Pożar hali magazynowo-produkcyjnej w Kobylnicy. "Był błyskawiczny"
- W nocy z wtorku na środę w Kobylnicy pod Poznaniem wybuchł pożar hali, w której mieściły się m.in. warsztat i zakład stolarski - podał TVN24. Ogień szybko objął cały obiekt;
- W akcji gaśniczej uczestniczy ok. 100 strażaków. Działania są utrudnione z powodu obecności gazu i paliw oraz konieczności prac rozbiórkowych;
- Nie ma informacji o poszkodowanych.
Pożar w Kobylnicy. Hala zajęła się ogniem w 10 minut
We wtorek nad ranem w Kobylnicy k. Poznania wybuchł pożar hali magazynowo-produkcyjnej, w której znajdowały się m.in. warsztat samochodowy i zakład stolarski. Zgłoszenie o pożarze wpłynęło do straży pożarnej o godz. 2.28. Hala ma wymiary 100 na 15 metrów i wysokość około 4 metrów.
Jak poinformował w rozmowie z TVN24 mł. bryg. Adrian Fiszer z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Poznaniu, 'pierwsze zastępy, które przybyły na miejsce zdarzenia, stwierdziły pożar w centralnej części hali'. "Był błyskawiczny, bardzo szybko się rozprzestrzeniał. Po 10 minutach mieliśmy walkę z całą halą objętą pożarem"- relacjonował. Strażacy przystąpili do działań, polegających na dostarczaniu sporych ilości wody do gaszenia oraz na ratowaniu mienia, którego nie zdążyły zniszczyć płomienie.
Na miejscu pracują 24 zastępy straży pożarnej, czyli ok. 100 strażaków. "Cały czas trwa walka o uratowanie części tego zakładu. Zarzewia ognia, które się pojawiają, są natychmiast wygaszane" - powiedział Fiszer.
Trudna akcja strażaków
Akcja jest utrudniona ze względu na obecność butli z gazem i zbiorników z paliwem w hali. Na miejscu działa również grupa poszukiwawczo-ratownicza. "Sprawdzała ona między innymi ściany szczytowe oraz komin pod kątem przechyłu tych elementów konstrukcyjnych. W dalszej części trwa oddymianie i praca ciężkiego sprzętu, żeby dojść do źródeł zarzewi ognia"- opisywał strażak.
Strażacy zmuszeni byli do przeprowadzenia prac rozbiórkowych. "Prowadzone były z kilku miejsc. Musieliśmy elementy konstrukcyjne hali odcinać za pomocą pił do cięcia stali, ale też prace wykonywane były za pomocą tutaj sprzętu burzącego. Wszystko po to, żeby dojść do źródła ognia i jak najszybciej to zagrożenie zlikwidować. Akcja potrwa jeszcze na pewno kilka godzin" - powiedział przed godz. 8 Fiszer.
Nie ma informacji o osobach poszkodowanych. Nikt nie musiał być ewakuowany.
Posłuchaj: