodzka, którą dopytujemy o otoczenie, sklepy i restauracje. - Nie, nie są pootwierane i jeszcze długo nie będą, przecież nas zalało do drugiego piętra. Po prostu jest tragedia, każdy kto może, to przyjmuje gości. Niektórzy nie przyjeżdżają, niektórzy tylko rezerwują w bookingu. No ale (to co tu mamy - przyp. red.) to nie jest widok do przyjmowania gości - odpowiada.
Rezerwowanie noclegów w miejscach, do których realnie się nie przyjedzie, jest formą pomocy lokalnym przedsiębiorcom. Jak mówią nam hotelarze Głuchołaz, Pokrzywnej koło Prudnika i z Kłodzka, trend ten zyskuje na popularności. A oni mogą zarabiać, nawet nie oferując miejsca na wypoczynek.
'Zakaz wchodzenia do lasu, a my jesteśmy w lesie'
Wśród miejsc, które dotknęła powódź, są też te położone w lasach. I nawet jeśli dotarła tam pomoc, i jeśli udało się uprzątnąć straty, to i tak sytuacja jest trudna. Lasy Państwowe zamknęły lasy w 28 nadleśnictwach w całej Polsce. Najwięcej jest ich na Dolnym Śląsku, Opolszczyźnie i w woj. Świętokrzyskim. Powodem są połamane drzewa, stojąca w wielu miejscach wody oraz zamknięte drogi. Tak jest na Opolszczyźnie, blisko granicy z Czechami.
- Największym problemem stał się zakaz wchodzenia do lasu, a my jesteśmy w lesie. Więc to jest coś, co utrudnia nam funkcjonowanie - mówi właściciel pensjonatu z Pokrzywnej koło Prudnika. I dodaje, że i on spotkał się z pomocą turystów, którzy w ramach wsparcia opłacają noclegi, z których nie korzystają. Liczy jednak na to, że wkrótce lokalna działalność będzie wyglądała jak przed powodzią. - Główna część, czyli domki letniskowe, pole kamperowe, pole namiotowe, nie ucierpiały - kończy.