"Gang nastolatków" terroryzuje Poznań? Radny proponuje wziąć głęboki oddech
Poznańskie media zdominowane są ostatnio przez doniesienia o "gangu nastolatków", który terroryzuje galerię handlową Posnania przy ul. Pleszewskiej. Młodzi ludzie mają żądać od napotkanych osób - klientów i pracowników galerii - telefonów, zakupów czy pieniędzy. Zaczepiają, wszczynają bójki, są agresywni.
Interaktywna Krajowa Mapa Zagrożeń Bezpieczeństwa, gdzie obywatele mogą zgłaszać różne niebezpieczne incydenty, w miejscu galerii pokazuje jedną wielką czerwoną plamę. Z danych zamieszczonych na infografice wynika, że dokonano już ponad 2 tys. zgłoszeń. Zdecydowana większość z nich jest opisana jako: "grupowanie się małoletnich zagrożonych demoralizacją".
W oficjalnych komunikatach policja tonuje nastroje. Łukasz Paterski z zespołu prasowego poznańskiej policji przekazał Onetowi, że od początku roku funkcjonariusze otrzymali pięć zgłoszeń z prośbą o interwencję na terenie centrum handlowego. "Dwa dotyczyły nieletnich będących pod wpływem alkoholu, a jedno zgłoszenie związane było z kradzieżą. Pozostałe dwa przypadki to grupowanie się młodzieży przed centrum handlowym, ale te nie zostały potwierdzone przez policjantów, którzy zostali skierowani na miejsce" - doprecyzował.
Policja zapewnia jednak, że jest czujna na napływające zgłoszenia i wyśle w okolice galerii dodatkowe patrole.
Ogromna skala zjawiska
O "groźnym" gangu nastolatków Szymon Kępka rozmawiał z prof. Aldoną Żurek, socjolożką z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Ekspertka nie ukrywała, że ma w tej sprawie wiele wątpliwości. - Czy to rzeczywiście w ostatnim czasie doszło do skumulowania tego rodzaju zachowań? Bo skala tego zjawiska jest tak ogromna, że trudno mi przypuszczać, by to stało się wszystko w ostatnich dwóch czy trzech tygodniach - zastanawiała się.
Zwracała też uwagę na to, że trudno przypuszczać, by rzekome występki odbywały się zupełnie bezkarnie. - Galerie handlowe są przecież miejscami publicznymi. Zakładam, że tam jest jakaś straż, których zadaniem jest m.in. utrzymywanie porządku - mówiła gościni audycji TOK360.
Prof. Żurek podniosła też inny wątek tego problemu, tj. pozostawienie młodych ludzi samych sobie, bez nadzoru dorosłych. - Z doniesień prasowych wiemy, że ta historia miałaby dotyczyć 13- czy 14-latków. To są przecież dzieciaki, które chodzą jeszcze do szkoły podstawowej. Moje pytanie więc brzmi, kto się interesuje tym, co oni robią w czasie lekcji - mówiła.
Sprawa sztucznie nabita?
Do sprawy odniósł się też radny Wojciech Chudy, przewodniczący miejskiej Komisji Bezpieczeństwa i Porządku Publicznego. W mediach społecznościowych zastanawiał się, czy cała sprawa nie jest sztucznie nabita. Zwracał uwagę - podobnie jak pani profesor - że to mało prawdopodobne, by w ciągu zaledwie kilku dni groźnych zdarzeń przybyło tak wiele.
"[Wcześniej] Nic takiego nie docierało do mnie ani na komisji bezpieczeństwa, ani przez media społecznościowe, ani innymi kanałami" - napisał.
"Czy to oznacza, że nie ma problemu z nastolatkami przebywającymi w Posnanii? Nie wiem. Trzeba to sprawdzić i zrobię to na posiedzeniu najbliższej Komisji Bezpieczeństwa i Porządku Publicznego Rady Miasta Poznania w przyszłym tygodniu. (...) Na razie proponuję wszystkim wzięcie dużego oddechu i zachowanie większego dystansu do tego tematu" - dodał radny.