Gdy młody wikary odebrał sobie życie, wierni zaczęli mówić. "Upokarzał go, poniżał"
W czerwcu 2024 roku w Żerkowie w Wielkopolsce zmarł wikary, ks. Robert Olejnik. 31-latek zginął od strzału z rewolweru czarnoprochowego. Śledztwo początkowo uznano za rutynowe postępowanie w sprawie samobójstwa, jednak z czasem ujawniono relacje parafian wskazujące, że młody wikary był ofiarą przemocy psychicznej ze strony proboszcza Jarosława G.. Sprawę opisała "Gazeta Wyborcza".
Jeśli znalazłaś/znalazłeś się w kryzysowej sytuacji lub wiesz o kimś, kto może potrzebować wsparcia i pomocy, możesz zadzwonić pod numer alarmowy 112, pod numer Kryzysowego Telefonu Zaufania 116 123 lub pod numer Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym 800 70 22 22. Do dyspozycji są również Młodzieżowy Telefon Zaufania pod numerem 116 111, a także Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka pod numerem 800 121 212. Pomocne informacje można znaleźć także na stronie "Życie warte jest rozmowy": www.zwjr.pl.
Osoby w kryzysie emocjonalnym potrzebujące pomocy mogą ją uzyskać pod całodobowym numerem telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży: 116 111 lub w całodobowym Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym: 800 702 222.
Osoby dorosłe potrzebujące pomocy po stracie bliskich mogą uzyskać wsparcie pod numerem telefonu: 800 108 108, czynnym od poniedziałku do piątku od godz. 14 do 20.
Dzieci i młodzież w żałobie mogą uzyskać wsparcie pod numerem telefonu: 800 111 123, czynnym od poniedziałku do piątku od godz. 12 do 18.
W razie zagrożenia życia należy dzwonić pod numer 112
- Parafianie i bliscy ks. Roberta Olejnika twierdzą, że wikary był przez proboszcza Jarosława G. upokarzany i izolowany;
- Śledztwo wykazało, że wikary wcześniej sygnalizował załamanie psychiczne i łączył je ze sposobem, w jaki był traktowany przez przełożonego;
- Rok po jego śmierci proboszcz usłyszał zarzut psychicznego znęcania się. Jego proces ma ruszyć w listopadzie 2025 roku.
Według wiernych proboszcz Jarosław G. miał psychicznie znęcać się nad księdzem Robertem, co polegało m.in. na odsuwaniu go od obowiązków oraz szydzeniu z jego wyglądu. "Znęcał się nad wikarym psychicznie, upokarzał go, poniżał i obgadywał. Po całej parafii opowiadał, że ksiądz Robert do niczego się nie nadaje, że jest śmierdzącym leniem, że cały czas gada, że mu zimno na plebanii, ale d*py nie ruszy, żeby do pieca dołożyć. Wyzywał go od tłuściochów i grubasów. Mówił, że trzeba przed nim jedzenie chować, bo potrafi świniaka na jedno posiedzenie zjeść. Wszystkim opowiadał o ogromnej ilości leków, które zażywa. Mówił, że jest nienormalny. Potrafił nawet powiedzieć, że matka się go z domu pozbyła, a on teraz musi się z przygłupem męczyć" - to fragment cytowanego przez "GW" listu, który mieszkańcy gminy Żerków wysłali do kurii w Kaliszu.
O złej kondycji wikarego świadczyło także to, co pisał w wiadomościach do przyjaciela. "Mi się wszystko sypie. Boję się, że wpadnę w depresję", "Czuję się jak śmieć" - zwierzał się ks. Robert. O proboszczu pisał tak: "Wiesz, kto przerywa mszę i ją utrudnia? Szatan. On tu nastał w 2011 roku. Jeszcze żaden wikariusz mu nie pasował".
"Zmarły chciał, by to proboszcz go znalazł"
Psycholożka Joanna Szmigiel-Waszczuk, analizująca sprawę na zlecenie prokuratury, uznała, że śmierć wikarego ma związek ze sposobem, w jaki był traktowany przez ks. Jarosława G. Odpowiedziała też na pytanie, dlaczego 31-latek zdecydował odebrać sobie życie na terenie plebanii. "Samobójcy, którzy nie chcą wskazywać winnych lub odpowiedzialnych za swój czyn, najczęściej wybierają miejsca przypadkowe lub odludne, gdzie ujawnienie zwłok jest losowe. Z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że zmarły chciał, by to proboszcz go znalazł" - wyjaśniła ekspertka na łamach "Wyborczej".
W październiku 2024 roku, cztery miesiące po tragedii, biskup kaliski przeniósł proboszcza Jarosława G. do innej parafii, choć kuria podkreśla, że decyzja nie stanowi potwierdzenia winy. Rok po śmierci ks. Roberta prokuratura postawiła proboszczowi zarzut psychicznego znęcania się, w następstwie którego wikary odebrał sobie życie. Grozi mu do 15 lat więzienia.
Ks. Jarosław G. czeka na proces
Proboszcz ks. Jarosław G. nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że relacje z wikarym były dobre, a wszelkie uwagi miały charakter "praktyczny". - To było bardziej praktyczne rozwiązanie niż upokarzanie kogoś - tłumaczył podczas posiedzenia aresztowego. Obecnie przebywa na wolności po wpłaceniu 50 tys. zł poręczenia.
Proces księdza Jarosława G. ma rozpocząć się w listopadzie 2025 roku. Kuria kaliska zapowiada, że ewentualne działania wobec duchownego podejmie dopiero po prawomocnym wyroku.
Posłuchaj:
Źródło: Gazeta Wyborcza